Dzień przed moim wyjazdem z Turcji na fanpage’u napisałam: „zawsze najtrudniej jest za pierwszym razem, a później…później już jesteśmy mądrzejsi o to jedno doświadczenie i wiemy jak kolejną przygodę zaplanować jeszcze lepiej.”

Nigdy o tym nie mówiłam, ale powrót z Turcji do Holandii był dla mnie trudny. Niby Holandia była moim planem B, ale jednak nie do końca zadbałam o to, żeby ewentualna realizacja planu B odbyła się jak najmniej boleśnie. Faktem jest, że  nie miałam zbyt wiele doświadczenia w organizacji tego typu wypadów, ale mimo wszystko poniżej opisane błędy były skutkiem tego, że w tamtym momencie nie myślałam, że będę wracać tak szybko albo że w ogóle kiedykolwiek będę jeszcze wracać do Holandii.

 

Błąd 1

Rzuciłam pracę.

 

I później tego żałowałam. Bynajmniej nie dlatego, że za tą pracą tęskniłam, ale dlatego, że:

a) Pomimo że miałam oszczędności to jednak nie miałam stałego dochodu ani też do końca nie wiedziałam kiedy znów zacznę pracować. Przez to starałam się oszczędzać i dlatego też między innymi zrezygnowałam z kursu tureckiego i podróżowałam krócej niż mogłam sobie na to pozwolić, bo mając 6000 euro na koncie wróciłam już do Holandii.  Po prostu byłam (za)bardzo ostrożna i bałam się, żeby przypadkiem nie zabrakło mi kasy. A przecież gdybym wiedziała, że mam zapewnioną pracę od razu po powrocie, mogłabym podróżować znacznie dłużej i nie martwić się szukaniem pracy czy to w Turcji czy w Holandii.

 

b) Wracając do Holandii i nie mając pracy nikt nie chciał mi wynająć nawet pokoju, bo po pierwsze nie dość, że w Amsterdamie i okolicach jest w ogóle bardzo ciężko wynająć cokolwiek w rozsądnej cenie nawet jeśli ma się pracę, to jeśli jest się bezrobotnym to nikt nawet nie bierze cię pod uwagę jako potencjalnego współlokatora.

Ostatecznie udało mi się wynająć tani pokój na początek w Amsterdamie, ale muszę przyznać, że miałam i tak ogromne szczęście, że trafiłam na ludzi, którzy zgodzili mi się wynająć pokój w ciemno (bo wynajęłam go będąc jeszcze w Turcji).

 

c) Mieszkając i podróżując po Turcji utwierdziłam się w przekonaniu, że praca w korporacji w ogóle nie jest dla mnie. I nieważne czy będę pracować w tej czy innej firmie i nieważne co będę robić nigdy nie będę usatysfakcjonowana przebywaniem po 40 godzin tygodniowo w korporacyjnym świecie. Dlatego byłoby mi wszystko jedno czy pójdę do nowej pracy czy wrócę do starej. Nawet o tym wspominałam w jednym z niedawnych wpisów, że ja nie mam ambicji robienia korporacyjnej kariery, staram się maksymalnie skupiać na zupełnie innych rzeczach, a do pracy idę jedynie po zarobek, nie dla kariery i spełnienia się bynajmniej.

 

d) I w końcu, powrót do Holandii i perspektywa szukania pracy była dobijająca. I mimo tego że nie narzekałam na brak ofert, miałam codziennie po dwie rozmowy kwalifikacyjnie to jednak sam proces szukania pracy był bardzo czasochłonny, a do tego odpowiadanie stale na te same pytania (w końcu wszyscy rekrutujący i managerowie mają te same zestawy pytań) był do znudzenia przygnębiający.

 

 

Zamiast więc wziąć sobie kilkumiesięczny bezpłatny urlop rzuciłam pracę, bo wtedy wydawało mi się że to dobry pomysł, bo plan był taki żeby do Holandii nie wracać, bo przecież tej pracy już tak bardzo nie lubiłam. Ale nie pomyślałam o tym, że mimo wszystko dobrze jest mieć backup, bo przecież nie wszystko zawsze musi się ułożyć tak jak sobie to zaplanujemy czy wymarzymy. Szczególnie, że ja jechałam do Turcji w ciemno. Gdyby w Turcji wszystko mi się udało po prostu zrezygnowałabym wtedy z mojej pracy w Holandii, a w przypadku scenariusza który w rzeczywistości miał miejsce miałabym po prostu wszystko poukładane. A tak, po 7 latach mieszkania w Holandii nie miałam do czego wracać. Musiałam zaczynać wszystko od zera.

 

Błąd 2

Wzięłam ze sobą za dużo bagażu.

 

Jeżeli widzieliście moje filmy z Turcji ewentualnie śledzicie mnie na Instagramie to być może zauważyliście, że w Turcji ciągle chodziłam w tych samych ciuchach, a przecież zabrałam ze sobą ponad 20 kg walizkę. Większość ubrań przeleżała w szafie, a ja ciągle chodziłam w 5 ulubionych T-shirtach i spodenkach, bo tak mi było najwygodniej.

Ta ponad 20 kg walizka była moją kulą u nogi kiedy jechałam na lotnisko w Amsterdamie, kiedy taszczyłam ją po wyboistych stambulskich chodnikach, kiedy z powrotem wracałam do Amsterdamu. Wzięłam rzeczy na zapas, rzeczy, które okazały się być zupełnie zbędne, eleganckie sukienki, które nijak sprawdzają się w 40 stopniowych upałach, eleganckie buty, których nie założyłam ani razu (bo ja i tak najbardziej uwielbiam chodzić w moich butach do biegania) i kilka innych rzeczy, które jedynie pełniły rolę zbędnego balastu.

 

Następnym razem zabieram 5 T-shirtów, dwie pary krótkich spodenek, jedne jeansy, jeden sweter  i dwie pary butów do biegania. A w razie potrzeby resztę dokupię.

 

Błąd 3

Sprzedałam wszystkie meble.

 

Wspominałam ostatnio o tym na fanpage’u przy okazji notki o mojej wyprowadzce z Amsterdamu. Przed wyjazdem do Turcji sprzedałam wszystkie meble i chociaż nie miałam ich dużo to jednak dziś uważam, że dużo rozsądniej byłoby ulokować je w magazynie za niewielką opłatą. Dlaczego? Bo teraz przy okazji kolejnej przeprowadzki musiałam wszystko znów kupić. Niby fajnie, bo wszystko mam nowe i lepsze niż poprzednie, ale jednak kosztowało mnie to prawie 1000 euro.  A przecież mogłam stare meble  przechować w magazynie, a jeśli okazałoby się, że jednak w Turcji zostaje, to dopiero wtedy mogłabym je sprzedać czy nawet oddać komuś za darmo.

 

Lekcja odrobiona

 

Dziś patrząc na wszystko z perspektywy czasu widzę, że zbyt entuzjastycznie podeszłam do tematu przeprowadzki do Turcji. Nie przewidziałam, że Stambuł może mnie zmęczyć, że propozycje pracy w Stambule za marne pieniądze nie będą dla mnie w żaden sposób atrakcyjne, że oferta spędzania w stambulskiej korporacji po 12 godzin dziennie nie jest warta poświęcenia się i pozostania w Stambule, że jednak Holandia jest całkiem w porządku krajem jeśli chodzi o warunki zatrudnienia i zarabianie pieniędzy na kolejne podróże i że jeśli już pracować w korporacji to lepiej na holenderskich warunkach niż tureckich.

 

PS trzymajcie kciuki, żebym dostała w 2019 roku bezpłatny urlop, bo lato 2019 zamierzam spędzić w Turcji! 😀

2 komentarze

  • dorotastrzelecka 9 grudnia 2018 at 15:35

    Jest tyle rad typu “Rzuć pracę, sprzedaj wszystko i wyjedź w podróż w tropiki” płynące z wielkim entuzjazmem od jednostek, którym się poszczęściło. Bo przecież pod koniec życia będziesz żałować, że czegoś nie zrobiłas…bla…bla. Tymczasem większość takich historii kończy się powrotem do punktu wyjścia. Dlatego warto mieć plan B i przynajmniej zostawić sobie poduszkę bezpieczeństwa w miejscu, z którego startowaliśmy, bo jeszcze się okaże, że szybko do niego wrócimy. My zamiast ubarwiać rzeczywistości mówimy jak jest, przyznajemy się do czegoś co nam się nie udało oraz do błedów. Sama jestem przeciwniczką rzucania pracy. Zawsze łąpie się za głowę gdy czytam jak ktoś to robi. Bo nawet jak się jej nie lubi to warto w niej być, właśnie po zarobek, tylko dla pieniędzy, bo to dzięki nim spełniamy marzenia.
    Nie musimy też pnąć się po szczeblach kariery. Ja też nienie tyle że nie chcę, ale dlatego że wiem że to dla mnie mało realne, nie mam do tego charakteru, siły przebicia, tyłka ze stali, braku skrupułów, sprytu i umiejętności manipulacji innymi. Mogę pozostać na niskim stanowisku byle tylko dawało stały dochód.
    Masz już lekcję i wiesz co zrobisz następnym razem przed wakacjami w Turcji aby były udane. Kto powiedział że trzeba z jednym miejscem zerwać by być w drugim. Możesz swoje życie dzieloć pomiędzy oba.

    Reply
    • malvibee 9 grudnia 2018 at 19:01

      Wiesz, ja byłam przekonana, że dobrze robię rzucając pracę, bo w tamtym momencie miałam jej szczerze dość, pochłaniała całą moją energię, byłam permanentnie zmęczona i byłam tą pracą okropnie znudzona i wydawało mi się, że nigdy więcej nie chciałabym tam wracać, ale refleksja przyszła później, w takich banalnych sytuacjach jak chociażby liczenie się z każdym euro np. na lotniskach, gdzie wszystko jest 3 razy droższe. Nigdy wcześniej nie zwracałam na takie rzeczy uwagi, ale jednak kiedy nie ma się stałego dochodu człowiek się 5 razy zastanowi zanim wyda 1 euro. Poza tym wszystkie powyższe powody, o których wpsomniałam są niczym innym jak zderzeniem się z rzeczywistością. Nie należę do osób, które lubią się nad sobą użalać, ale też nie ubarwiam rzeczywistości i nie udaję, że wszystko było cudowne. Cały czas pracuję nad tym, żeby moje życie dzielić pomiędzy Turcją, Holandią i Polską. Wierzę w to że w końcu się uda, tylko pewnie nie od razu 😉

      Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.