Gdyby ktoś kiedyś zapytał mnie o poradę jak zmienić swoje życie, które utknęło w martwym punkcie i jak zmotywować się do działania, odpowiedziałabym bym bez wahania: wyjedź za granicę i pomieszkaj w innym kraju przez jakiś czas. Nic bowiem bardziej nie otwiera oczu na nowe możliwości jak nowe otoczenie i nowe środowisko, sczególnie zupełnie nam obce.

Emigracja zmienia perspektywę patrzenia na świat, zmienia też podejście do wielu rzeczy i wielu spraw. Nie inaczej było w moim przypadku i dlatego dziś chcę napisać o moich trzech najważniejszych lekcjach jakich nauczyło mnie życie na emigracji. Najważniejszych, bo dotycących relacji międzyludzkich, stylu życia i wprowadzania w życie zmian.

Związki na odległość

Przyjaźń, a tym bardziej miłość na odległość nie istnieją, bo dystans dzieli ludzi. I chociaż tęsknota w pczątkowych fazach jest faktycznie silna to z czasem się osłabia, dlatego że nasze życie z dnia na dzień coraz bardziej skupia się wokół rzeczy i osób, z którymi przebywamy na co dzień, a nie wokół tego, od czego dzielą nas setki kilometrów.

Nie da się utrzymywać bliskich znajomości przez telefon i skype. Jest to być może krótkoterminowe rozwiązanie, ale czas rozłąki działa na niekorzyść każdej relacji, a im dłużej to trwa tym słabsze stają się więzi, aż pewnego dnia dochodzisz do smutnego wniosku, że właściwie to nie macie o czym rozmawiać.

Wiecie jaka jest liczba znajomych z Polski, a którymi utrzymuję bliski kontakt? Zero. I nie ma tutaj niczyjej winy, tak się po prostu dzieje, kiedy mieszka się w odległości 1000 km od siebie.

Minimalizm to styl życia

Nic nie ciąży bardziej niż masa rzeczy, które trzeba ze sobą taszczyć i najmować firmę przeprowadzkową, żeby uporać się ze zmianą miejsca zamieszkania. Bycie mobilnym jest lekkie, tanie i przede wszsytkim szalenie wygodne, bo cudownie jest zmieścić się w maksymalnie dwie walizki i nie martwić się o nic więcej.

Kiedyś kolekcjonowałam książki i kupowałam dużo ciuchów. Miałam do wielu książek ogromny sentyment, na tyle silny, że nie potrafiłam się z nimi rozstać więc przenosiłam je z miejsca na miejsce (a przeprowadzałam się już dużo razy: Holandia. 9 przeprowadzek później). Dziś nie mam już marzeń o posiadaniu biblioteki ani trzydrzwiowej szafy. Przeczytane książki sprzedaje, bo w końcu do 99% z nich nigdy nie wracam, a jeśli chodzi o ciuchy to kupuje tylko wtedy kiedy naprawdę ich potrzebuję, a nie kiedy mam po prostu zachciankę na kolejną czerwoną bluzkę.

Można mieć wiele domów i w każdym czuć się tak samo dobrze.

Nie ma czegoś takiego jak tylko jeden dom, w którym czujemy się najlepiej, a życie poza skupia się na codziennej tęsknocie za tym miejscem. Mój dom jest zawsze tam, gdzie aktualnie przebywam i spędzam najwięcej czasu. Miejsce, gdzie aktualnie znajdują się moje rzeczy, miejsce, do którego wracam pod koniec dnia, odpoczywam, kładę się do łóżka. Miejsce, gdzie czuję się komfortowo.

Nie mam problemu ze zmianą adresu i ze znalezieniem nowego domu.

Niemniej jednak zdaję sobie sprawę z tego, że każdy ma swoje własne pojęcie komfortu dlatego nie każdemu taka definicja domu odpowiada i pewnie nie każdy jest w stanie łatwo zaaklimatyzować się w nowym otoczeniu, ale z drugiej strony uważam, że taką umiejętność można sobie wyrobić właśnie dzięki częstym przeprowadzkom i podróżom, bo one pokazują nam, że właściwie wszędzie można poczuć się jak w domu.

No Comments

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.