„Paranoja. A że przy oknie, a że przodem, a że bokiem, a że nie wiadomo dlaczego…” (Dzień świra, scena w autobusie)

Gdybym miała samochód być może pisałabym o najbardziej irytujących typach kierowców, ale z racji tego, że korzystam codziennie z komunikacji miejskiej (a jeśli mam czas i nie jest w miarę daleko to spaceruję), zmagam się codziennie z pewnymi typami pasażerów autobusowych, których zachowanie bywa irytujące. Często spotykam te same twarze i obserwuję nieraz ich przygłupawe przezwyczajenia i jest to tyle samo śmieszne co żałosne.

Oto ścisła czołówka.

Pasażer 1: Co czytasz?

Nie lubię prowadzić autobusowych konwersacji i tym bardziej nie lubię jak ktoś mnie zaczepia i próbuje zagadać, a wręcz nienawidzę, jeżeli czytam książkę w autobusie, a ktoś mi w tym przeszkadza.

Przykład 1:

Siedzę sobie w autobusie w drodze do pracy i czytam książkę. Siada obok mnie pewnien Hindus. Czuję na sobie jego wzrok, a raczej jego wzrok na mojej książce. Jest wyraźnie zainteresowany i kątem oka widzę jak gapi się i niemalże przesuwa wzrokiem po kolejnych stronach. Jestem lekko poirytowana, bo zaczyna mnie to rozpraszać. W końcu pada magiczne pytanie z typowym hinduskim akcentem:

-Przepraszam, co czytasz jeśli można zapytać?

Jak już wspomniałam, nie lubię wdawać się w żadne autobusowe konwersacje, ale myślę sobie, dobra, odpowiem mu to się w końcu odwali i da mi święty spokój.

-Historię Imperium Osmańskiego

-u nas w Indiach islam………… i zaczął mi opowiadać o islamie i jego wpływach w Indiach. Dziękuję, bardzo interesujący wykład. Na dodatek wysiadł zaledwie jeden przystanek wcześniej ode mnie. Czy to tak trudno zrozumieć, że jeżeli ktoś czyta książkę, gazetę, gapi się w telefon to ewidentnie oznacza, że nie chce wdawać się w żadne dyskusje?

Innym razem…

siedzę sobie w autobusie w drodze do pracy i czytam książkę. Tym razem książka jest po polsku. Siedzi obok mnie starsza kobieta i niczym ten Hindus uważnie przypatruje się kolejno przewracanym stronom z tym, że ona nie rozumie ani jednego słowa.  Już wiem, że zaraz padnie magiczne pytanie, bo kobieta zdecydowanie za długo bacznie obserwuje moją książkę.

-Przepraszam, w jakim języku jest napisana ta książka?

-po polsku

-Aha, myślałam, że po rosyjsku. Wygląda podobnie.

No tak…

Bez komentarza.

Kobieta oczywiście zaczęła opowiadać jaki to język polski musi być trudny i zaczęła przeprowadzać ze mną wywiad na temat, którym dosłownie rzygam,(bo 99,9% nowo poznanych osób zadaje to pytanie), czyli co ja robię w Holandii i po co tu przyjecham.

Pasażer 2: Zaraz wysiadam

To typ pasażera, który musi zawsze usiąść od zewnętrznej strony. Nigdy przy oknie. Bo musi mieć bliżej do drzwi, bo na pewno bedzie wcześniej wysiadał niż ja. A jeżeli ja usiądę od zewnętrznej strony to on z pewnością będzie musiał jechać aż do pętli, do końcowego przystanku, bo przecież uwięziony, przykuty do siedzenia przy oknie nigdy się stamtąd nie przebije, nie wydostanie. Taka pułapka.

Pasażer 3: No music, no life

Co z tego, że kulturalny pasażer słucha muzyki przez słuchawki skoro siedzący obok pasażerowie zmuszeni są słuchać co mu gra w telefonie i w jakim muzycznym nastroju jest dziś współtowarzysz podróży. Zastanwiam się tylko jaki procent głuchoty stwierdzono u takich osobników?

Pasażer 4: Bardzo mi się śpieszy

Zasady zasadami, ale ja muszę szybko wsiąść do autobusu! Nieważne, że inni nie zdązyli wysiąść, mam to w dupie. Nieważne, ze staranuje innych w drzwiach. Ważne, że pierwszy wsiądę do autobusu. Co by autobus nie odjechał beze mnie.

Albo jeszcze lepiej. Ledwo autobus nie odjechał z przystanku, dopiero co włączył kierunkowskaz, a ci co mają wysiadać na kolejnym przystanku już okupują drzwi w obawie, że nie zdążą wysiąść. A jeżeli w autobusie jest tłoczno (na przykład w nocnych liniach ) to dopiero wtedy rozgrywają się dramaty o przedostanie się do wyjścia.

Ale zdecydowanie mój „ulubiony” przypadek to zachowanie pewnej kobiety, z którą codziennie rano wsiadam w ten sam autobus. Ma może około 35-40 lat. Ma pewną obsesję, otóż ma swoje ulubione miejsce w autobusie i ona po prostu musi tam siedzieć. Zawsze bawi mnie to w jaki sposób przepycha się, jak już blokuje dostęp do drzwi, żeby tylko ona pierwsza mogła wsiąść do autobusu, żeby móc zająć ulubione miejsce. A jedzie tym autobusem 15 minut, a walczy o to miejsce jakby miała na nim przesiedzieć conajmniej 15 godzin. Szajba normalnie.

Pasażer 5: Muszę coś zjeść

Rozumiem, że jeśli jedzie się w długą trasę to można zgłodnieć, ale jak ma się przejechać dwa, trzy przystanki to chyba można się powstrzymać, zwłaszcza, że jest zakaz jedzenia i picia w komunikacji miejskiej i znak jest ten na tyle widoczny, że nie da się go przeoczyć. Jeśli kierowca zauważy to upomina, ale ci wygłodniali często znajdują miejsce w autobusie poza zasięgiem wzroku kierowcy i tam kruszą, śmiecą i jeszcze na dodatek jak mają żarcie z fastfooda to zasmradzają pół autobusu. A niektórzy potajemnie wyciągają po jednym kawałku czy to z reklamówki czy z torebki niczym małe dzieci próbujące ukryć przed rodzicami fakt, że jedzą słodycze tuż przed obiadem.

PS Powyższa lista powstała na podstawie moich indywidualnych „upodobań”. I to, co dla mnie jest irytujące wcale nie musi przeszkadzać innym. Jeżeli macie swoje „ulubione” typy, zapraszam do podzielenia się w komentarzach.

No Comments

Leave a Comment