Jeżeli już czytacie na moim blogu coś na temat Holandii to zazwyczaj same złe rzeczy. Wyjątkiem jest oczywiście Amsterdam, który tak bardzo uwielbiam, że nie śmiem tak publicznie wytykać jego wad. Ktoś na podstawie tych kilku tekstów mógłby sobie pomyśleć, że Holandia to jakiś popierdolony kraj, a ktoś, kto z własnej i nieprzymuszonej woli mieszka tam już tyle lat też rzuca cień podejrzenia. Dlatego postanowiłam, że pokażę Wam Holandię od tej lepszej strony, bo w gruncie rzeczy nie jest to kraj, w którym źle się mieszka.

Na dobry początek 5 rzeczy, które bardzo w Holandii lubię.

1. Załatwianie spraw urzędowych nie jest traumatycznym przeżyciem

 

Jeżeli w Polsce chcesz załatwić jakąkolwiek sprawę w urzędzie weź dzień wolnego, a najlepiej cały tydzień. Nie masz bowiem gwarancji, że po spędzeniu całego dnia w ciemnym, zatłoczonym korytarzu, w oczekiwaniu na swoją kolej, odejdziesz od okienka usatysfakcjonowany (jeżeli w ogóle się od niego dopchasz). Do tego często masz do czynienia z niekomptencją urzędników, którzy nie do końca wiedzą jakie zajmują stanowisko i na czym właściwie polega ich praca. Dodatkowo ich święte przekonanie, że to ty jesteś dla nich, a nie oni dla ciebie, setki wymaganych dokumentów, z czego połowa, jak się później okazuje, potrzebna wcale nie jest. Wiztya w jakimkolwiek polskim urzędzie często kończy się migreną.

Nie zdarzyło mi się nigdy w Holandii, żeby załatwiając jakąś sprawę w jakimkolwiek urzędzie spędzić tam dłużej niż pół godziny.. A tak naprawdę to bardzo rzadko zdarzają się tutaj sytuacje, że do urzędu musisz udać się osobiście. W Holandii jest bardzo wyodgny system DigiD, czyli tak zwana cyfrowa tożsamość.

Jeżeli jesteś w Holandii zameldowany, możesz zaaplikować o dostęp do DigiD. Dzięki korzystaniu z tego systemu większość urzędowych spraw możesz załatwić online. Czy to w urzędzie gminy, w urzędzie skarbowym, w urzędzie pracy, nawet wniosek o zasiłek dla bezrobotnych składasz online! :), wiele ubezpieczycieli zdrowotnych korzysta także z tego systemu, niektóre szpitale apteki, urząd DUO zajmujący się stypendiami studenckimi i państwowymi egzaminami językowymi i tak dalej.

Jest to szalenie wygodne i łatwe. A najważniejsze jest to, że dzięki temu oszczędzasz sporo czasu i zamiast latać z papierami od jednego okienka do drugiego, siedzisz wygodnie w domu przed komputerem z herbatą czy tam z piwem i jedyne co musisz zrobić to parę razy kliknąć myszką.

2. Paracetamol jet dobry na wszystko

 

Boli cię głowa, brzuch, noga, gardło, kręgosłup, masz grypę, anginę, ospę, świnkę, zatrucie żołądkowe? Nieważne! Weź paracetamol! Holendrzy leczą paracetamolem każdą dolegliwość, podczas gdy w Polsce już od małego lekarze faszerują dzieci najdziwniejszymi rodzajami antybiotyków, traktując je niczym króliki doświadczalne, przepisują dziwne leki, które to właśnie weszły na rynek, czy też ulepszone formy starszych leków i wszystko inne, co tylko można znaleźć w aptece.

A w Holandii, żeby lekarz przepisał ci antybiotyk to musi być naprawdę wyjątkowa, krytyczna sytuacja. Po pierwsze to nie tak łatwo umówić się na wizytę u lekarza rodzinnego jeżeli chodzi o typowe przeziębienie, paragrypę, bóle gardła itd. Podczas telefonicznej rejestracji na podstawie wywiadu z pacjentem stwierdza się czy wizyta jest faktycznie konieczna. Najczęsciej usłyszysz, że prawdopodobnie dopadł cię szalejący w powietrzu wirus, że zaleca się odpoczywać, zażyć niezawodny paracetamol i popić herbatą z miodem i cytryną. Jeżeli nie będzie poprawy po tygodniu wskazane jest zgłosić się na wizytę. I bardzo dobrze, dlatego, że często okazuje się, że inne leki wcale nie są konieczne.

A w Polsce ludzie do lekarza latają z byle gównem przez co tylko robią sztuczny tłum, zamieszanie i tworzą gigantyczne kolejki. W sumie poczekalnia w przychodni zdrowia w Polsce nie rózni się zbytnio od ciemnego urzędowego korytarza.

Aha, co ważne, w Holandii jeżeli dopadnie cię choroba i nie jesteś w stanie, nie czujesz się na siłach iść do pracy nie potrzebujesz żadnego zwolnienia lekarskiego. Po prostu dzwonisz rano do pracodawcy i informujesz go o całej sytuacji. Może zdarzyć się kontrola z UWV, czyli mniej więcej odpowiednika polskiego Urzędu Pracy, ale jest to raczej rzadkością, najczęściej po tygodniu dzwonią i pytają o dolegliwości, stan zdrowia. Nie można w nieskończoność tak sobie przesiadywać, jeżeli chorujesz już drugi tydzień to właśnie w drugim tygodniu UWV zaleca ci odwiedzić lekarza. Chorobwe, rzecz jasna, jest płatne, jednak są pewne drobne różnice w zależnosci czy pracujesz przez agencję pracy czy masz stałe zatrudnienie. Ale nie o tym chce mówić.

Ważne i fajne jest to, że taki system jest bardzo wygodny, bo jeżeli źle się czujesz, boli cię głowa, masz chwilowe problemy z żołądkiem czy cokolwiek innego to nie musisz za każdym razem umawiać się do lekarza tylko po to, żeby dostać L4.

3.System opieki zdrowotnej

 

W Holandii wybór ubezpieczyciela zdrowotnego to sprawa indywidualna. Ubezpieczenie jest obowiązkowe, ale sam wybierasz gdzie chcesz się ubezpieczyć i za jaką kwotę. Podstawowy pakiet kosztuje miesięcznie około 100 euro, możesz wykupić także ubezpiecznenia dodatkowe jak na przykład pakiet dentystyczny (co się bardzo opłaca, bo usługi dentystyczne w Holandii do najtańszych nie należą).

Nie muszę dodawać, że wszystkie formalności załatwiasz nie wychodząc w domu 🙂 Zawsze możesz też złożyć wniosek o dofinansowanie do ubezpieczenia i w zależności od wysokości zarobków przyznawana jest kwota dofinansowania. Jeżeli masz nędzne dochody to możesz liczyć nawet na dopłatę w wysokości 80 euro miesięcznie. Trzeba być jednak trochę ostrożnym jeśli chodzi o dofinansowanie, bo bywa, że może to się odbić czkawką, ale to już temat na osobny artykuł z cyklu „przezorny zawsze ubezpieczony”

Muszę tutaj dodać, że Holandia, według Eurpejskiego Konsumenckiego Indeksu Zdrowia, ma jeden z najlepiej funkcjonujących systemów opieki zdrowotnej w Europie. Czasami na wizytę u specjalisty musisz czekać około 3 tygodni, jednak w porównaniu z kolejkami w Polsce trzy tygodnie to jak 3 minuty 🙂 a Polska opieka zdrowotna? wszyscy wiedzą jaka jest. Z reszta pisałam już o tym (tutaj) kiedyś.

4.Do you speak English?

 

To pytanie jest zupełnie zbędne, bo właściwie nawet mieszkając w kraju tulipanów nie musisz znać języka holenderskiego, sam angielski wystarczy, żeby móc się swobodnie tutaj komunikować. To trochę jak ich drugi język ojczysty. Nie spotkałam jeszcze  Holendra, który nie zna angielskiego. Nieważne czy to dziecko, które ma 10 lat, czy jakiś nieuk, czy też emeryt, emerytka. I nie mówię tutaj o jakimś bełkotaniu, ale o płynnym, porozumiewaniu się w łacinie XXI wieku.

No dobra, pewnie zastanawiacie się jak oni ten angielski opanowali? Wprawdzie w szkole już od małego dzieci szlifują języki obce, ale w Polsce rzekomo też, a jakoś większość nie potrafi poskładać najprostszych zdań po kilku latach nauki. Otóż w Holandii cały trik polega na tym, że holednerska telewizja wszystkie programy, filmy, seriale nadaje w oryginalnych wersjach, tutaj nie ma dabbingów ani lektorów. Są tylko napisy.

Nie dość, że dzięki temu oglądanie filmów nie traci na wartości jak to bywa w przypadku lektora, który praktycznie czyta scenariusz(nie jestem w stanie oglądać filmu z lektorem) to jeszcze pełni to świetną funkcję edukacyjną, a efekty są rewelacyjne.

5.Wsiąść do pociągu byle jakiego

 

Pociągiem w Holandii dojedziesz prawie do wszystkich miast. Intercity zazwyczaj kursują co pół godziny, a pomiędzy Amsterdamem, Hagą, Utrechtem i Rotterdamemn co 15 minut. Rzadko zdarzają się opóźnienia, jeżeli już to najczęściej w sytuacji, kiedy zima zaskoczy maszynistów robi się małe zamieszanie, ale zawsze w miarę szybko organizowany jest jakiś pociąg zastępczy, z przesiadką, czasem z dwona, ale zawsze jest trasa alternatywna. Najlepsze jest jednak to, że nieważne czy jedziesz intercity czy osobowym, za bilet płacisz taką samą cenę i nie ma rozróżnienia na bilety dla osobówki i bilet dla intercity. Jest tylko jeden rodzaj biletu(za to też jest podział na pierwszą i druga klasę), i nie kupujesz go na konkretną godzinę ani na konkretny pociąg, kupujesz tylko na konkretną trasę i w danym dniu możesz wsiąść do pociągu, o której ci tylko pasuje. Wyjątkiem są pociągi międzynarodowe. Ale to trochę inna bajka.

Dodatkowo można zakupić w pewnej sieci sklepów tak zwany bilet weekendowy. Kosztuje on około 15 euro. Będąc w posiadaniu takiego biletu możesz wybrać sobie dowolną sobotę lub niedzielę i podróżować w ten dzień po całej Holandii, gdzie tylko zapragniesz. Dodam, że plusem jest to, że Holandia jest mała i praktycznie przejechanie z jednego jej końca na drugi zajmie ci zaledwie 4 godziny.

Nic, tylko kupić bilet ruszać przed siebie.

PS Powodów, dla których dobrze się w Holandii mieszka jest zdecydowanie więcej i to była dopiero pierwsza część listy. Kolejna już wkrótce. Tak sobie pomyślałam, że muszę pisać częściej o tym jak mi się mieszka za granicą i dlaczego lepiej niż w Polsce, bo jest szansa, że to pomoże Wam zrozumieć, dlaczego ludzie nie chcą wracać do Polski na stałe i dlaczego ci, którzy decydują się na powrót, tak szybko zmieniają zdanie.

1 Comment

Leave a Comment