Żeby nie było tylko samych zachwytów nad moim ukochanym miastem, dziś dla odmiany trochę na nie ponarzekam.

Znam Stambuł, jak dotąd,  tylko z perspektywy turysty. Być może jako mieszkaniec byłabym w stanie dostrzec więcej rzeczy, które mnie denerwują i których nie lubię, ale możliwym jest też, że jako mieszkaniec z długim stażem te cechy, na które za chwilę będę narzekać stałyby się dla mnie czymś normalnym i zupełnie nie zwracałabym na nie uwagi. Ale póki co zwracam. Mimo że niektóre z nich pewnie dotyczą Turków w ogóle, nie tylko Stambulczyków, ja jednak nie znam społeczeństwa tureckiego na tyle dobrze, żeby się na ten temat szerzej wypowiadać. Poniżej wymienione cechy są jedynie moimi obserwacjami podczas moich (częstych) pobytów w Stambule.

Przepychanie się w metrze i w tramwaju

Nie przypadkowo umieszczam to w pierwszym punkcie, bo to chyba denerwuje mnie najbardziej. Zasada jest prosta: pierwszeństwo mają pasażerowie, którzy wysiadają. Ta zasada nie obowiązuje jednak w Stambule, bo tutaj pasażerowie nie czekają aż inni wysiądą tylko ledwo otworzą się drzwi do metra czy tramwaju wszyscy od razu pchają się do środka. Nikt nic nie robi sobie z komunikatów, że trzeba dać pierwszeństwo wysiadającym. Tutaj liczy się, żeby jak najszybciej wsiąść do metra. Ja rozumiem, że jest tłum i że czasem nawet ciężko jest wsiąść do metra i często trzeba czekać na następne i następne, ale myślę, że wszystkim żyłoby się wygodniej, gdyby wokół było mniej zamieszania.

Brak zasad ruchu drogowego

To znaczy zasady są, a owszem, tylko mało kto się do nich stosuje. W skrócie, nieważne czy jest czerwone czy zielone światło. Dotyczy to zarówno pieszych jak i kierowców, chociaż mam wrażenie ci ostatni i tak trochę lepiej się zachowują niż piesi (chociaż może i jest odwrotnie) Piesi przechodzą na czerwonym i już nawet nie wtedy kiedy ulica jest pusta, również wtedy kiedy jedzie sznur aut, a co! Niech się zatrzymują. Wstyd mi się przyznać, ale czasami po kilkudniowym pobycie tutaj włącza mi się ten tryb Stambulczyka i zaczynam przechodzić przez ulice tak samo jak oni, chociaż i tak na ogół nie podążam ślepo za tłumem, ale uważnie patrzę czy aby na pewno jest zielone.

Zaczepki na ulicy

Nie mam tu na myśli zaczepek w sensie negatywnym. Nie są to żadne niebezieczne, nieprzyjemne czy agresywne zaczepki. To jest po prostu zestaw pytań, które Turcy zadają niemalże każdej turystce, czyli:

Where are you from?

How long are you staying?

Did you see Topkapi Palace and Sultanahmet?

Itd. Ja szybko nauczyłam się na te zaczepki nie reagować. Zazwyczaj obojętnie przechodzę obok, ewentualnie ucinam konwersacje zdaniem “I’m married’ . Wprawdzie zaczepki mają miejsce głównie w miejscach turystycznych, ale czasami nawet gdzieś daleko, gdzie turyści raczej nie docierają znajdzie się ktoś kto będzie wypytywał o to co wszyscy. Inną sprawą jest też to, że poza miejscami turystycznymi mało kto mówi po angielsku więc tutaj bariera językowa uniemożliwia jakiekolwiek konwersacje.

Wiecie, to nie jest coś bardzo irytującego, ale wyobraźcie sobie, że ktoś Was tak zaczepia co 5 minut…

Tłumy i korki

Ten, kto kiedykolwiek ze mną gdziekolwiek szedł wie doskonale, że ja bardzo szybko chodzę. I tak już mam, że nie lubię się snuć przez miasto, szczególnie jeśli nie mam w zamiarze podziwiania budynków i innych widoków. Ale w Stambule nie da się szybko chodzić, bo nie da się zwyczajnie tych tłumów obejść, wyminąć. Często po prostu trzeba dostosować się do tempa przechodniów co momentami doprowadza mnie do szału. Kończąc ten punkt dodam tylko, że szczęśliwy ten, kto nie musi jeździć po Stambule zatłoczonymi autobusami i stać godzinami w korkach..

Papierosy

Kto mnie zna ten wie, że jestem wielkim przeciwnikiem papierosów i że nic mnie bardziej nie irytuje niż unoszący się w powietrzu zapach papierosowego dymu.

Czasami idąc ulicami Stambułu mam wrażenie, że to miasto to jedna wielka palarnia. Gdzie nie spojrzę tam palą. Wszyscy. Młodzi, starzy, kobiety, mężczyźni. Prom dopływa do brzegu, a ludzie już z papierosem w ustach czekają przy wyjściu i ledwo jeszcze nie wyjdą już odpalają. Kiedy idę zatłoczonymi ulicami i czuję z każdej strony dym, uważnie się rozglądam, żeby ktoś nie przypalił mi ubrania albo włosów (serio, taką mam papierosową fobię). Całe szczęście dla mnie i na nieszczęście dla całej reszty jest zakaz palenia w pubach i restauracjach.

Na zakończenie dodam tylko, że i tak kocham Stambuł najbardziej na świecie <3

No Comments

Dodaj komentarz