Czy warto emigrować?

Każdy, kto decyduje się na emigrację powinien być przygotowany na małą serię rozczarowań jakie go czekają w związku z przperowadzką do innego kraju. W umysłach wielu ludzi istnieje bowiem dziwne przekonanie, że życie w innym kraju, szczególnie w krajach Europy Zachodniej jest superłatwe, przyjemne i bezstresowe(może i jest, ale na pewno nie od razu), że szybko dorobią się miliona euro na koncie, kupią wypasiony samochód, może mieszkanie i w końcu bedą żyć na przyzwoitym poziomie.

Aha, ważna informacja na początek! Ten tekst nie odnosi się do osób, które są wysoko wyklafilikowane i jadą pracować w swoim zawodzie, mają zapewnioną pracę, kontrakt, mieszkanie, pewną pensję. Ten tekst skierowany jest do osób, które rozważają emigrację zarobkową, ale nie mają konkretnych kwalifikacji, pożądanego zawodu itd. Mam tutaj na myśli osoby, które myśląc o wyjeździe za granicę chcą załapać się do jakiejkolwiek pracy na start, na (dobry?) początek.

Kiedy zaczynasz mieć wszystkiego dość…

Znam doskonale ten schemat myślenia i to uczucie zmęczenia. Zmęczenia Polską, pracą za marne grosze, wieczne tyranie od rana do wieczora, mało oszczędności, dużo wydatków, niestabilna sytuacja, niepewne jutro, śmieciowe umowy, beznadziejna służba zdrowia, beznadziejny socjal. Patrzysz na sąsiadów, znajomych, kuzynów, którzy wyemigrowali kilka lat temu, widzisz, że dobrze im się powodzi, że stać ich na fajne wakacje, odnosisz wrażenie, że żyją sobie całkiem wygodnie. Dodatkowo być może snują opowieści o tym jak to cudnie za granicą się żyje (niektórzy ludzie mają tendencję do ubarwiania, koloryzowania szarej rzeczywistości). Dodatkowo ciągle słyszysz te głupkowate powiedzenia ludzi, którzy nigdy nie wyjechali dalej niż 20 km poza swoją wieś. Powiedzenia typu: „o, ty zarabiasz w euro to cię stać na wszystko„, „o, ty pracujesz za granicą to masz kupę hajsu” W końcu kiedy nasłuchasz się od każdego wszystkich bajkowych opowieści to myślisz sobie, że coś jednak musi być na rzeczy, że po ch*j mam w tej Polsce siedzieć skoro i tak niczego się tutaj nie dorobię. Wolę wyjechać za granicę, tam za taką samą pracę zapłacą mi więcej niż w Polsce. Po co mam zapierdalać w Polsce w fabryce azbestu skoro w Holandii robiąc to samo zarobię dwa razy więcej?

To nie jest do końca prawda.

Wiem, że ocierasz się o desperację i niemalże stany depresyjne i powtarzasz ciągle, że masz już dość, że życie w Polsce jest ciężkie, że spragniony jesteś nowych wyzwań, możliwości i lepszych perspektyw i wiem też, że pewnie nie to chciałbyś usłyszeć rozważając opcję wyjazdu, ale…

życie na emigracji też łatwe nie jest, bo nie jest łatwo zaczynać wszystko od zera. Nie jest łatwo przyjechać do obcego kraju, gdzie nikogo się nie zna, gdzie czasami też nie zna sie języka, gdzie trzeba nauczyć się pewnych zasad, zwyczajów kultury danego kraju. Nie jest łatwo przyjechać gdzieś z jedną walizką i ułożyć sobie życie na nowo. Jedni adaptują się szybciej inni potrzebują więcej czasu, żeby przystosować się do nowych warunków, jeszcze inni z kolei poddają się już na starcie i nawet nie próbują przebrnąć przez pierwsze kryzysy. Kupują bilet powrotny do Polski i próbują jak najszybciej wymazać z pamięci to traumatyczne dla nich przeżycie jakim był krótki epizod życia na emigracji (ostatni przypadek jest najrzadziej spotykany).

Jeżeli jednak jesteś zdeterminowany, żeby wyjechać, wiesz, że nie będzie łatwo to miej też na uwadze fakt, że, przykro mi o tym mówić, ale…

nie zostaniesz milionerem

a przynajmniej nie tak szybko jak mówili ci o tym znajomi. Zauważyłam, że jest taki dziwny trend wśród emigrantów, że za cholerę nie chcą przyznać się, że praca za granicą to ciężki kawałek chleba. Szczególnie w tych początkowych fazach (jeżeli jesteś ambitny to trochę się pomęczysz na początku i tak będzie ciężko, ale dasz radę dostać lepszą pracę i będzie później łatwiej ;)) Ludzie opowiadają różne historie, które niekoniecznie mają jakiekolwiek odwzierciedlenie w rzeczywistości. Prawda jest taka,, że wielu emigrantów, kiedy przyejżdżają do Polski to zgrywają milionerów i opowiadają bajki o lajtowym życiu za granicą, ale większość z nich nie powie otwarcie, że pracują od rana do nocy, dodatkowo w święta i weekendy, śpią po kilka osób w pokojach, w agencyjnych bungalow i domkach kempingowych z grzybem na ścianie, cieknącym kranem i bez ogrzewania. Nie chcą przyznać się jak jest naprawdę, bo przecież wtedy każdy powiedziałby, że do dupy z takim życiem.

Co z tego, że w przeliczeniu na złotówki zarabiają całkiem fajną sumę(dlatego mogą sobie trochę poszpanować jak przyjadą raz w roku w rodzinne strony), skoro życie za granicą jest droższe niż życie w Polsce (sorry, ja wiem, że to jest oczywista oczywistość, ale wciąż ku mojemu zdziwieniu nie dla wszystkich, dlatego o tym wspominam).

Nie lubię się powtarzać, ale podkreślę raz jeszcze, że początki nigdy nie są łatwe, szczegónlie w obcym kraju, ale to od ciebie zależy czy będziesz chciał pójść dalej czy dołączysz do grona zakompleksionych emigrantów, którzy wolą opowiadać niestworzone historie i wyobrażać sobie, że ich życie jest piękniejsze niż pokazuje rzeczywistość. Jeżeli chcecie przeczytać nieco więcej o moich początkach pracy w Holandii i o początkach pracy za granicą w ogóle to zapraszam to przeczytania tekstu „Też pakowałam ciastka, czyli słów kilka o pracy za granicą

Największym rozaczarowaniem świeżo upieczonych emigrantów, tuż obok nie dorobienia się miliona euro jest to, że…

każdy ma cię w dupie. Wiem, że pewnie myślisz sobie, że skoro pojedziesz pracować przez polską agencję pracy, będziesz mieszkać i pracować z rodakami (no bo jednak tak to w większości przypadków na początku wylgąda) to śmiało możesz liczyć na ich pomoc, dobre rady, przyjazne słowo. Nic bardziej mylnego. Jeżeli przyjechałeś sam to musisz liczyć się z tym, że sam musisz sobie ze wszystkim poradzić, rodzina, znajomi i przyjaciele są daleko w Polsce, a tutaj nikt ci nie pomoże. Jeżeli wpadniesz w tarapaty, jeżeli masz jakikolwiek problem, jeżeli jesteś w dupie, jesteś bez pracy, bez kasy, jesteś bezdomny nie licz, że ktokolwiek wyciągnie do ciebie rękę. Nie chcę rozwijać tutaj dość popularnego stwierdzenia, że Polacy, szczegónlie za granicą są wrogo do siebie nastawieni i często podkładają sobie kłody pod nogi zamiast sobie pomagać i że jak się rodakowi dzieje krzywda to podśmiechują się po kątach i jeszcze mu dokopią zamiast pomóc mu się pozbierać. Powiem tylko tyle, że inne narodowości radzą sobie pod tym względem dużo lepiej od nas i w sumie to moglibyśmy się sporo od innych nauczyć pod tym względem.

Będzie ci ciężko żyć na emigracji, jeśli:

a) nie lubisz zmian i ogólnie ciężko trawisz jakiekolwiek nagłe zwroty akcji, niespodziewane odmiany losu (nie mówię o tych pozytywnych), sytuacje, na które nie masz wpływu, bo życie na emigracji to jedna wielka niespodzianka i niepewność dnia jutrzejszego (głównie w fazie początkowej) dziś masz pracę a jutro jesteś bezrobotny, dziś mieszkasz na południu kraju, jutro przeprowadzasz się na północ, dziś masz mieszkanie, jutro śpisz na podłodze u znajomego (jeżeli masz dużo szczęcia) itd.

b) nie potrafisz zadbać sam o swoje sprawy i przy pierwszej lepszej napotkanej trudności rozkładasz bezradnie ręce i czekasz aż ktoś zajmie się rozwiązywaniem twoich problemów, ewentualnie chwytasz za telefon obdzwaniasz wszystkch znajomych z nadzieją, że ktoś ci pomoże, ewentualnie wsiadasz w samochód, pociąg autobus i jedziesz prosto do mamy- jeżeli któraś z powyżej opisanych sytuacji brzmi znajomo i znasz ją z autopsji- rozważ raz jeszcze opcję emigracji.

c) boisz się ciężkiej pracy, masz problemy zdrowotne, wiecznie boli cię kręgosłup, ręka czy cokolwiek innego-jeżeli tak to nie jedź, bo 99% ofert pracy, które otrzymasz szukając pracy przez pośrednika będą to prace fizyczne i jeżeli nie dasz z siebie 100% (niektórzy są jak stachanowcy, 300 %normy, no ale bez przesady) to nikt nie będzie cię tam trzymał i obchodził się z tobą jak z jajkiem. Nie ma taryfy ulgowej.

Warto czy nie?

Nie ma uniwersalnej jedynej dobrej odpowiedzi, bo każdy podejdzie do tego zagadnienia w inny sposób. Jesteśmy różni i to co dla jednych jest fajnym, interesującym doświadczeniem dla innych bedzie przekleństwem i traumatycznym przeżyciem.

Gdybym jednak teraz stanęła ponownie przed wyborem: emigrować czy zostać w Polsce? to bez chwili zastanowienia zabrałabym moją walizkę i wyjechałabym, chociaż też na początku nie było łatwo. Ale dla mnie emigracja, życie w innym kraju to przede wszystkim świetna przygoda. Ty też decydując się na przperowadzkę za granicę możesz przeżyć ciekawą, fajną przygodę, ale od ciebie zależy w jaki sposób do tego podejdziesz. Jeżeli tylko zechcesz otworzyć się na świat, a nie zdecydujesz się spędzać całe dnie w zamknięciu to wyciągniesz z emigracji to, co najlepsze. Przebywanie w innym środowisku, obracanie się w międzynarodowym towarzystwie, inny styl życia, nowe zwyczaje, inna kultura nauczą cię między innymi pokonywać wszelkie bariery i pozwolą ci odkryć na nowo i poznać samego siebie od zupełniej innej strony.

 Na swoim przykładzie widzę jak zmieniła mnie emigracja.To właśnie w dużej mierze dzięki skosztowaniu życia w innych krajach stałam się bardziej otwarta, bardziej ciekawa ludzi, miejsc, innych kultur i ogólnie bardziej ciekawa świata i już niedługo opowiem Wam na blogu o moich planach na 2017 rok i o moim następnym miejscu zamieszkania.

Wiem, że taka już moja natura i że mam w sobie coś z gypsy 😉 i  przez to lubię się tak ciągle przemeszczać z miejsca miejsce, ale pewnie nigdy bym się o tym nie przekonała i nie dowiedziała, gdybym nie zdecydowała się wyemigrować.

.

2 komentarze

  • Renari 26 maja 2017 at 19:01

    Niektórzy wyjeżdżają właśnie za granicę bo liczą na lepszą pomoc medyczną, więc z tym zdrowiem to tak bym nie generalizował.

    Reply
    • malvibee 26 maja 2017 at 19:06

      Miałam tu na myśli raczej podjęcie za granicą pracy fizycznej, bo jednak jeśli pracujesz przez polską agencję pracy to mało kto się Twoim zdrowiem przejmuje. Jeżeli masz problemy z kręgosłupem to nikt nie będzie zwracał specjalnie na to uwagi, zatrudnią na dane stanowisko kogoś kto jest dyspozycyjny w 100%

      Reply

Leave a Comment