Już chyba wszystkim zdążyłam powiedzieć, że zakochałam się w Stambule i że była to miłość od pierwszego spojrzenia na miasto i pierwszego poranka w mieście sułtanów, kiedy to zamiast wrzeszczącego alarmu obudziło mnie nawoływanie na poranną modlitwę z Błękitnego Meczetu i dźwięki te dały mi tak ogromną dawkę energii , że wówczas uznałam, że mogłyby mnie budzić każdego dnia.

Zakochałam się w tym mieście do tego stopnia, że za główny cel postawiłam sobie zamieszkać tam. Oczywiście realizacja tego celu nie należy do łatwych zadań, ale przecież jeżeli coś osiąga się bez wysiłku to zazwyczaj nie daje to satysfakcji. Wiem, że tego planu nie da się zrealizować jeszcze w tym roku, ale przygotowania już trwają. Mam gdzieś głęboko przeczucie, że w tym mieście będę szczęśliwa, że jest to właśnie moje miejsce, którego szukam od wielu lat. Mieszkałam już w kilkunastu i odwiedziłam znacznie więcej , ale to właśnie Stambuł urzekł mnie i oczarował swoim pięknem jak żadne inne dotychczas miasto.

Mimo, że dopiero co ze Stambułu wróciłam, to już cholernie za nim tęsknię. Przeglądam zdjęcia, powracam do wciąż jeszcze świeżych wspomnień i to tylko potęguje moją tęsknotę, ale też szaleńczo motywuje do realizacji wyżej wspomnianego planu. Jeżeli jeszcze w Stambule nie byliście to bardzo gorąco was do tego zachęcam. Poniżej wybrałam 5 miejsc, które nie tyle warto, ale właściwie trzeba zobaczyć.

Dla tych, którzy w Stambule jeszcze nie byli, będzie to, mam nadzieję, zachęta do odwiedzenia miasta, natomiast dla tych, którzy już Stambuł mieli okazję zobaczyć, będzie to przyjemna wycieczka do gorących, niczym lato w Turcji, wspomnień.

Hagia Sophia

Pamiętam mój pierwszy dzień w Stambule. Początek października, piękna pogoda 25 stopni. Wczesnym rankiem wyszłam z hotelu i tuż przed moimi oczyma ukazała się jenda z naważniejszych budowli na świecie, uważana za jedną z najpiękniejszych ( zresztą słusznie) Hagia Sophia. Żadne zdjęcie nie odda piękna tego cudu. To jeden z tych budynków, które musisz zobaczyć na własne oczy. Patrzysz nie mogąc oderwać wzroku i myślisz sobie z niedowierzaniem, że stoi tutaj już od 537 roku. Niewzruszona, przetrwała wszystkie wojny i upadki imperium. Wybudowana jako kościoł na zlecenie cesarza bizantyjskiego Justyniana I. Była świątynią chrześcijan przez 916 lat. Tuż po zdobyciu Konstantynopola przez Mehmeda Zdobywcę została natychmiast przemianowana na meczet i przez prawie 500 lat służyła muzułmanom. W 1935 roku kiedy Turcja była już świecką republiką Mustafa Kemal Ataturk zlecił przemianowanie świątyni na muzeum.

Cesarz Justynian podczas poświęcenia kościoła rzekł: „Chwała niech będzie Bogu, że pozwolił mi dokonać takiego dzieła. Salomonie przewyższyłem cię„. Kiedy ujrzysz wnętrze Hagi Sophii zrozumiesz wypowiedziane przez Justyniana słowa.

Po przemianowaniu świątyni na meczet mozaiki uznano za niestosowne. Na szczęście zostały zatynkowane, a nie zniszczone.

Pałac Topkapi (mój ulubiony)

Wybudowany tuż po zdobyciu Konstantynopola był rezydencją sułtanów przez 380 lat aż do XIX wieku kiedy to uznano, że Pałac jest już nieadekwatny do wymagań i organizacji ceremonii państwowych i protokołów; wówczas sułtan przeniósł się do Pałacu Dolmabahce który, notabene, był w Stambule pierwszym pałacem w europejskim stylu.

Pałac Topkapi na rozkaz Ataturka został przemianowany na muzeum w 1924 roku. Był on nie tylko siedzibą sułtanów, ale także administrayjnym i edukacyjnym centrum miasta. Zajmuje powierzchnię około 700,000 metrów kwadratowych zatem na odwiedzenie Pałacu warto poświęcić cały dzień. Chociaż osobiście uważam, że jest on wart nie jednego spojrzenia i niejednej wizyty, jednak jeden dzień to takie niezbędne minimum. Jest naprawdę ogromny i warto dobrze przygotować się do zwiedzania potężnego kompleksu. Dobrze jest zaopatrzyć się w przewonik poświęcony tylko temu obiektowi. Można takowe zakupić w Pałacu, ale polecam wcześniej przed zwiedzaniem zapoznać się z historią i strukturą wspaniałego obiektu ottomańskiej architektury. Zwiedzanie Pałacu Topkapi to jak spacer przez historię. Jego bogate, kolorowe, wnętrza, dziedzińce, pawilony, harem, ogrody pozwalają wyobraźnią przenieść się do czasów Imperium i zobaczyć jak wówczas wyglądało życie ottomańskich sułtanow. W czasach świetności Imperuim w Pałacu mieszkało około 4000(!) ludzi.

Im więcej więcej zwiedzasz i spacerujesz po Pałacu Topkapi tym więcej chcesz zobaczyć, a kiedy już wycieczka dobiega końca myślisz sobie, że wcale nie chcesz opuszczać tego miejsca, które, jak to trafnie określiła autorka przewodnika Londely Planet, Virgina Maxwell: Pałac Topkapi opowiada piękniejszą historię niż większość innych światowych muzeów razem wziętych.

Błękitny Meczet i Meczet Sulejmana– dwa najpopularniejsze meczety w Stambule

Błękitny Meczet

Błękitny Meczet znajduje się tuż nieopodal Hagi Sophi. Z resztą celem Sułtana Ahmeda I, który zlecił jego budowę , było postawienie wspanialszego budynku niż wspomniana wyżej historyczna świątyna. Swoją nazwę Meczet zawdzięcza błękitnym płytkom ceramicznym pochodzących z Izniku, które zdobią ściany wnętrza budynku. Wygląda przepięknie i robi ogromne wrażenie zarówno wewnątrz, i jak i na zewnątrz, niezależnie z jakiego punktu, z której strony świata i o jakiej porze go obserwujesz.

Meczet Sulejmana

Meczet Sulejmana wyróżnia się na tle panoramy miasta. Wybudowany jest na jednym z siedmiu wzgórz Stambułu i dzięki temu jest bardzo wyrazistą częscią krajobrazu. Z mostu Galata meczet Sulejmana wygląda zjawiskowo. Królujący nad pozostałymi budynkami z czterema minaretami, na których znajduje się łącznie 10 balkoników (serefes). Według legendy cztery minarety reprezentują fakt, że Sulejman Wspaniały był czwartym sułtanem, który rządził Konstantynpolem, natomiast 10 balkoników symbolizuje fakt, że Sulejman był 10 sułtanem od załozenia Imperium Osmańskiego. Ze wzgórza, na którym znajduje się meczet rozciąga się uroczy widok na Złoty Róg.

Wielki Bazar i Bazar Egipski

Wielki Bazar

Ponad 60 uliczek, ponad 3000 sklepów, 250,000 do 400,000 wizytorów dziennie. Jeden z najstarszych krytych bazarów na świecie, którego początki sięgają XV wieku kiedy to na zlecenie Mehmeda Zdobywcy rozpoczęto prace nad konstrukcją bazaru. Na przestrzeni wieków rozrósł się on do gigantycznych rozmiarów i jest jedną z najpopularniejszych i najczęśćiej odwiedzanych atraktcji turystycznych na świecie. Wielki Bazar to labirynt, w którym bardzo łatwo się zgubić. Wystarczy, że wejdziesz do środka, skręcisz w jakąś uliczkę, później jeszcze inną i pomimo, że jesteś przekonany, że bez problemu trafisz do punktu wyjścia (bo w końcu skręciłeś tylko dwa razy w lewo i raz w prawo) szybko przekonujesz się, że wcale to takie oczywiste nie jest i że jesteś zupełnie gdzieś indziej.

te zdjęcia zrobiłam wczesnym rankiem, kiedy Bazar dopiero budzi się do życia. Około południa jest już  wypełniony po brzegi.

Egipski Bazar

Bazar Egipski został skonstruowany w 1660 roku jako część Nowego Meczetu. Opłaty za czynsz od wynajmu sklepów przeznaczone były na budowę i utrzymanie wyżej wspomnianej świątyni. Nazwę „egipski” bazar zawdzięcza temu, że początkowo handlowano tam przyprawami importowanymi z Egiptu. Znajduje się on tuż przy moście Galata, zatem zwiedzanie go warto połączyć z przechadzką po moście, z któego, jak wcześniej wspomniałam jest zjawiskowy widok na Meczet Sulejmana, oraz na cieśninę Bosfor i wieżę Galata.

Na Bazarach możesz kupić dosłownie wszystko. Już samo zwiedzanie ich jest świetną atrakcją, spacerowanie wsród bogatych, kolorowych wystaw sklepowych, gdzie znajduje się cała masa towarów, w tym wiele z nich dla nas egzotycznych. Dodaktowo sposób w jaki są eksponowane nadaje uliczkom bardzo specyficzny, magiczny klimat. Zakupy na bazarach to przede wszystkim targowanie się. Wcale nie trzeba być w tej dziedzinie super doświadczonym, podstawowa wiedza i umiejętności wystarczą, by za towar zapłacić nieraz połowę mniej niż cena wyjściowa. To jest część ich kultury tak samo jak próba nawiązania konwersacji, zapraszanie do obejrzenia asortymentu i na turecką herbatę.

Bazary to labirynt, gdzie celem wcale nie jest poszukiwanie wyjścia, ale przyjemne, rozkoszne błądzenie po malowniczych uliczkach.

Turkusowe wody Bosforu

Nad cieśniną Bosfor mogę przesiadywać godzinami, patrzeć na turkosową wodę, przepływające promy, drugą część miasta w tle. Jest to dla mnie szalenie inspirujące miejsce. Kiedy tam jestem przepływają przeze mnie jedynie pozytywne myśli, potrafię się kompletnie wyłączyć, zapomnieć o całym świecie, totalnie się zrelaksować. Nigdy w żadnym innym miescu nie czułam się tak dobrze jak właśnie tam. Nie wiem czym to miejsce tak mnie urzekło, nie wiem czy to zasługa wyjątkowego, jak dla mnie fascynującego, położenia miasta na dwóch kontynentach, czy to może ta turkusowa woda tak korzystnie na mnie działa? Po prostu cieśnina Bosfor, nieważne czy siedzę nad eurpejskim czy azjatyckim brzegiem jest, jak dotąd, moim numerem jeden, wsród wszystkich miejsc, które zwiedziłam, pomimo że widziałam w życiu piękniejsze tereny, obszary, punkty, widoki to nigdzie nie czułam się tak wspaniale jak właśnie tam.

 

Warto wybrać się na wycieczkę promem po Bosforze. Kursują one bardzo często i są zarówno krótsze jak i dłuższe rejsy, a także takie organizowane specjalnie pod turystów. Wielu zwiedzających zostaje tylko po europejskiej stronie miasta lub wybiera, krótki dwugodzinny rejs, w którym nie ma nawet możliwości przespacerować się po azjatyckim wybrzeżu, a naprawdę warto poświęcić chociażby dzień na zapoznanie się z tą częścią miasta. Już nawet nie chodzi o zapuszczanie się gdzieś daleko, ale o przybrzeżne atrakcje, których po azjatyckiej stronie nie brakuje.

 

Jest oczywiście dużo więcej wspaniałych, interesujących, ekscytujących miesjc w Stambule, które warto odwiedzić. Wszystko zależy od czasu jaki poświęcimy na zapoznanie się z miastem. Wyżej wymienione miesjca, to jedynie te must see w mieście sułtanów.Stambuł ma dużo więcej ciekawych, pasjonujących budynków, mnóstwo muzeów, zabytków którym warto poświęcić czas i uwagę. Na upartego da się zobaczyć Stambuł w tydzień, ale wierzcie mi, będziecie odczuwać niedosyt, bo tydzień to za mało jak na ogromne ponad 14 milionowe miasto, w którym niemalże na każdym kroku spotyka się coś pięknego, intrygującego, zniewalającego.

Ale zabytki, historia to nie jedyne rzeczy, które nadają niesamowity urok i atmosferę miastu. To także ludzie, którzy to miasto tworzą. Jedną z rzeczy, dla której tak bardzo szkoda opuszczać Stambuł i za którą tak bardzo się tęskni to właśnie mieszkańcy, którzy są niezwykle gościnni, otwarci, uśmiechnięci, życzliwi, pomocni. Zawsze starają ci się za wszelką cenę pomóc i nawet jeśli sami nie znają angielskiego i nie potrafią się z tobą komunikować zaraz pytają innych, rysują mapki, tłumaczą w translatorach, a czasem nawet odprowadzają cię do miejsca, którego akutalnie szukasz. Nie da się ich nie lubić.

Za tym się tęskni tak samo jak za wszystkimi zabytkami, budynkami, które opowiadają burzliwą, ale jakże fascynującą historię miasta. Tęskni się za pysznymi, rozmaitymi potrawami, za Turkish delight, które rozpływają się w ustach, za sączeniem herbaty na tarasach z czarującym widokiem na Stambuł i za zachodami słońca, które dodają miastu jeszcze głębszego uroku i piękna i magii.

 

PS: bardzo polecam Wam przewodnik po Stambule z Lonely Planet autorstwa V. Maxwell, który był moim świetnym towarzyszem podczas podróży, a także pomocnikiem w pisaniu tego tekstu.

No Comments

Leave a Comment