Prawdą jest, że zostawiłam za sobą obraz szarej, smutnej Polski, nieuprzejmych, opryskliwych rodaków. Pisałam o tym nawet w poście “Najtrudniejsze są powroty”(link) Prawdą jest, że przywoływanie takich obrazów zniechęca do powrotu do kraju, ale prawdą jest również to, że wszystko się zmienia. I chociaż ja tego osobiście nie zauważyłam, ale też do Polski często nie jeżdżę, to słyszałam od wielu osób, że Polska zmienia się na lepsze. I ja w to wierzę, że teraz jest już znacznie lepiej niż kiedyś, a w przyszłości będzie jeszcze bardziej kolorowo. Wierzę, że Polska jest innym krajem niż 7 lat temu(7 lat mojej emigracji).

Ostatnio wielu moich znajomych zdecydowało się na powrót, ewentualnie planuje w najbliższym czasie rozstać się z życiem emigranta i wrócić “do siebie”. “Bo w Polsce mają większe szanse na awans i na lepsze zarobki”, “bo w Polsce są u siebie w domu”, “bo w Polska to ich kraj”, “bo życie w Polsce jest tańsze”(?) Nie kwestionuję bynajmniej tych argumentów, bo wiele zależy od puntku widzenia, szczególnie, że wielu z tych powracających ciężko pracuje fizycznie, bez żadnej perspektywy awansu, poniżej swoich kwalifikacji, co rzeczywiście bywa demotywujące i zniechęca do kontynuowania życia na emigracji.

Ja też pracowałam za granicą fizycznie, też miałam różne chwile i momenty zwątpienia i różne nowe pomysły na nowe życie, ale nigdy przez myśl nie przeszło mi, żeby wracać do Polski. Jakkolwiek dziwnie dla niektórych to zabrzmi, mi wcale nie chodzi tutaj o pieniądze. Ani o lepszy standard życia. Nawet jeśli dostałabym w Polsce superpłatną pracę i mogłabym sobie żyć wygodnie i bardziej beztrosko niż za granicą to i tak bym się nie wróciła.

Brzmi absurdalnie? Być może! Ale ja nie traktuję emigracji jako czegoś przejściowego, czegoś o pozwala mi podreperować budżet, pomieszkać sobie w nowym miejscu po to, żeby za chwilę wrócić na stare śmieci. Emigracja to dla mnie coś więcej niż zarabianie pieniędzy i chwilowa zmiana otoczenia. Emigracja jest dla mnie przede wszystkim niekończącą się przygodą, która nieustannie mnie fascynuje i zachęca do zmian.

Powrót do Polski kojarzy mi się z rutyną i stabilizacją, a stabilizacja to słowo, które w jakiś sposób trochę mnie przeraża. Nie mówię, że nie mam tutaj stabilnego życia, bo jednak mam od kilku lat stałą pracę i w miarę stałe miejsce zamieszkania (w miarę, bo jednak dość często się przeprowadzam), ale mimo wszystko powrót do Polski oznaczałby dla mnie koniec emigracyjnej przygody. I byłoby mi z tego powodu cholernie smutno. Mi się po prostu życie poza Polską podoba. I już nawet nie chodzi o to jaka ta Polska jest, ale o sam fakt próbowania i uczenia się nowych rzeczy związanych z życiem w innym kraju.

Chociaż takie życie niesie ze sobą dużo minusów, czasem irytacji i zmagań z sytuacjami, które nigdy by mi się nie przytrafiły gdybym mieszkała nad Wisłą, ale mimo to w jakiś sposób mi się to szaleńczo podoba. Podoba mi się to, że bedąc w innym kraju, muszę uczyć się wszystkiego od nowa, muszę na nowo przystosować się do otoczenia, nauczyć się po raz kolejny jak dany kraj funkcjonuje, jak się załatwia poszczególne sprawy urzędowe, jak i gdzie szuka się mieszkania, jak wszystko trzeba od nowa ogarniać.

Wiem, że wygodnie jest umieć się dogadać i wiedzieć gdzie trzeba pójść czy zadzwonić, żeby coś załatwić, ale dużo ciekawiej jest uczyć się tego wszystkiego od zera, bo to jest jak uczenie się życia na nowo, a taka lekcja w połączeniu z bagażem doświadczeń wyniesionym z innych krajów jest jak powtarzanie eksperymentu, w którym za każdym razem dochodzi do nowych, coraz bardziej zadziwiających wniosków. To jest jak odkrywanie i uczenie się o sobie ciągle czegoś nowego i zaskakującego.

Jest to w jakiś sposób uzależniające. Chociaż na emigracji jak najbardziej można mieć stabilne, ułożone życie, ale ja zdecydowanie nie jestem tym typem emigranta. Emigracja jest dla mnie stylem życia, co oznacza, że co jakiś czas muszę zmienić miejsce zamieszkania, kraj, w dalszej perspektywie-kontynent.

Wiem, że moja następna przeprowadzka spowoduje u mnie niemały szok kulturowy, przyprawi mnie nie raz o ból głowy i pewnie poza euforią związaną z nowym miejcem będzie towarzyszyć mi na początku uczucie zagubienia i lekkiego zdezorientowania. Ale wiecie co? Już nie mogę się doczekać!

No Comments

Leave a Comment