W Haarlemie mieszkałam przez kilka miesięcy. Było to jakoś w pierwszym roku po moim przyjeździe do Holandii. Mieszkałam tam w kościele i to już było samo w sobie atrakcją, bo przecież niecodziennie zdarza się mieszkać w kościele przebudowanym na hotel, a do tego jeśli mieszka się tam z ciekawymi ludźmi to bardzo łatwo można się takim miejscem zauroczyć.

Haarlem-osobiście

Mam szczególny sentyment do Haarlemu. Jest to miasto wypełnione dobrymi wspomnieniami i ludźmi, z którymi z różnych powodów straciłam kontakt i być może nigdy już ich nie spotkam. Mimo, że w tym kościele mieszkaliśmy w pokojach trzyosobowych, mimo, że z ciuchami trzeba było chodzić do pralni na miasto, bo jedna jedyna pralka na piątym piętrze była stale okupowana, albo cięzko było spotkać panią dozorczynię, od której można bło zakupić żeton na pranie (pamiętam, że lubiła sobie popijać i często czuć było od niej alkohol), pomimo, ze internet miał cholernie kiepski zasięg, że praca była jaka była i pomimo, że niektóre lokatorki nie szczególnie przypadły nam do gustu to i tak z sentymentem wspominam tamte czasy.

W tym oto kościele mieszkaliśmy:

Pamiętam te wszystkie sobotnie wieczory i piątkowe noce po popołudniowej zmianie, kiedy będąc w hotelu o 1 w nocy i mając persptkywę dnia wolnego kładlismy się spać w sobotę o 8 rano. Pamiętam naszą wigilię, na której naszymi głównymi potrawami było spagethetti i sushi i pamiętam nasze boże narodzneie, kiedy to wybrałysmy się pieszo na wycieczkę do Zandvoort nad Morze Północne i źle obliczyłysmy trasę i zamiast 5 kilometrów szłysmy prawie 9 w jedną stronę (dobrze, że miałysmy ze sobą wino, to dzięki niemu trochę lepiej nam się spacerowało). Pamiętam sylwestra, kiedy to za weszlką cenę chciałyśmy przywitać Nowy Rok w Amsterdamie, bo to był nasz pierwszy sylwester w Holandii i tak blisko Amsterdamu i nie wiedziałyśmy czy jeszcze kiedyś będziemy mogły przywitać Nowy Rok w Holandii. Pamiętam tą naszą złość kiedy okazało się, że ostatni pociąg i autobus w ostatni dzień roku odjeżdza o godzinie 20:00 i tą debatę po kilku butelkach wina czy aby nie opłaca nam się jechać do Amsterdmau taksówką. Koniec końców Nowy Rok przywitałyśmy wtedy w Haarlemie. I też było super.

Pamiętam ostatnią noc w Haarlemie. Nie mogłam zasnąć i byo mi cholernie smutno, że trzeba się stamąd wynosić. To były czasy kiedy wszystko było bardzo niepewne, kiedy podróżowałam z jedną walizką. Czasy, kiedy przerpowadzaka dla mnie była czymś zupełnie normalnym, niczym wyjście na spacer. To były czasy kiedy przperowadzka sprowadzała się do spakowania jednej walizki, a nie, jak dziś do załadowania tira. Wtedy nawet nie bardzo wiedziałam, w jakim kierunku z ta walizką idę i myslałam sobie, że być może nigdy już nie będzie mi dane zobaczyć Haarlemu.

Mimo, że od Haarlemu daleko nie mieszkam to jakoś nigdy nie miałam czasu, żeby tam ponownie się wybrać. Dopiero w ostatnich tygodniach zrobiłam sobie kilka wycieczek po uliczkach pełnych fajnych wspomnień. Muszę tam częściej wracać.

Haarlem-zabytkowe miasto, które warto odwiedzić.

Jeżeli jesteście w Amsterdamie warto zarezerwować sobie jeden dzień i odwiedzić Haarlem. Najszybciej można dojechać tam pociągiem z Centraal Station w Asmterdamie. Intercity jedzie około 15 minut, a zwykłym tzw. sprinterem, czas trwania podróży około 20 minut. Cena biletu to 4,20 euro. Ciekawostką jest, że pierwszą holenderską linię kolejową otworzonio właśnie na odcinku Amsterdam-Haarlem.

Haarlem otrzymał prawa miejskie w 1245 roku. Szybko zyskał miano jednego z najważniejszych miast Holandii. Jest także stolicą prowincji Noord-Holland (tak, tak, nie jest to Amsterdam). Haarlem liczy ponad 4000 narodowych i miejskich zabytków, co czyni go drugim zabytkowym miastem w Holadnii.

To właśnie w Haarlemie urodził się Laurens Janszoon Coster(uznawany za jednego z wynalazców druku) , którego pomnik można podziwiać w samym sercu miasta, na Grote Markt (nastarsza część miasta). Tam też znajduje się między innymi gotycki Kościoł Świętego Bawona ( św. Bawo jest patronem Haarlemu) czy też Ratusz z XIV wieku, jak również Vleeshaal (targ mięsny), Vishaal (targ rybny) czy też Hoofdwacht, który został wybudowany w XIII wieku i uznawany jest za najstarszy budynek w Haarlemie. Hoofdwacht w przeszłości pełnił funkcję ratusza, a nawet więzienia.

Poza zabytkami zlokalizowanymi na Grote Markt, spacerując po centrum, warto zwrócić uwagę na Dom Wagi Miejskiej, czyli budynek, gdzie znajdowała się oficjalna miejska waga, z której korzystali kupcy, Amsterdamse Poort, czyli brama miejska zbudowana w drugiej połowie XIV wieku , jest jedyną, która przetrwała spośród wszystkich 12. Wspaniałą ozdobą Haarlemu są malownicze szeregi zabytkowych kameniczek w flamandzkim stylu, które nadają urokliwy klimat miastu. Dla miłośników bardziej mrocznych klimatów polecam spacer po najstarszym cmentarzu w Haarlemie Kleverlaan, z kolei miłośnicy książek powinni odwiedzić księgarnię H.De Vries, która jest jedną z najstarszych księgarni w Holandii, a miłośnicy kwiatów i pięknych zapachów powinni przyjechać do Haarlemu w ostatni weekend kwietnia, kiedy to obdywa się słynna parada kwiatów.

Haarlem jest na tyle bogaty w zabytki i atrakcje, że jestem pewna, że każdy znajdzie coś, co sprawi, że to miasto znajdzie się na liście ulubionych, do których często się wraca, nawet jeśli tylko we wspomnieniach.

A z kolei to, co mnie najbardziej fascynuje w Haarlemie to wąskie, boczne uliczki, gdzieś w okolicach centrum miasta. Pomimo, że znajdują się w centrum, sa taką odskocznią od zabieganych przechodniów i zatłoczonych ulic. Panuje tam błoga cisza, jakby od dawna nikt tam nie mieszkał. Nie wiem, co jest w nich tak szczególnego, że tak bardzo mnie urzekają, ale uwielbiam włóczyć się po tych uliczkach; robię się wtedy trochę sentymentalna i w myślach przywołuję lekko zakurzone już wspomnienia z czasów kiedy Haarlem był moim miastem. I chyba właśnie dlatego tak bardzo lubię nimi spacerować, bo w końcu do dobrych wspomnień zawsze warto powracać.

No Comments

Dodaj komentarz