Jest już po 23:00. Po intensywnym dniu zwiedzania, dniu, który dla mnie rozpoczął się już o 5 rano, siedzimy w końcu gdzieś na schodach w Izmirze, tuż naprzeciwko historycznej Windy (Tarihi Asansor) i popijamy malinowe wino zakupione u lokalnego winiarza w pobliskiej wiosce. Już w tym momencie wiem, że to jest jedna z tych letnich gorących nocy, które pamięta się na całe życie. Właśnie przez ten wyjątkowy moment, tu i teraz, dzięki wyjątkowym osobom, które współtworzą te cudowne wspomnienia.

Izmir nocą pachnie malinowym winem.

W pewnym momencie pomiędzy przyjemną pogawędką na temat Turcji, a kolejnym łykiem wina T. mówi:

Malwina, nie przeprowadzaj się do Stambułu, przeprowadź się do Izmiru, bo widzisz, w Izmirze można sobie swobodnie siedzieć na ulicy i popijać wino, a w Stambule to już nie wszędzie.

za picie w miejscu publicznym w Poslce dostaje się mandat-wtrącam żartobliwie- ale to chyba dlatego, że gdyby to nie było karalne to ulice i parki byłyby jedną wielką meliną.

Trochę zaskoczył ich ten fakt, że nie można sobie w Polsce ot tak usiąść w parku i napić się piwa, bo może się to okazać jednym z nadroższych piw w ogóle.

Wezmę Izmir pod uwagę kiedy będę się przperowadzać– dodaję po chwili, ale chyba sama do końca nie wierzę w to, że mogłabym tak łatwo zrezygnować ze Stambułu.

Prawdą jest, że Izmir jest najbardziej liberalnym miastem w Turcji i potwierdza to każdy, kogo z Turcją łączy coś więcej niż wczasy na tureckiej riwierze, potwierdziły to także wyniki kwietniowego referendum.

Nie czuję się upoważniona do wystawiania opinii o tym mieście i do pisania o nim w detalach, bo ciężko jest wyciągać wnioski po zaledwie półtoradniowym pobycie, ale jednak  coś mnie w tym mieście urzekło!

Może był to moment, w którym wracając z Efezu, zobaczyłam wybrzeże Izmiru, które wyglądało jak scena z najlepszego filmu drogi, może był to moment, w którym będąc na balkonie słynnej Windy zobaczyłam nocną panoramę Izmiru i zabrakło mi słów, żeby opisać jak powalający był to widok(chociaż niestety mam kiepski aparat i zdjęcie nie oddaje tej magii miasta nocą), może to wino malinowe uderzyło mi do głowy i w połączeniu z upalną letnią nocą sprawiło, że tak łatwo się zauroczyłam. Albo to te wszechobecne palmy i ten krystalicznie czysty błękit morza.

Prawdą jest, że czasami wystarczy jedno spojrzenie, żeby totalnie oszaleć na jakimś punkcie, albo totalnie się w kimś zakochać. I niby nikt nie wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, ale nikomu nie jest obce to uczucie podniecenia, tego wielkiego “wow!”, kiedy brakuje słów, żeby opisać piękno, które właśnie ukazało się naszym oczom, a potem… potem to piękno już ciągle śni się po nocach, nie daje o sobie zapomnieć.

Prawdą jest, że i tak najbardziej na świecie kocham Stambuł, ale Izmir nieźle zawrócił mi w głowie, na tyle, że bedę do niego często wracać. To zaurocznie zdecydowanie zasługuje za więcej uwagi, w końcu zawsze może zaowocować poważnym zaangażowaniem. Jak każde inne niewinne zauroczenie.

Mogłabym to wprawdzie porzucić zanim zrobi się z tego namiętna relacja, tylko po co? Przecież tak to takie cudowne uczucie znowu się zakochać!

No Comments

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.