Lądujemy późnym wieczorem na lotnisku na Balicach. Jest około godziny 23:00. Obdieramy bagaż i ruszamy w kierunku wyjścia. Mamy zerezerwowany samochód więc udajemy się w poszukiwaniu wypożyczalni. Norlmalnym jest, że wypożyczalnie samochodów na lotnisku mają swoje okienka w hali przylotów. Tak też kiedyś było w Krakowie, ale z racji tego, że lotnisko jest przebudowywane, trwa od kilku lat remont, w hali przylotów znajduje się jedynie mały kiosk, mini bistro i automat ze słodyczami i napojami. Wychodzimy na zewnątrz.

W trakcie rezerwacji wypożyczalnia poinformowała, że ich biuro znajduje się na parkingu tuż obok stacji paliw niedaleko lotniska, idziemy więc w tym kierunku. Po drodze zaczepia nas jakiś żul i dotrzymując nam “towarzystwa” bełkocze coś pod nosem i myśli, że jest atrakcyjny. Ignorujemy go totalnie, ale wcale to nie pomaga. Uratował nas chyba fakt, że jednak do tej stacji idzie się kawałek i ten widząc, że się nigdzie nie zatrzymujemy rezygnuje z dalszej wycieczki. Całe szczęście.

Jesteśmy przy stacji paliw. Na parkingu jest ciemno i bynajmniej nie wygląda to na lokalizacje wypożyczalni samochodów. Nie ma żadnych oznaczeń, żadnych, tabliczek ani wskazówek. Jest tylko tabliczka jednej wypożyczalni, nie naszej. Czy jest jakaś inna stacja paliw niedaleko lotniska? Dzwonimy do wypożyczalni, ale nikt nie odbiera telefonu. Jest jeszcze jeden parking tuż naprzeciwko lotniska, ten wielopoziomowy, może tam. Zawracamy i dziemy kolejne 10 minut. Są wskazówki, że wypożyczalnie znajdują się na parkingu, na poziomie (o ile dobrze pamiętam) 0,5. W windzie jakiś facet pyta nas czego szukamy i przysięga, że to niemożliwe, żeby na parkingu były jakiekolwiek wypożyczalnie. A jednak. Jesteśmy na poziomie 0,5 i oto stoi kilka blaszanych bud obok siebie, “ozdobione” naklejkami wylgadające jak przenośne kible. Wszystkie są zamknięte, bo czynne tylko do 22:00, a jest już około 23:30.

Zaczepiamy jakiegoś pracownika parkingu i pytamy czy wie może gdzie znajduje się biuro wypożyczalni takiej i takiej. “Nie wiem gdzie, ale na pewno nie tutaj”-wzrusza ramionami i wraca do swojej roboty. Jakiś Włoch, który znalazł się w tym miejscu z dokładnie tego samego powodu co my, zdesperowany pyta czy może wiemy gdzie jest ta i ta wypożyczalnia, bo chodzi po całym lotnisku i w kółko i znaleźć nie może. “Niestety nie możemy panu pomóc”. Na jego twarzy mauje się złość, irytacja i jeszcze większa desperacja. Cięzko wzdycha. Już nie widział, gdzie ma się udać na poszukiwania. My też nie.

Dzwonimy ponownie do naszej wypożyczalni, w końcu ktoś odbiera. Dowiadujemy się ,że ich biuro znajduje się na tej stacji paliw, na której wcześniej byliśmy. Idziemy z powrotem. Tuż przed wejściem na lotnisko widzimy tego samego żula, który dotrzymywał nam wcześniej kroku. Tym razem przeklina coś w niebogłosy i wdaje się w bójkę z jakimś chyba jego kolegą “po fachu”. Nikt nie reaguje. Niech się biją.

Jesteśmy znów na parkingu na stajci paliw. Okazuje się, że biuro znajudje się gdzieś w jakimś budynku stacji na piętrze, jakaś nora, bez oznaczeń, bez niczego. Ale jest. W sumie po co oznaczneia, przecież wszyscy wiedzą, gdzie co i jak. Wszyscy turyści lądujący na Balicach znają lotnisko tak jakby mieszkali tutaj od urodzneia. To takie oczywiste. Te okolice są znajome wszystkim i bez problemu każdy trafi nawet do takiej nieoznakowanej budy.

Pani z biura śpiąca, leniwa, czekjąca chyba tylko na nas oznajmiła, że lotnisko narzuciło tak wysokie ceny za wynajem przestrzeni na hali, że nikomu to się po prostu nie opłaca, dlatego wszystkie wypożyczalnie wyniosły się z lotniska na pobliskie parkingi. Jak widać wypożyczalnie nie prosperują dobrze, bo nie stać ich nawet na postawienie tabliczki informacyjnej czy jakieś prostej wskazówki dojazdu. A te ich blaszane “biura” też nie są zbyt imponujące.

……………

Podróż powrotna. Jesteśmy już na lotnisku. Nie mamy zbyt wiele czasu więc udajemy się do kontroli bezpieczeństwa, która poszła w miarę sprawie i szybko pomimo sporych tłumów. Wszystkie bramki znajdują się w jednej hali, która jest tak zatłoczona, że ciężko jest się tam poruszać nie mówiąc już o znalezieniu miejsca siedzącego. Jeśtesmy bez śniadania. “Chodźmy coś zjeść. Yyy…. tutaj nic nie ma, tylko to mini-stoisko. Chodźmy tam, tym korytarzem, może coś innego się znajdzie”. Jest tylko kiosk ruch z gazetami. Wracamy z powrotem do mini-stoiska, gdzie można kupić kawę, herbatę, wodę, jakieś kanapki i coś słokiego. Nie ma tam krzeseł, ani takich stolików, przy których można byłoby stanąć, żeby chociaż położyć gdzieś kawę. Mini-stoisko, to po prostu taki kącik, z małą lodówką i automatem do kawy. Idziemy z podręcznym bagażem w jednej ręce, z kanapką i kawą w drugiej. Nie ma nigdzie miejsca, żeby usiąść, ludzie się przpychają i chcąc nie chcąc uderzają się wzajmenie bagażami. Są dwa wolne siedzenia, szybko je zajmujemy. W końcu możemy zjeść kanapki. Kawę kładziemy na podłodze, razem z bagażami, bo to jedyna opcja, zerkając co chwilę czy ktoś aby o nią nie zawadzi. Dobrze, że nie mam klaustrofobii.

Jest boarding. W końcu. Chyba mój najbardziej wyczekiwany ze wszystkich dotychczas.

……………

Ja rozumiem, że jest remont i że serwis i usługi są przez to trochę(hehe) ograniczone i nie wszystko jest zorganizowane jak być powinno. Znam polską rzeczywistość i może mniej mnie to wszystko dziwi, ale mając w pamięci tego zdesperowanego Włocha, zastanawiam się jakie wrażenie i jakie zdanie i opinię wyniosą ci wszyscy turyści widząc ten cały panujący tam burdel?

1 Comment

Dodaj komentarz