Moje miasto

Kiedyś niesamowicie fascynowały mnie betonowe dżungle. Chyba dlatego, że od zawsze uwielbiałam miasta nocą, oświetlone tysiącami neonów, lamp i świateł, które rzucają nowe spojrzenie na miasto, nadają  specyficzny klimat i magię, pobudzają wyobraźnię, inspirują, a wielkie nowoczesne metropolie nocą prezentują się wręcz zjawiskowo.

Jako dziecko takie obrazy widywałam jedynie w filmach, gdyż cóż, wychowywałam się w Grybowie, gdzie po zachodzie słońca jedyne światło na miasto rzucało kilka ulicznych latarni, z których co poniektóre i tak nie zawsze funkcjonowały.

Jednym z moich marzeń, z czasów kiedy byłam dzieckiem, było właśnie zamieszkać w przyszłości w takiej dżungli. Kiedy później pomieszkałam trochę w Australii, gdzie w końcu mogłam ujrzeć i pospacerować pośród tych wszystkich ogromnych, wysokich, w gruncie rzeczy różniących się od siebie tylko ilością pięter, budynków, naptarzyłam się na te cities i trochę ta ochota na mieszkanie w takich miastach mi przeszła. Dalej w jakiś sposób mnie fascynują i uwielbiam się na nie gapić, szczególnie nocą, ale chyba jako miesjce do mieszkania szybko by mi się znudziły. Wprawdzie w takich miastach rozrywek nie brakauje, wręcz przeciwnie, jest ich wystarczająco dużo, ale jako miejsca same w sobie trochę odbiegają od tego, czego ja od miasta oczekuję.

Nowoczesne metropolie kojarzą mi się zawsze z obsesyjnym pośpiechem, z szaleńczo szybkim tempem życia, korporacyjnym gniazdem, z biznesmenami, managerami w garniturach za tysiąc dolarów, biznesowymi obiadami i wypadem na lunch podczas półtoragodzinnej przerwy między jednym meetingiem a drugim. Wiem, że ten pośpiech i szaleńczo szybkie tempo życia nie zależą od ilości wieżowców w danym mieście, a jest po prostu współczesny styl zycia, w który czasami trzeba się, chcąc nie chcąc, jakoś wpasować, ale właśnie wszystkie betonowe dżugnle wydają się być tego pośpiechu symbolem.

Fascynują mnie też małe miasta, takie zadupia, ale nigdy w życiu nie chciałabym w żadnym z małych miast zamieszkać. Umarłabym z nudów. Już kilka razy pomieszkiwałam na zadupiach i było to okropnie męczące.( o jednym z takich miast pisałam tutaj: Najbrzydsze miasto, w którym mieszkałam) Te pustki na ulicach, ta nuda i przerażająca cisza i wciąż kręcenie się w kółko, oglądanie tych samych twarzy. Jedyne co wiem na pewno, to to, że nigdy, przenigdy nie przerpowadzę się do małego miasta. Ale za to bardzo lubię te małe miasta odwiedzać, właśnie te zadupia, ukryte gdzieś na końcu świata, te, o których nie wie nikt, poza mieszkańcami. Te, których turyści nie odwiedzają, o których nie mówią przewodniki. Te miasta, które, jeśli tam trafisz to albo zupełnie przypadkowo, albo ktoś wtajemniczony cię do nich zaprowadzi, bo z własnej woli nigdy byś się tam nie znalazł, ani też nigdzie nie przeczytałbyś, że takie i takie miasto jest warte odwiedzenia. Lubię po takich miasteczkach spacerować. Tam życie płynie zupełnie inaczej, ludzie jakby mniej się spieszą, żyją trochę inaczej, wolniej, bardziej zwracają uwagę na drobne szczegóły, nieco inaczej patrzą na to, co dzieje się wokół. Mają swój indywidualny tryb i tempo życia. Większość ludzi zamieszkujących takie miasteczka żyje tam od urodzenia, tam się wychowali i wielu z nich tam już na zawsze pozostanie i to właśnie oni opowiadają najpiękniejsze historie swoich miesjc i opowiadają je w taki sposób, że ta przerażająca pustka i cisza panująca w mieście zaczyna wciągać, intrygować i ekscytować i łatwo można się w takim, na pozór nudnym miasteczku, zakochać.

I chociaż małomiasteczkowy klimat budzi we mnie uczucie takiego osbliwego smutku, to lubię czasami na chwilę w tym klimacie melnacholii, tęsknocie i nostalgii utonąć. Ale tylko na krótką chwilę. Nie dłużej.

Najbardziej kocham duże miasta, metropolie, ale takie z bogatą historią; historią, którą na każdym rogu ulicy i na każym kroku opowiadają napotykane zabytki, wyniosłe budowle, pominiki i mosty. Miasta, które fascynują, inspirują i nigdy się nie nudzą, które wciągają mnie tak mocno, że chcę się w nich gubić i ciągle na nowo odnajdywać. Miasta, gdzie tradycja przeplata się z nowoczesnością, miasta, które dają mnóstwo możliwości rozwoju, edukacji, oferują szeroki wybór rozrywki i tysiące sposobów aktywnego spędzania czasu, ale kryją też zakątki, dzielnice, które są namiastką małych miasteczek, które mają nieco podobny klimat i mimo, że nie chciałabym w takiej części miasta mieszkać to jednak dobrze jest takową mieć w zasięgu ręki.

I tak bardzo się cieszę, że ja już to moje miasto znalazłam.

A Wy znaleźliście już swoje miejsce na ziemi?

2 komentarze

  • yamette 4 czerwca 2016 at 00:56

    Wbrew temu, co piszesz, uznalabymm jednak, ze to nie miasto jest najwazniejsze w odnalezieniu swojego miejsca na swiecie. Czy nie uwazasz, ze przyczyniaja sie do tego ludzie bardziej niz uklad neonow na glownej ulicy? Milej nocy <3

    Reply
    • malvibee 4 czerwca 2016 at 01:01

      Z pewnoscia, to ludzie tworza i czynia miejsca wyjatkowymi. Nawet napisalam o tym kiedys tekst:” to, co czyni nasze zycie wyjatkowym” ale mimo wszystko, wazne jest to, ze miejsce, w ktorym mieszkasz sprawia, ze czujesz sie komfortowo i sprawia, ze jestes szczesliwy nawet jezeli zostaniesz w tym miejscu tylko sam ze soba. Pozdrawiam!

      Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.