Zacznę od tego, że sam fakt mieszkania w Holandii nie ułatwia aż tak bardzo przyswojenia języka niderlandzkiego jak mogołby się wydawać. Wynika to z tego, że praktycznie wszyscy Holendrzy mogą pochwalić się dobrą znajomością języka angielskiego. Nieważne czy mamy do czynienia z dzieckiem, z osobą po studiach, bez studiów, czy z emerytami; z każdym z nich można swobodnie porozumieć się po angielsku. I to jest fajne i szalenie wygodne, szczególnie dla nowoprzybyłych imigrantów, bo czy idąc do sklepu, apteki, urzędu miasta, lekarza, czy do banku nie trzeba zabierać ze sobą tłumacza, ale ta wygoda trochę też rozleniwia, bo dla tych, dla których znajomość jezyka niderlandzkiego nie jest konieczna w pracy po prostu się nie go uczą.

Problem polega na tym, że nawet jeśli bardzo chcesz się nauczyć niederlandzkiego to sami Holendrzy wydają się być niechętni w pomaganiu przyswajania ich ojczystego języka. Wystarczy, że próbujesz komunikować się w ich języku  czy to w sklepie czy w banku, ale:

a) nie masz akcentu

b) przekręcisz wymowę jakiegoś słówka

c) powiesz coś niegramatycznie

d) nie zrozumiesz jakiegoś słówka lub zdania i poprosisz (po niderlandzku oczywiscie) o powtórzenie

e) stoisz ze znajomym w kolejce i rozmawiasz z nim w innym języku niż niderlandzki

f) nie wyglądasz na Holendra/Holenderkę, tak jak w moim przypadku, moja twarz od razu zdradza, że jestem z Eastern Europe 😀

w takich sytuacjach Holendrzy automatycznie przestawiają się na język angielski. Nieważne, że konwersacja przebiega całkiem nieźle po niderlandzku, każdy maly, błachy nieistotny powód jest dobry, żeby włączyć tryb in English. Nie wiem czy to wynika z tego, że chcą być tacy uprzejmi i ułatwiać każdemu życie, żeby nikt nie czuł się skrępowany( chociaż nikt się tak nie czuje, bo przecież wszyscy wiedzą, że równie dobrze mogą rozmawiać po angielsku i dla nikogo nie stanowi do przeszkody ani problemu) czy po prostu chcą pochwalić się swoimi zdolnościami językowymi czy też…cokolwiek innego. Pamiętam, że na początku kiedy podczas jakiejkowliek konwersacji przełączali się w trakcie rozmowy na angielski zawsze mówiłam, że ja chcę rozmawiać po holendersku, nie po angielsku. Dziwnie co poniektórzy się na mnie patrzyli, ale zawsze posłuchali.

Kurs językowy jak najbardziej, ale…

uważam, że warto wstrzymać się z zapisywaniem się na kurs języka dla początkujących, startujących od zera. Uważam, że podstaw języka obcego można nauczyć się samemu, bo początki przygody z językiem są całkiem przyjemne. Poziomi A2 można bez problemu  osiągnać ucząc się samemu w domu, wystarczy mieć dobry podręcznik, dlatego, że podstawy języka (nie wiem czy każdego, ale większości na pewno) nie są skomplikowane i jest to generalnie łatwo przyswajalna wiedza. Przeszkody, trudności, irytacja, chęć rzucenia wszystkiego  spalenia wszystkich podręczników zaczynają się przy okazji próby przeskoczenia na kolejne poziomy i wtedy warto zapisać się na kurs.

Ja podstaw języka niderlandzkiego nauczyłam się sama. Korzystałam z ksiązki Dutch for Self-Study(bardzo polecam, z tej serii są też podręczniki do nauki innych języków obcych)) i później kiedy poszłam zapisać się na kurs wylądowałam w grupie, która przygotowywałam się do poziomu B1. Kurs ważny jest o tyle, że pomaga nie tylko oswoić się z bardziej zaawansowaną gramatyką, regułami wyjątkami, ale przede wszystkim pozwala przełamać barierę komunikowania się, używnia języka obcego w praktyce.

Ja osbiście nie przepadam za kursami językowmi. Pomijając fakt, że najbardziej lubię uczyć się sama, to są jeszcze inne powody, które do kursów mnie trochę zniechęcają.

Po pierwsze, mimo, że grupa jest teoretycznie na tym samym poziomie to zawsze znajdzie się ktoś, kto nie tyle wolniej kojarzy, co po prostu albo aktywnie nie uczestniczy w kursie albo w ogóle nie uczy się w domu i w efekcie nie kojarzy prostych rzeczy wałkowanych już dziesiątki razy na poprzednich lekcjach i taki delikwent na kolejnej lekcji pyta się: “a dlaczego tak? a o co w tym chodzi?” Przez to traci się dużo czasu, bo nauczyciel raz jeszcze tłumaczy, a reszta siedzi i marnuje czas. (takie mam niestety doświadczenia) Kolejna sprawa, która zniechęca mnie do kursów to prowadzący; niestety rzadkością jest trafić na naprawdę dobrego nauczyciela, który potrafi na tyle zachęcająco, interesująco poprowadzić zajęcia, że nawet przychodząc na lekcję po 10 godzinach pracy masz motywację i chęć do aktywnego uczestniczenia w kursie zamisat pójścia do domu i walnięcia się na łóżko.

Poza tym ja nie lubię sztywnego prowadzenia zajęć, czyli  realizowania punktu po punkcie w podręczniku, a wielu prowadzących niestety tę metodę stosuje.

Metody poza kursem

 Jeżeli chodzi o mój sposób uczenia się jezyka to staram się zorganizować sobie wszystko w taki psosób, żeby nauka była przyjemnością, a nie męczarnią, bo czasem mimo, ze ma się wielkie chęci to siedzenie z nosem w podręczniku może demotywować nawet największego entuzjastę.

Poniżej kilka metod, które dla mnie okazały się być bardzo pomocne i sprawiły, że nauka języka nie opierała się na nudnym budowaniu zdań, wkuwaniu słówek i słuchaniu nudnych dialogów z podręczników

1. Co słuchać i co oglądać?

Popularne jest stwierdzenie, że oglądanie telewizji bardzo pomaga w nauce jezyka obcego. Ja telewizora wprawdzie nie posiadam, ale od czego jest internet. Od czasu do czasu lubię pooglądać, pośledzić popularnych vlogerów czy też obejrzeć różnego rodzaju tutoriale makijażowe, recenzje produktów, kosmetyków, relacje z podróży, z życia w innym kraju i tak dalej. Kiedy zaczęłam uczyć się niderlandzkiego przerzuciłam się na holenderskich youtuberów. Jest to dobra metoda, która pozwala osłuchać się z językiem potocznym, a przy okazji można nieraz dowiedzieć się różnych ciekawostek z różnych zakątków świata.

Oglądanie filmów też jest ciekawą formą nauki. Kiedy byłam na bezrobociu i miałam mnóstwo czasu dla siebie (to były piękne czasy) zaopatrzyłam się w kartę do kina Pathe Unlimited, która miesięcznie kosztowała mnie 19 euro, a jak sama nazwa wskazuje (unlimited) upowazniała ona do darmowego wstępu na wszystkie filmy, nawet na ten sam film kilkanaście razy. Przyjemne z pożytecznym.

Mam takie zboczenie, że lubię zasypiać kiedy coś gra mi za uchem. Może to być spokojna muzyka, ale też bardzo lubię zasypiać pzy audycjach radiowych. Dawno temu miałam problemy ze snem i nocami uwielbiałam słuchać radia, dziś problemy z zasypianiem są mi zupełnie obce, ale nawyk słuchania radia pozostał. I tak czasami lubię zasypiać słysząc gdzieś w tle nocne rozważania na tematy ważne i te mniej istotne. Ewnetulanie czasami włączałam jakieś audio ze słówkami i zapadałam w głęboki sen.

Niektórzy twierdzą, ze podczas snu można zapamiętywać i utrwalać zdobyte informacje więc jeśli komuś nie przeszkadzają dźwięki podczas zasypiania to nie zaszkodzi spróbować.

2.Boskie mini karteczki

Bardzo lubiłam używać mini karteczkek samoprzylepnych po to, żeby zapisaywać na nich różne nazwy przedmiotów i przyklejać je do konkretnych rzeczy w mieszkaniu, szczególnie słówka, których nie mogłam zapamiętać i wtedy za każdym razem kiedy zerkałam na jakąś rzecz miałam od razu jej niderlandzką nawzę (oczywiście szybko się ich pozbywałam jak tylko uznałam, że już nie potrzebuję się nimi posiłkować).

3.Opowiadanie mini historii

Pamiętacie historyjki z gum do żucia Donald? 😀 (ahh, gdzie te czasy i ten niezapomniany smak? ) no właśnie 🙂 warto w takie lub podobne historyjki się zaopatrzyć, może trochę bardziej rozbudowane i na głos próbować każdą historyjkę, każdy obrazek opowiedzieć. W czasie teraźniejszym a później w przeszłym. Bardzo polecam!

4.Czytanie

a) na temat, który nas interesuje

Czytanie bez wątpienia pomaga w nauce języka obcego, ale jest różnica między czytaniem durnych, nudnych tekstów z podręcznika, a czytaniem czegoś, co nas interesuje. Wiadomo, że znając język na poziomie podstawowym ciężko jest przebrnąć przez jakiś artykuł na konkretny temat, ale nie trzeba od razu sięgać po felietony i eseje. Przykładowo, jeżeli codziennie czytamy wiadomości spróbujmy czytać je w obcym języku (ja tak robiłam) Na początku te najkrótsze treści, a z czasem te bardziej rozbudowane. Nawet jeśli czytanie książki w obcym jezku nadal jest nie do przebrnięcia to skupmy się na krótszych formach. Czymkolwiek się interesujemy, czy też jakiejkolwiek informacji potrzebujemy (np. jedziemy na wakcje i chemy poczytać o miejscu, w którym spędzamy urlop) szukajmy jej w języku obcym. Czytanie na temat, który nas interesuje pozwala szybciej zapamiętać nowe słówka, bo kojarzą nam się właśnie z jakimś konkretntym artykułem, z konkretnym wydarzeniem.

b) czytanie książek dla dzieci

Jeżeli zaczyna się przygodę z językiem obcym to bardzo pomocne mogą okazać się książki dla dzieci. Są napisane prostym jezykiem, nie mają specjalnie długich treści więc są idealnym zestawem dla rozpoczynających naukę języka. Ja pamiętam, że czytałam popularną tutaj w Holandii serię książek “Jip en Janneke “.

5.Teksty piosenek

Nic nie zapamiętujemy z taką łatwością jak teksty piosenek, które lubimy. Dlatego ucząc się z piosenek języka to bardzo dobra metoda. Przetłumaczyć tekst, wypisać słówka, kórych się nie zna i przede wszystkim śpiewać za każdym razem kiedy słyszymy daną piosenkę (nieważne, że mamy okropny głos, bo w końcu robimy to w celach edukacyjnych) 😉 Jeśli chodzi o holenderską scenę muzyczną to niestety, ale nie jestem w stanie słuchać holenderskich hitów, dlatego podczas nauki języka niderlandzkiego tę metodę sobie odpuściłam.

Na koniec…

przyznam się, że nadal zdarza mi się czasem czegoś nie zrozumieć po niderlandzku, szczególnie jak rozmawiam z holenderskimi farmerami, bo oni mają swój specyficzny akcent, który dla mnie wicąż jest wyzwaniem, tak samo jeśli jestem w Belgii też bywa ciężko się z Belgami dogadać, bo mimo, że niby ten sam język to nieco inny akcent oraz czasami inne określenia tych samych rzeczy. Cóż, nawet po pięciu latach w Holandii język niderlandzki nadal potrafi mnie zawstydzić i zaskoczyć.

Jeśli macie jakieś ciekawe, sprawdzone metody na naukę jezyków obcych podzielcie się w komentarzach!

źródło obrazka: http://demotywatory.pl/2846696/Wszak-Polacy-nie-gesi

1 Comment

  • Inspiracje: nietypowe wyzwanie – malvibee 14 stycznia 2017 at 18:33

    […] zapisać się na kurs. W jednym z postów na blogu na temat moich metod nauki języków obcych (link) napisałam, że warto zapisać się na kurs, ale niekoniecznie od poziomu A0 gdyż uważam, że […]

    Reply

Dodaj komentarz