Tytułem wstępu, czyli po co w ogóle na koniec mapy?

 

Stambuł jest dla mnie zagadką. Na tyle intrygującą, że pomimo licznych wizyt ciągle mi tego miasta mało i ciąle odczuwam jakiś dziwny niedosyt i za każdym razem ciągnie mnie do coraz bardziej odległych od centrum miejsc. Interesuje mnie każdy zakątek tego miasta, nawet ten, który z punktu widzenia turystycznego jest kompletnie nieatrakcyjny, a ci co nie muszą to zazwyczaj w takie miejsca nie jeżdzą.

I chociaż wątpie, że widok Hagii Sophii czy Meczetu Sulejmana kiedykolwiek spowszednieje mi na tyle, że przejdę obok nich spoglądając w zupełnie innym kierunku, albo, że kiedykolwiek znudzi mi się siedzenie wieczorem na skałkach w dzielnicy Kadikoy i oglądanie zachodu słońca nad Bosforem, ale Stambuł to dla mnie nie tylko zapierające dech w piersiach widoki.

Stambuł jest dla mnie swego rodzaju labiryntem, w którym lubię się gubić. A nazywajac rzeczy po imieniu, to lubię po prostu wyszukać sobie na mapie Stambułu jakieś odległe miejsce, wsiąść w lokalny autobus i pojechać przed siebie.

Czasami się boję, szczególnie jak się zgubię albo jak w trakcie trasy uświadamiam sobie, że jadę przez jakieś lasy jakimś pustym mini busem, bez numeru, (tak było podczas wycieczki do wioski Riva, ale o tym w kolejnej części), ale strach to nie powód, żeby rezygnować z odkrywania nowych miejsc i oglądania pięknych widoków, nawet jeżeli znajdują się one gdzieś na końcu mapy.

Rumelifeneri

 

Wioska na przedmieściach Stambułu. Zlokalizowana w dzielnicy Sarıyer, po europejskiej stronie Bosforu, tuż u wybrzeża Morza Czarnego. Nawzę zawdzięcza znajdującej się tam latarni morskiej, Rumeli Feneri zbudowanej przez Francuzów w XIX wieku w celu usprawnienia nawigacji francuskich i brytyjskich statków wojennych podczas wojny krymskiej.

Można by powiedzieć: wioska jak każda inna: dojeżdza tam w ciągu dnia tylko jeden autobus- linia 150. Zgodnie z rozkładem, którego nie ma tam na przystnaku, kursuje on co pół godziny.

Swojskie klimaty widać na każdym kroku, czyli krowy wylegujące się na trawie, standardowe wiejskie gospodarstwa, grupka ludzi oblegająca budkę, którą nazywa się osiedlowym sklepem, dzieci bawiące się na ulicy. Niby nic nadzwyczajnego, ale…

Lararnia morska nie jest bynajmniej atrakcją tej wioski, bo zdecydowanie są to ruiny zamku Rumeli Feneri Kalesi, które na tle krystalicznie błękitnego Morza Czarnego prezentują się wręcz fenomenalnie, a jeżeli dodać jeszcze do tego ciszę i spokój tam panującą (łącznie ze mną kręciło się tam nie więcej niż siedem osób) to po prostu nie można wymarzyć sobie lepszego miejsca na ucieczkę od zatłoczonego Stambułu.

Wprawdzie to Wyspy Książęce znane są jako oaza dla zmęczonych miejskim zgiełkiem Stambulczyków i turystów, ale co z tego, skoro piszą o nich wszystkie przewodniki i nie jest do miejsce jedynie dla wtajemniczonych, a z racji tego, że łatwo tam dotrzeć (półtoragodzinna przeprawa promem z Kabatas, a z Bostanci jeszcze krócej) to wszyscy tam jadą, to znaczy płyną.

Nie mówię, że nie ma sensu popłynąć na Wyspy, bo zdecydowanie warto, ale jeżeli szuka się naprawdę ciszy i spokoju(szczególnie w okresie letnim), takiego miejsca, gdzie można pobyć samemu ze sobą, z dala od tłumów i hałasu, gdzie słychać jedynie szum błękitnych fal to Rumelifeneri jest zdecydowanie jednym z najlepszych miejsc na odpoczynek.

Rumeli Feneri Kalesi od razu wskoczyło na listę moich ulubionych miejsc. Cudwnie było siedzieć sobie w ruinach twierdzy, wsłuchiwać się w lekki szum fal i mieć ten nieziemski widok tylko dla siebie. Będę tam wracać.

Jak dojechać do Rumelifeneri?

 

Najwygodniej wsiąść w metro M2 (początkowa stacja- Yenikapı) i dojechać do stacji końcowej: Hacıosman, natępnie tam przesiąść się na autobus-linia 150 i jechać do ostatniego przystnaku: Rumeli Feneri. Czas podróży: około 1.5h.

PS nie popełniajcie moich błędów i nie wysiadajcie na przystnaku Rumeli Feneri Yolu, który znajduje sie w połowie drogi do tej cudownej oazy.

2 komentarze

  • peregrino 2 września 2017 at 21:54

    piękne zdjęcia .. morze wygląda zjawiskowo .. fajnie, że szukasz takich mniej znanych miejsc .. pieknie wyglądasz !

    Reply
    • Malwina Blicharz 2 września 2017 at 22:29

      Dziękuję! Bardzo lubię spacerować po ścieżkach niewydeptanych przez turystów. Pomimo że znalezienie i dotarcie do nich wymaga nieco więcej wysiłku i nieco więcej czasu to zdecydowanie warto się trochę bardziej wysilić i zainwestować czas, bo często mało popularne miejsca mogą nas mile zaskoczyć, a nawet w sobie rozkochać 🙂

      Reply

Leave a Comment