Wiecie co jest najsmutniejsze w powrotach do Polski?

Rozczarownie własnym krajem. To, że ludzie, którzy z entuzjazmem pakowali swoje walizki i wrócili do kraju, pełni energii i nowych pomysłów na życie, szybko ten entuzjazm gubią i wielu z nich ponownie pakuje walizki i wraca do miejsca, z którym tak niedawno żegnali się na zawsze.

Skąd ta niechęć i rozczarownie? -na podstawie moich doświadczeń i spostrzeżeń.

Nie trzeba mieszkać za granicą kilka lat. Nawet kilkumiesięczny pobyt potrafi totalnie zmienić punkt widzenia i sprawić, że spojrzy się inaczej na wiele wydawałoby się oczywistych spraw.

Chodzi głównie o jedną rzecz, wszystko bowiem kręci sie wokół jednego najistotniejszego punktu: punktu odniesienia. Ciężko jest dostrzec pewne cechy danej grupy, danego społeczeństwa, którego od zawsze jesteśmy członkami i nigdy nie wyszliśmy poza. Ciężko jest i to wcale nie dlatego, że jesteśmy kiepskimi i mało wnikliwymi obserwatorami rzeczywistości, ale dlatego, że nie mamy punktu odniesienia. Nie mamy porównania. Czasami po prostu trzeba wyjść i stanąć obok, żeby pewne rzeczy stały się jasne i zauważalne.

Nie wyobrażam sobie powrotu do Polski i rozpczęcia w Polsce nowego życia, chociaż gadam już o tym ciągle, że nie chcę już w Holadnii i chcę gdzieś indziej, ale nie do Polski. I utwierdzam się w tym przekonaniu jeszcze mocniej za każdym razem kiedy wpadam do Polski  z wizytą.

I wcale nie chodzi o zarobki, bo w gruncie rzeczy nie ma aż tak istotnej różnicy jeżeli porównamy ceny i koszty życia w obu krajach.

Siostra mojej mamy, kóra na początku lat osiemdziesiątych wyemigrowała do Australii opowiadała mi, że kiedy pierwszy raz odwiedziła Polskę po dwóch latach nieobecności pierwsze co najbardziej rzuciło jej się w oczy to obraz szarej i smutnej Polski.Można byłoby to wytłumaczyć faktem, że była wtedy w Polsce komuna i przez to Polska była zaniedbana, a ludzie zmęczeni chorym systemem.

Można byłoby tak to tłumaczyć tylko, że…

kiedy ja w 2011 roku wróciłam z Australii odniosłam dokładnie to samo wrażenie. Minęło przecież prawie trzydzieści lat, a ja wracając z Australii do Polski dostrzegłam dokładnie to samo co siostra mojej mamy w latach osiemdziesiątych- Polska jest szara i smutna, a przecież tyle się przez ten czas zmieniło. Zmieniło się niemalże wszystko z wyjątkiem jednej istotnej rzeczy.

Pamiętam, że moją głowę zajmowała wówczas jedna przwewodnia myśl: nie chcę tutaj zostać, pojadę gdziekolwiek, ale nie zostanę w Polsce.

Kiedy później po półrocznym pobycie w Holandii wracałam do Polski to już sama jazda busem w “doborowym towarzystwie” wywolała u mnie mdłości, szok i znowu ta obsesyjnie powracająca myśl, nie mogę tu zostać, bo chyba zwariuję. I te mdłości nie wynikały bynajmniej z faktu, że w Polsce są złe drogi i ciągłe podskakiwanie busa po wyboistych odcinkach mogło spowodować mini-rewolucję w moim żoładku. Problem był zupelnie innej natury. Problemem w Polsce są ludzie, ich mentalność i zachowania.

Nie chcę, aby ktokolwiek czuł się tutaj obrażony, bo nie wytykam nikomu wad indywidualnie, ale jako społeczeństwo mamy pewne negatywne cechy, które trochę bardzo zrażają i potrzeba pewnie jeszcze kilku pokoleń, żeby wykorzenić je z naszego zbiorowego umysłu.

Kiedy mieszkałam w Polsce nie przeszkadzało mi to, że ludzie są nieuprzejmi, opryskliwi, bardzo negatywni, szaro-smutni, obrażalscy, ksenofobiczni i nietolerancyjni. Że powietrze jest ciężkie i że unosi się atmosfera powszechnego pesymizmu, niezadowolenia i zawiści.(Kto ty jesteś? Polak mały, mały, zawistny i podły…”) Nie przeszkadzało mi to, bo byłam przyzwyczajona do faktu, że tak po prostu jest, bo tak było od zawsze i że to jest normalne.

Te zachowania przestają być postrzegane jako normalne dopiero wtedy kiedy pomieszka się w innym kraju. Wtedy wszystkie negatywne cechy polskiego społeczeństwa uderzają ze zdwojoną siłą.

Wracamy po krótszej czy dłuższej chwili nieobecności i nagle okazuje się, że Polska to nie jest ten kraj, za którym tęskniliśmy, w którym wyobrażaliśmy sobie nasze przyszłe życie. Nagle okazuje się, że jest diametralna róznica pomiędzy Polską, którą na jakiś czas zostawiliśmy, a Polską do której wracamy.

Co się w takim razie przez ten czas zmieniło?

Nasz punkt widzenia. Jakość i styl życia, standardy, sposób załatwiania pewnych spraw, sposób komunikowania się z innymi. Polska mentalnie twki jeszcze w czasach ciemnej komuny, gdzie wszyscy są podejrzani, nie warto się z nikim się spoufalać, nie warto być miłym i nie warto się uśmiechać, najlepiej wszyskto i szybko załatwia się przez znajomości, a urzędnicy traktują petentów jak intruzów, są wręcz oburzeni, że obywatel chciałby zasięgnąć rady lub, że chciałby uzyskać w urzędzie informacje na dany temat. Tak samo jest w sklepach, w szitalach(lekarz nakrzyczał na mnie, bo byłam u pacjenta w celu odwiedziń, a on akurat przyszeł na wizytację… no tak, a skąd ja mogłam to wiedzieć? Poza tym mógł przecież poinformować o tym kulturalnie) w autobusach, nieuprzejmi, opryskliwi kierowcy, panie kasjerki, które z wielkim grymasem, pretensją i niezadowoleniem podają towar i kasują zakupy. To są drobne rzeczy, które napotykamy w codziennych sytuacjach i które na dłuższą metę są wręcz nie do zniesienia.

Australijczycy są superuprzejmi i pomocni. Nawet w supermarkecie przy kasie traktują cię jak dobrego znajomego, pytają się jak się czujesz, jak ci mija dzień, powiedzą jakiś drobny komplement i zawsze, zawsze, bez wyjątku wszyscy się tam uśmiechają. Nawet ludzie przypadkowo spotkani, zaczepieni w biegu na ulicy kiedy pytasz o drogę szeroko się uśmiechają i starają się zawsze zrobić wszystko, żeby tylko pomóc. (pisałam też o gościnności i uprzejmości Turków-tutaj)

Holendrzy aż taką uprzejmością nie tryskają i nie zawsze traktują uśmiech jako niezbedny element relacji interpersonalnych na każdym poziomie, ale przynajmniej potrafią kulturalnie się zachować. A Polacy nie zawsze, niestety…

Bo wiecie jeżeli wchodzę na dworcu autobusowym w Warszawie do kasy biletowej i kiedy tylko przekrocze próg to pani zza kasy rzuca mi złowrogie spojrzenie i opryskliwie pyta z podniesionym tonem: “Co pani chce?” (serio!) Myślę sobie, że ta pani może zapomniała,, że wypadałoby zacząć od “dzień dobry” więc ja zaczęłam, ale bez odzewu, bo pani w kasie marzyła tylko o tym, żeby jebnąć mi ten bilet, zgarnąć za niego kasę i żebym się stamtąd wynosiła, bo nie dość, że ona musi siedzieć w pracy to jeszcze musi tą pracę wykonywać!

Nigdy, przenigdy nie spotkałam się w Holadnii z takim ani nawet w minimalnym stopniu podobnym zachowaniem. Chociaż Holendrzy mają dużo wad i też mogłabym skomponować całkiem długą listę przywar i ich złych, ciemnych stron, ale oni potrafią kulturalnie się zachowywać mimo wszystko. I są optymistami, a przynajmniej dobrze wychodzi im udawanie, ewentualnie nie afiszują się i nie pokazują ostentacyjnie na prawo i lewo tego, że mają zły dzień, że mają problemy osobiste. Trzymają fason.

Polacy zachowują się jakby do wszystkiego co robią w życiu zostali zmuszani, zachowują się jakby wiecznie było im źle i niewygodnie, jakby cały świat i wszyscy wokół ponosili winę za ich podły nastrój i życiowe niepowodzenia. Nie uśmiechają się, nie potrafią się wyluzować i spojrzeć na pewne sprawy z dystansem. I to widać na każdym kroku, szczególnie kiedy do Polski wraca się po dłuższym czasie nieobecności.

I to przeszkadza. Ten uderzający pesymizm, oziębłość, opryskliwość i wrogie, nieufne nastawienie do wszystkiego i do wszystkich. I ciężko wraca się do Polski kiedy już odwyczailiśmy się od takich negatywnych zachowań, albo przynajmniej zobaczyliśmy, że gdzieś indziej ludzie są zupełni inni. I kiedy w końcu doświadczymy tego, że dużo łatwiej i przyjemniej funkcjonuje się w społeczeństwie, które jest bardziej otwarte, wsród ludzi, którzy są uprzejmi, pozytywni i uśmiechnięci to ciężko przestawić się na polski tryb funkcjonowania.

Na zakończenie

To, co czyni wyjątkowym i przyjaznym dane miejsce to nie tylko architektura, krajobrazy, standard życia, czyste środowisko, lokalna kuchnia, kultura ale także ludzie, którzy są integralną częścią danego miesjca i to miejsce tworzą, to właśnie z ludźmi wchodzimy w interakcje, dlatego ich zachowania, to w jaki sposób traktują i odnoszą się do siebie wzajemnie i do innych ma spory wpływ na to jak postrzegamy dane miesjce jako całość.

Poza tym sami z sobą czujemy się dużo lepiej, mamy lepszy humor i samopoczucie kiedy jesteśmy dla innych uprzejmi, mili, kiedy więcej się uśmiechamy.

Uprzejmość nic nie kosztuje, warto ją praktykować, jeżeli już nie dla innych to przynajmniej  dla siebie, dla własnego lepszego samopoczucia.

7 komentarzy

  • peregrino 28 lutego 2017 at 01:45

    przeczytałem z ciekawością . bo choć jestem już na emigracji 27 lat to nadal czuję bardzo silną wieź z krajem ojczystym i zamierzam tam zamieszkać choć na kilka miesięcy w roku ..

    to prawda, że zmiany wśród ludzi następują trudniej niż w architekturze czy infrastrukturze .. a jednak jestem optymistą .. prawdę mówiąc nie widzę jakieś większej róznicy w porównaniu z Niemcami czy Czechami czy Slowakami … kultura anglo jest nieco inna to prawda, że uśmiech i ‚small talk’ są tutaj normalką ..ale czy jest to coś więcej niż rutyna to trudno być pewnym .. niemniej to miłe nawet jeśli to rutyna .. być może wynika to z szacunku do każdego czlowieka czy to jest sprzątacz kasjer czy dyrektor czegoś tam .. może to jeszcze taki trochę etos protestancki .. bo tradycja katolicka to hierarchia raczej pomiatanie maluczkimi czyli zupełnie na opak niż przesłanie Biblii

    mimo wszystko jestem w Polsce zazwyczaj 3 razy w roku i widzę wiele zmian na lepsze także w sprawie uprzejmości i zwyczajnego uśmiechu .. może po prostu tak mam .. jestem weganinem i zaglądam do miejsc wegańskich w Polsce i zawsze tam miło i jest uśmiech u obsługi i miło zagadnąć … kiedy jestem w Polsce zachowuję się tak samo jak w Stanach ,, mówię dzień dobry i uśmiecham się .. wierzę, że bardzo często pozytywna energia wraca .. nawet w urzędzie dzielnicowym :^) czy w kasie PKP …czasem nie ale nie koniecznie trzeba się tym zniechęcać .. moje impresje opisałem rok temu tutaj a już za 3 tygodnie będę ponownie :^)

    http://peregrino-pl.blogspot.com/2016/04/cztery-impresje-kwietniowe-z-polski.html

    Reply
    • malvibee 28 lutego 2017 at 06:50

      Bardzo ciekawe spostrzeżenie, jeśli chodzi o tradycję religijne. Z pewnością ma to również wpływ na mentalność i zachowania. Bywam w Polsce niezbyt często, zazwyczaj raz w roku i niestety ciągle napotykam nieprzyjemne sytuacje wyżej opisane, ale cieszę się, że wszystko zmienia się w dobrym , pozytywnym kierunku. Wierzę w to, że jest to kwestia czasu ( kilku pokoleń?) kiedy uprzejmość i życzliwość wejdzie nam na dobre w krew i będzie czymś zupełnie naturalnym i oczywistym tak jak właśnie w Stanach czy Australii. Pozdrawiam!

      Reply
      • peregrino 3 marca 2017 at 05:33

        wierzę, że tak będzie za jakiś czas choć różnice kulturowe pozostaną .. może to i dobrze bo przecież świat byłby zbyt monotonny inaczej :^) .. wiele dobrych fal :^)

        Reply
  • novincza 8 marca 2017 at 13:47

    Mam podobne refleksje, ale sama staram się być tym nieprzyzwoicie miłym człowiekiem, który uśmiechnie się do pani kasjerki i powie jej, że ma fantastyczny tatuaż. Wiele się zmienia! Ale do tego ludzie muszą podróżować, widzieć jak się żyje gdzieś indziej, wiedzieć, że można inaczej. Jednak od niedawna jesteśmy wolni i trzeba na ten nasz kraj patrzeć jak na rozwijające się dziecko. Ja mu wiele wybaczam, bo dla mnie las nigdzie nie pachnie jak tu. Uwielbiam język polski. Uwielbiam nasze kwiaty, rzeki, jeziora. Niezagospodarowane, dzikie, piękne. Ale rozumiem o czym tu piszesz. Mimo wszystko Polska nie jest szara, smutna i wredna. Jest zmęczona niewolą. Ale z roku na rok co raz bardziej wstaje z kolan. Poradzi sobie. A wrócić na gotowe… co to za wyczyn? 🙂

    Reply
  • aga31chuen 11 marca 2017 at 16:56

    Przeczytalam komentarze i musze powiedziec, ze wielu z was to osoby pozytywne.
    Jesli chodzi o Polakow to czeka rodakow duza transformacja jesli chodzi o mentalnosc. Podrozowanie nie zalatwia sprawy bo jesli nie nastapi wewnetrzna przemiana to wlasciwie sie nic nie zmieni. Polacy sa dotknieci pokoleniowa karma….dlatego uplynie wiele czasu zanim mentalnosc ulegnie zmianie.
    Czego wszystkim serdecznie zycze. Ja osobiscie kocham Polske, ale tylko na wakacjach. Wrocic na stale do Polski…. nie to nie dla mnie, na obczyznie juz 20 lat dlatego nie wyobrazam sobie zycia w Polsce na stale
    Pozdrawiam,

    Reply
  • Smutna prawda :( Powrót z Emigracjii – Site Title 3 maja 2017 at 07:04

    […] via Najtrudniejsze są powroty. O powrocie z emigracji i wadach Polaków. — malvibee […]

    Reply
  • Emigracja to mój styl życia, czyli dlaczego boję się wrócić do Polski? - malvibee 1 października 2017 at 16:33

    […] opryskliwych rodaków. Pisałam o tym nawet w poście „Najtrudniejsze są powroty”(link) Prawdą jest, że przywoływanie takich obrazów zniechęca do powrotu do kraju, ale prawdą jest […]

    Reply

Leave a Comment