Najlepszą i zarazem najgorszą rzeczą jeśli chodzi o Anadolufeneri jest odległość. Najlepszą, bo znajduje się dosłownie na końcu (albo na początku, zależy od punktu widzenia) 😉 mapy Stambułu, po azjatyckiej stronie miasta w dzielnicy Beykoz, tuż nad Morzem Czarnym. Jeśli pamiętacie mój wpis o Rumelifeneri, to anatolijska latarnia morska znajduje się dokałdnie na przeciwko. Odkryłam to miesjce kilka dni temu i bezkonkurencyjnie okrzynęłam je na InstaStory moim numerem jeden jeśli chodzi o stambulskie miejsca.

Na pierwszym planie Anadolufeneri, ale jak się dobrze przyjrzycie to po drugiej stronie Bosforu widać też Rumelifeneri

Jednym z moich ulubionych powiedzeń jest:

“Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach.”

I właśnie tak było w przypadku Anadolufeneri. Widok od strony latarni morskiej na Bosfor i trzeci Most Bosforski jest całkiem uroczy, ale kiedy udałam się w przeciwnym kierunku i oddaliłam się kilkadziesiąt metrów od domów i przeszłam przez zarośnięte pola, moim oczom ukazała się oaza spokoju. Cudowne skaliste wybrzeże i błękit Morza Czarnego. Byłam tam zupełnie sama, wsłuchiwałam się w szum fal i śpiew ptaków i siedziałam tam dobrych kilka godzin, sama ze sobą. Patrzyłam i nie mogłam oderwać wzroku od tego wyjątkowego piękna natury. Dawno nie czułam się tak dobrze i dawno nie czułam się tak wolna. Może właśnie dlatego, że miałam to szczęście, że nie było tam dosłownie nikogo. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mi tego brakowało. To był dzień idealny, w tak bajkowym miejscu, nikt i nic nie wokół nie zakłócało tej wyjątkowej ciszy, którą niestety w dzisiejszym świecie rzadko mamy okazję się rozkoszować.

Nie chciałam stamtąd iść, ale niestety nie mogłam siedzieć tam w nieskończoność zwłaszcza, że chciałam wrócić zanim zrobi się ciemno. Wiedziałam, że będę tęsknić za tym miejscem zanim jeszcze je opuściłam.

Ledwo tylko dotarłam do pierwszego domu, a już na drodze przywitał mnie duży pies.

I tutaj z bajkowego świata wracamy do rzeczywistości i do negatywnego aspektu jeśli chodzi o lokalizację mojego ukochanego miejsca.

Anadolufeneri to wioska na przedmieściach Stambułu. Żeby tam dojechać z Kadikoy, trzeba spędzić ponad dwie godziny w autobusach. Ale to jeszcze nawet nie jest taka tragedia. Dużo większą tragedią dla mnie jest fakt, że jak to na wsiach bywa, po ulicach pląta się cała masa bezpańskich psów, często nieszczepionych. Ogólnie w Stambule pląta się dużo psów po ulicach, ale na przedmieściach jest ich znacznie więcej. O ile w mieście wcale nie zwracam na nie uwagi, to na wsiach wydają się być jakoś bardziej groźne. A ja niestety dużych psów się boję.

Kiedy więc na mojej drodze stanął całkiem duży pies zrobiło mi się słabo, chociaż udawałam, że w ogóle go nie widzę i starałam się na spokojnie, na luzie po prostu obok niego przejść. Udało mi się.

Kiedy znalazłam się w centrum wsi (hahaah jak to brzmi) tuż pod osiedlowym sklepem akurat coś rozzłościło jednego z wylegujących się tam psów i pełen agresji zaczął warczeć i szczekać, a wraz z nim cała reszta, czyli zbiegło się conajmniej z 8 dużych psów. Nie wiedząc w którą stronę uciekać, weszłam na werandę jakieś rudery, która nazywała się barem/restauracją?, gdzie siedziało kilku Turków w emerytalnym wieku popijając herbatkę, a tuż przy wejściu do rzekomej restauracji leżał… duży pies. Na szcześćie tylko leniwie na mnie spojrzał i totalnie mnie zignorował. Poczekałam tam kilka minut, w końcu ktoś rozgonił bandę rozjuszonych czworonogów usiadłam na przystanku i nieciepliwie czekałam na autobus, bo oczywiście oprócz mnie i jakichś dwóch innych pasażerów, towarzystwa dotrzymywały nam dwa całkiem duże psy…

To właśnie tutaj schroniłam się przed rozjuszonymi psami 🙂

 

Gdyby to cudne miesjce znajowało się bliżej cenralnej cześci Stambułu, być może straciło by swój urok i zostałoby zalane nie tylko falą turystów, ale też samych Stambulczyków. A powiem Wam, że nawet Stambulczycy się dziwią jak mówię im, że byłam na wycieczce w wiosce Riva czy właśnie w Anadolufeneri, bo oni sami tam nie jeżdżą. Ale dzięki temu jest duża szansa, że to cudo natury nie zostanie zadeptane przez masy, a mi w związku z tym nie pozostaje nic inngo jak tylko wyleczyć się z kynofobii. 😉

No Comments

Dodaj komentarz