Kiedy zaczynałam przygodę z podróżowaniem i nie miałam o niczym bladego pojęcia, przyczepienie się do innych było dla mnie jedyną opcją ruszenia się z miejsca. Później, kiedy zobaczyłam “jak to się robi”, szybko uznałam, że sama zorganizuję sobie podróż znaczenie lepiej. Po swojemu, tylko według mojego planu. Tak jak mi się podoba. Od tamtego momentu zdarzyło mi się chyba tylko raz pojechać na tygodniowy wypad ze znajomymi, ale najwyraźniej tylko po to, żeby przypomnieć sobie, że grupowe podróże zdecydowanie nie są dla mnie.

Czasami ludzie pytają mnie czy mi się samej nie nudzi i z kim dzielę najlepsze momenty, kiedy jestem w nowym miejscu, które mnie urzekło i zachwyciło, jak ja w ogóle przeżywam wtedy takie chwile sama?

Odpowiadam: NORMALNIE. Zachwycam się, gapię się z niedowierzaniem, fotografuję i cholernie się cieszę, że mam okazję zobaczyć na własne oczy takie cuda.

Co mnie najbardziej irytuje w niesamotnym podróżowaniu?

Podróżowanie w parach czy w grupie to nie tylko wspólne wspomnienia, wspólne przeżywanie wyjątkowych chwil, ale to także wzajemne oczekiwania i kompromisy. Decydując się na podróż z drugą osobą nie da się totalnie zignorować jej potrzeb. Zawsze jest tak, że w jakimś stopniu trzeba się dostosować do tej drugiej osoby(osób), a przynajmniej wziąć pod uwagę jej preferencje nie tylko w zakresie samego zwiedzania, ale także jeśli chodzi o budżet czy jedzenie.

Ja tutaj mam prostą zasadę: moja podróż, moje wakacje, mój urlop to jest mój wolny czas, w którym ja chcę robić tylko to, na co mam ochotę. Lubię mieć tę niezależność i wolność, że mogę dysponować moim czasem tak jak mi się tylko podoba i nikomu nie muszę się z niczego tłumaczyć.

Jeżeli mam ochotę spać do 12 to śpię, jeżeli zaplanuję sobie na następny dzień wycieczkę do pobliskiej wioski, ale rano uznam, że wolę dłużej pospać i pojechać późniejszym autobusem albo pojechać w inny dzień to nie muszę nikomu tego wyjaśniać, ewentualnie zmuszać się do wstania z łóżka kiedy po prostu mi się nie chce. Jeżeli nagle uznam, że mam ochotę spędzić w muzeum cały dzień to nie muszę oglądać się na drugą osobę, która po godzinie jest gotowa i czeka niecieprliwie przy wyjściu i mówi mi, że dziś w planie mamy jeszcze 5 innych miejsc i nie mamy czasu na kontemplację nad jakimś tam dziełem sztuki. Jeżeli na obiad chcę zjeść pizzę to jem pizzę i nie muszę tłumaczyć się nikomu dlaczego przepłacam skoro mogę zjeść za 2 euro w lokalnej knajpie ryż z warzywami, którego notabene, po trzech tygodniach serwowania na obiad i kolację mam po prostu dość. Tak samo jak nie muszę dzielić pokoju z innymi osobami, bo tak jest taniej, no a skoro podróżujemy razem i możemy na noclegu zaoszczędzić więc po co mamy przepłacać. I tak dalej…

Wiem, że wcale nie musi to wyglądać tak restrykcyjnie i dramatycznie, wiem, że pewne rzeczy można z góry ustalić i w miarę pokojowo się dogadać jak mniej więcej zorganizować sobie wspólny czas i że przecież nie trzeba ciągle wszędzie chodzić razem i cały czas ze sobą przebywać.

Na pewno kluczowa jest tutaj kwestia dobrego dopasowania się. Tego, żeby podróżować z kimś kto ma podobne podejście do tematu, kto nie będzie czuł się w żaden sposób urażony, że masz ochotę na samotność i nie chce ci się wdawać w żadne dyskusje ani nie chce ci się dziś namiętnie odkrywać pobliskiej okolicy.

Teoretycznie tak, ale w praktyce wygląda to jednak nieco inaczej i uważam, że nawet z idealnym towarzyszem podróży nie zawsze da się uniknąć konfliktów i nieporozumień (tak samo jak w życiu) i nie da się tak olać drugiej osoby i powiedzieć:

“idę sama a ty rób co chcesz, spotkamy się wieczorem.”

Ja miałabym wyrzuty sumienia, gdybym pojechała z kimś, ale przez większość czasu włóczyłabym się sama, jadłabym sama obiad i w ogóle spędzałabym mało czasu z tą drugą osobą. Cały sens wspólnego podróżowania, według mnie, polega na tym, żeby właśnie spędzać ten czas w podróży razem, bo jeśli nie o to chodzi to lepiej jechać samemu i nie prowokować konfliktów.

Nie chcę, żeby ktoś odebrał te argumenty jako moje przekonanie, że podróżowanie z drugą osobą jest tylko złe i wyczerpujące, bo ma też sporo plusów, jednak u mnie minusy takiego rozwiązania zdecydowanie przeważają.

Dlaczego mnie to wszystko tak męczy?

Wynika to chyba z mojej natury introwertyka. Lubię być sama. Absolutnie nie mam problemu ze spędzaniem czasu sama ze sobą. Nie potrzebuję wokół setek znajomych, z którymi codziennie wisiałabym na telefonie i relacjonowała na bieżąco wydarzenia dnia. Ja właściwie to nawet nie lubię jak ktoś kręci się obok mnie non-stop. (wiem, brzmi to trochę psychopatycznie) 😀 Nieustanne przebywanie z kimś przez dłuższy okres czasu, szczególnie w podróży jest dla mnie po prostu męczące. Lubię mieć swój własny rytm niczym niezakłócony i to też przekłada się na podróże. Jestem trochę jak ten przysłowiowy kot, który chodzi własnymi ścieżkami.

Czasami jednak…

miewam momenty kiedy myślę sobie, że fajnie byłoby wieczorem napić się z kimś wina albo po prostu gdzieś wyjść. Na szczęście takie myśli przychodzą do mnie nadzwyczaj rzadko, bo każdy mój dzień w podróży jest na tyle intensywny, że jedyne o czym wieczorem marzę to wygodne łóżko.

Dobranoc. 

No Comments

Leave a Comment