Nowoczesne formy niewolnictwa

Panujący od kilku dobrych lat światowy kryzys gospodarczy, a raczej nieustanne mówienie o panującym kryzysie, powoduje u wielu ludzi paraliżujący strach przed utratą pracy. Na tyle paraliżujący, że niekórym kompletnie wyłącza się myślenie, a to niestety powoduje, że często płacą za to wysoką cenę.

Kilka miesięcy temu znajoma miała wypadek w pracy. Maszyna mocno uszkodziła jej nadgarstek. W obawie przed zwolnieniem, poszła na ugodę z pracodawcą. Nie odważyła się zeznać, że wypadek zdarzył się w miejscu pracy, a ona sama nie stosując się do zaleceń lekarza, zamiast podjąć się regularnych wizyt u fizjoterapeuty, wróciła do pracy. A jak to w pracach produkcyjnych bywa ręce pracują nieustannie. Po kilku tygodniach niedoleczony, przesilony nadgarstek dał o sobie przypomnieć. Ale co tam, to tylko lekki ból. Da się wytrzymać jeszcze kilka lat…

Znam mnóstwo przypadków czy to w Holandii, w Polsce, w Anglii, w Niemczech, gdzie ludzie na własne życzenie godzą się pracować za głodowe stawki, na hasło “obowiązkowe nadgodziny” wszyscy posłusznie zostają w pracy, często nawet w ramach wolontariatu czy też “ku chwale ojczyzny”. Później jedynie podpiszą, że otrzymali odpowiednie wynagrodzenie “adekwatne” do ilości przepracowanych godzin. Najważniejsze, żeby pracodawcy zgadzały się cyferki w papierach.

Słyszałam o setkach przypadków w Polsce, gdzie pracownicy fizyczni pracujący gdzieś w delegacji mają katastrofalne warunki mieszkaniowe. Obskurne, zagrzybiałe hotele robotnicze, kampingi, pruchniejące drewniane chaty, gdzie zazwyczaj lokowani są po kilka osób w ciasnym pokoju. Niektórzy muszą zadowolić się spaniem na podłodze. Za granicą też nie wygląda to lepiej. Polacy zatrudnieni przez tymczaswe agencje pracy lokowani są w przeludnionych mieszkaniach, domkach letniskowych bez ogrzewania, za które agencja ściąga z ich marnego wynagrodzenia niemałe kwoty.

Kilka lat temu jedna z holenderskich telewizji (NOS) pokazała reportaż na temat polskich pracowników sezonowych zatrudnionionych przez polskie agencje pracy w szklarniach, sortowniach, produkcjach. Pracujący po kilkanaście godzin, na kontraktach podpisywanych w Polsce, które niezgodne były z holenderkskim prawem pracy. Jedna z bohaterek reportażu płakała, że podpisywała w ciemno, bo kontrakt był tylko po holendersku a ona ani słowa w tym języku nie zna. Holenderska telewizja okresliła to jako “nowoczesne formy niewolnictwa”

Przeraża mnie to jakim kosztem ludzie kurczowo trzymają się swojej pracy. Wiem, że mają zaciągnięte kredyty, że muszą utrzymywać rodziny, że nie mogą wylądować na bruku i przy tym wmawiają sobie, że muszą siedzieć cicho, bo innej pracy nie znajdą. Z takim nastawieniem nie mam żadnych wąpliwości co do ich kolejnych porażek na rynku pracy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest łatwo znaleźć pracę ludziom bez konkretnych kwalifikacji, umiejętności. Rozumiem, że trudna sytuacja finansowa zmusza czasem do emigracji zarobkowej czy też do schowania ambicji do kieszeni i wykonywania pracy poniżej swoich kwalifikacji.

Problem jednak polega na tym, że zdesperowani ludzie godzą się na pomiatanie sobą, na niegodziwe warunki pracy czy mieszkania. Będą narzekać, płakać po kątach, okropnie się z tym czuć, ale przy tym mocno zaciskać zęby w obsesyjnej obawie przed wylądowaniem na bruku. Jeszcze gorsze jest to, że takie sytuacje nie zawsze dotyczą ludzi wykonujących proste, niskopłatne prace fizyczne. Znam osoby, po studiach, więc rzekomo wykształcone, którym wydaje się nie przeszkadzać fakt że pracują po godzinach za darmo( przy tym wcale nie mówią, że kochają swoją pracę).

Przyznam szczerze, że naprawdę ciężko mi zrozumieć to, że zarówno młodzi jak i nieco starsi (mądrzejsi doświadczeniem?) harują od rana do nocy kompletnie nieświadomi swoich praw. A przecież nie żyjemy w dżungli bezprawia i istnieje coś takiego jak prawo pracy.

Kasa kasą, ale nie żyjemy zamkniętym świecie i w dobie tak łatwego dostępu do informacji warto się zainteresować swoimi prawami. Tutaj chodzi tylko o zadbanie o własny interes. Zasada jest prosta: każdy dostaje w życiu tyle, ile jest w stanie dla siebie wywalczyć. Nikt nie da ci więcej jeżeli się o to nie upomnisz. Jeżeli dasz sobie wejść na głowę, to cię zdeptają. Jeżeli pozwolisz sobą manipulować i pomiatać, nikt nie będzie analizował tego czy tak wypda i czy to jest moralne. Może i to brzmi brutalnie, ale takie są realia.

Jeżeli pozwalasz na traktowanie siebie w sposób ubliżający twojej godności, świadczy to poniekąd o braku szacunku dla samego siebie, bo pozwalasz innym, żeby za marne grosze (nawet za sporą kasę nie warto) pomiatali tobą, a ty tańczysz jak ci zagrają i przez to akceptujesz bycie niewolnikiem w czasach, kiedy nikt i nic cię do niczego nie zmusza.

2 komentarze

  • Kill Bill 12 listopada 2015 at 12:11

    Kiedyś pracowałem w fabryce w której bylo pełno dymu, bo wszędzie było spawanie, ale wiesz co? Tym ludziom to nie przeszkadzało. Mogli szukać innej pracy, ale im po prostu nie zależy na własnym zdrowiu, a gdy za wiele lat będą ponosić konsekwencje, to będzie rozumowanie “jestem chory, bo jestem stary”. Ja wytrzymałem tam 3 dni.

    Reply
    • malvibee 12 listopada 2015 at 12:23

      znam ludzi, ktorzy pracuja w fabryce klejow i codziennie wdychaja unoszacy sie w powietrzu smrod. Mimo, ze maja swiadomosc, ze to jest szkodliwe i nawet sama firma udzielala im informacji na temat zagrozenia jakie moze powodowac dlugoterminowa praca w takim miejscu w ogole wydaja sie nie byc zainteresowani. Najwazniejsze przeciez, ze maja prace. Niewazne jaka, niewazne gdzie i jakim kosztem…

      Reply

Dodaj komentarz