Uzależniłam się od pestek słonecznika w Turcji. Zanim tam trafiłam, ostatnie wspomnienia jeśli chodzi o nałogowe podjadanie tych szybko uzależniających ziarenek mam z dzieciństwa, kiedy zrywaliśmy dojrzałe słoneczniki u dziadka na działce i podczas sierpniowych wieczorów, siedząc przed domem, zajadaliśmy je przy zachodzie słońca.

W Turcji pestki słonecznika to nieodłączny element każdej posiadówki i pogadanki. Gdziekolwiek. Wokół ławek chodniki wyścielane są łupinkami słonecznika, tak jak w każdym miejscu, w którym można usiąść. I tak właśnie podpatrzyłam u Turków ten nałóg i sama się w to wciągnęłam.

Nie wyobrażam sobie czekania na zachód słońca nad Bosforem bez słonecznika i cytrynowej wody, która smakiem trochę przypomina mi polską oranżadę.

W słonecznik zaopatruję się zazwyczaj w pobliskim kiosku w drodze na skałki. Nie ma według mnie lepszego miejsca w Stambule na oglądanie zachodu słońca niż skałki w dzielnicy Kadikoy. Z resztą to one są jednym z powodów, dla których przez kilka ostatnich pobytów zatrzymuję się właśnie po azjatyckiej stronie miasta.

Jest około 18:30. Słońce już powoli schodzi coraz niżej, jednak nadal jest dość intensywne. Jeszcze zbyt wcześnie na powalające zdjęcia. Mijam niewielką grupkę młodych chłopaków, którzy w rytm tureckiej muzyki tańczą trzymając się za ręce (nie wiem jak ten taniec się nazywa, jeśli ma nawzę i jeśli ją znacie to dajcie znać w komentarzach). Wokół nich powoli zaczynają gromadzić się tłumy, niektórzy przyłączają się do tańca.

Na skałkach jak zwykle dużo par, grupy znajomych i kilku fotografów czekających na zapierające dech w piersiach widoki. Jestem chyba jedyną osobą, która przychodzi tam sama, bez żadnego towarzystwa. Czasami Turcy próbują do mnie zagadać, ale bariera językowa jest nie do przeskoczenia; zazwyczaj ich znajomość angielskiego można porównać z moją znajomością tureckiego. Z resztą zazwyczaj nie mam ochoty z nikim wdawać się w rozmowy. Lubię włóczyć się sama i zdecydowanie wolę sama oglądać stambulskie zachody słońca niż dzielić je z przypadkowymi towarzyszami podróży.

19:30. Słońce przybrało ciemnopomarańczową barwę, rzucając delikatne światło na spokojne wody Bosforu. Błękitny meczet i Hagia Sophia prezentują się na tle ciemnopomarańczowego nieba olśniewająco, a dodatkowo uroku dodają im przpeływające co jakiś czas promy i zataczające kręgi ptaki.

To jest ten krótki moment, kiedy wszyscy pstrykają setki zdjęć i pozują. Słońce w ciągu kilku minut zniknie z pola widzenia.

Też robię kilkanaście zdjęć. Co z tego, że widziałam już tyle razy zachody słońca nad Bosforem i tak za każdym razem je forografuję, bo każdy zachód słońca tak samo jak każdy dzień-jest wyjątkowy.

Koniec przedstawienia. Słońce schowało się za horyzontem. Wracam do miejsca, w którym rozkręcała się godzinę temu dobra zabawa. To zaledwie kilkaset metrów od skałek. Tuż przy przystanku gdzie odpływają promy do Besiktas.

Taniec trwa w najlepsze, zrobiło się całkiem tłoczno. Jakiś starszy pan krzyczy, że można kupić u niego herbatę, jakieś dziecko pląta się między tłumem próbując sprzedać kilka półitrowych butelek wody. Inne z kolei prosi o kupienie paczki chusteczek higienicznych.

Ale w tym momencie, wszystko co dzieje się pół metra ode mnie wydaje się być echem z odległych stron.

Nie minęło nawet 10 minut od zachodu. Nic nie zapowiadało tej obłędnej gry kolorów. Stambulskie niebo powaliło mnie na kolana intensywnością barw.

Gapię się i nie mogę oderwać wzroku. Piękno i magia tego wieczoru totalnie mnie pochłonęły.

Całe to przedstawienie zmieniających się kolorów trwało chyba niecałe 20 minut.

Ten kilkunastominutowy spektakl był zdecydowanie jednym z najpiękniejszych obrazów jakie kiedykolwiek widziałam.

Kiedy obejrzałam się za siebie uliczna impreza trwała w najlepsze. Roztańczeni Stambulczycy z entuzjazmem przyłączali się do zabawy tworząc coraz szerszy krąg.

Zazwyczaj nie włóczę się późnymi wieczorami po mieście, jednak w takich momentach, kiedy czuję ten ogromny przypływ pozytywnej energii, kiedy czuję, że jestem we właściwym miejscu, kiedy czuję się jak w domu-zostaję.

Uwielbiam te stambulskie wieczory na Kadikoy.

Tak właśnie chcę kończyć każdy dzień.

23.08.2017

No Comments

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.