18 lipiec 2018

 

Jednak w Stambule nie ma upałów”- pierwsza myśl, która nasuwa mi się tuż po wyjściu z lotniska w Antalyi. Uderza mnie fala gorąca.

Czuje się jakbym weszła w sam ogień. Jest ponad 40 stopni. Krople potu spływają mi po całym ciele. Po 20 minutach błąkania się przed halą przylotów, zadawania dziesiątek pytań o mój hotel, o którym jak na złość nikt nie słyszał, w końcu kierowca HavaBus (który niestety, w przeciwieństwie do innych Havabusów w innych tureckich miastach, nie jedzie przez centrum Antalyi) wskazuje mi linię 600, która zawiedzie mnie do centrum.

Kierowca linii 600 oczywiście nie zna ani jednego słowa po angielsku. Pokazuję mu adres i składam chyba mało sensowne zdanie po turecku,  a on, cokolwiek bym nie powiedziała, odpowiada za każdym razem „haraszo”

„haraszo….”

 

„haraszo…”

 

Patrzę na niego i jakakolwiek bym nie próbowała nie potrafię ukryć narastającej we mnie złości. „K***a, przecież ten koleś w ogóle nie ma pojęcia o czym ja do niego gadam”. Odpalam google translate i niemalże krzyczę prosto w twarz kierowcy:

-Şehir merkezinde çıkmak istiyorum!

Kierowca wbił we mnie wzrok i patrzy jakbym miała jakiś obłęd w oczach. Może mam, nie wiem, w każdym razie jestem zmęczona, nie wiem kompletnie gdzie jadę, jest mi cholernie gorąco i nie chce mi się marnować czasu na jeżdżenie po Antalyi bez celu.

W końcu jakaś starsza Turczynka siedząca obok mówi, że da mi znać kiedy mam wysiąść. To znaczy powiedziała coś do mnie po turecku, ale jej gestykulacja dała mi do zrozumienia, że powie mi, który to mój przystanek.

Antalya w niczym nie przypomina tureckich miast, które dotychczas odwiedziłam. Jest bardzo zadbana, czysta.. Zupełnie inna niż sobie wyobrażałam.  Nie wiem czemu, ale od razu skojarzyła mi się z Australią. Może to przez te wszechobecne palmy, albo ten niewyobrażalny upał.

Po ulicach pląta się cała masa turystów, co chwila obija mi się o uszy rosyjski. Piękne Rosjanki w skąpych strojach spacerują po ulicach jak po wybiegu. Już teraz wiem skąd wzięło się to powiedzenie, że Turcy przyjeżdżają do Antalyi poszukać sobie pięknej żony.

Zachwycam się Morzem Śródziemnym i ledwo widocznymi ze względu na ciężkie powietrze górami jakbym po widziała morze po raz pierwszy w życiu. Spaceruję promenadą i czuję jak lato uderza mi do głowy. Czuję się jakbym pierwszy raz w życiu była na wakacjach. Chyba dlatego, że nigdy wcześniej nie byłam w tak typowo wakacyjnym miejscu. W końcu Antalya to stolica tureckiej riwiery.

Wakacyjny nastrój mija w momencie powrotu do hotelu.

Zarezerwowałam chyba najtańszy hotel w całej Antalyi i  byłam tym faktem niezmiernie usatysfakcjonowania dopóki padnięta nie położyłam się do łóżka. Już wiem, że do Stambułu wrócę poobijana, zmęczona i niewyspana.  Chyba jeszcze nigdy nie spałam na materacu, którego sprężyny niemalże wbijają mi się w ciało. Do tego klimatyzacja w pokoju chodzi głośniej niż piła motorowa więc nie ma nawet mowy o znośnej temperaturze. Z dodatkowych hotelowych atrakcji pod wpływem pary spadł drążek wraz z prysznicową zasłoną a ściany są cieńsze niż tektura i właściwie słychać każdy jeden ruch sąsiada z pokoju obok.

Ze snu wybudzają mnie jakieś krzyki. Zerkam na telefon. 01.34. „Zaraz się uspokoją i sobie pójdą”.-tłumaczę sobie, przewracam się na drugi bok i wkładam stopery do uszu. Niestety kobieta krzyczy z każdą minutą coraz głośniej i z każdą minutą coraz głośniej wali pięścią w hotelowe drzwi. Nie wiem dlaczego recepcja ma to wszystko w dupie, ale w sumie czego można się spodziewać po tak śmiesznie tanim hotelu.

O 2:00 moja cierpliwość się kończy. Wychodzę na korytarz i krzyczę  głośniej od tej idiotki, która od pół godziny wydziera się pod moimi hotelowymi drzwiami:

-Are you fucking aware what time it is? Why are you making so fucking noise in the middle of the night?!!! You are NOT alone in the hotel!

Kobieta wybałusza na mnie oczy i po kilku sekundach mówi niemalże szeptem:

-ich verstehe nicht.

-I think you verstehst very well!- krzyknęłam i trzasnęłam moimi drzwiami od pokoju.

Opłacało się wstać i nawrzeszczeć bo przynajmniej ta wariatka zmyła się i do rana był święty spokój. Nie wiem o co tej kobiecie chodziło, ale wnioskuje, że jej mąż/kochanek czy ktokolwiek inny nie chciał wpuścić jej do pokoju(może akurat był tam z jakąś piękną Rosjanką) i stąd tak desperacko krzyczała i waliła w drzwi. Nie mam jednak wyrzutów sumienia, że ją przepędziłam. Na przyszłość, niech lepiej dopiera sobie życiowych partnerów.

 

19 lipiec 2018

 

Budzik dzwoni o 8:20

szlag by to!  Ale jestem niewyspana” -pierwsza myśl po otwarciu oczu. Zmuszam się do jednak to rozpoczęcia dnia o normalnej godzinie, z resztą hotelowy materac nie zachęca do pozostania w łóżku ani chwili dłużej.

 

Wychodzę z hotelu i czuję się jakbym weszła do rozgrzanego do 100 stopni pieca. Jest 9 rano a jest już chyba z 38 stopni, a ja naiwna łudziłam się, że rano będzie całkiem znośnie.

Centrum Antalyi o 9 rano świeci pustkami.  Turyści jeszcze śpią, niektóre restauracje są już otwarte. Kelnerzy leniwie sączą herbatę i w głębi duszy modlą się, żeby przypadkiem jakiemuś zabłąkanemu turyście nie zachciało się czegokolwiek o tej porze zamawiać.

Pod drzewami, gdzie można złapać odrobinę cienia mieszkańcy Antalyi ucinają sobie dzienną drzemkę.  Chyba tak śpią do wieczora. Tak właśnie leniwie mijają niektórym dni, w oczekiwaniu  na temperaturę znośną do egzystencji.

Nie wiem co mi odbiło, żeby przy ponad 40 stopniach na plac Meydan iść pieszo. I jak się okazuje na darmo. Ambitny plan zobaczenia wodospadu Kursunlu upadł, a ja wyczerpana, padnięta i wypompowana z życiowej energii wracam resztkami sił  do hotelu przeczekać największy upał. Nie będę nic zwiedzać. Mam to gdzieś. Nie muszę to nie łażę. Kocham lato, ale 45 stopni to już lekka przesada. Byle do wieczora.

 

20 lipiec 2018

 

Nie mam wielkich planów na dzień dzisiejszy. To znaczy w ogóle nie mam żadnego planu. Już wiem, że przy takiej temperaturze najlepiej jest po prostu przekoczować do wieczora  w klimatyzowanym pomieszczeniu albo rozkoszować się złocistymi plażami nad Morzem Śródziemnym.

Nie należę do tych co kochają plażę wiec plątam się bez celu po centrum handlowym. Zdecydowanie odpowiada mi to bardziej niż spacerowanie w  ogniu.

Podoba mi się Antalya, ale  cieszę się, że jutro już wracam do Stambułu.

To nie był dobry pomysł przyjeżdżać na turecką riwierę w lipcu.

21 lipiec 2018

Sabiha Gökçen*.  W Stambule pada deszcz. Czekam wraz z innymi pasażerami na Hava Bus. Jestem jedyną osobą, która nie chroni się przed deszczem i nie stoi pod dachem.

Nigdy nie sądziłam, że znienawidzony przez mieszkanie w Holandii deszcz może jeszcze kiedykolwiek sprawić mi taką radość.

 

Stambuł. Tęskniłam za tobą. Chociaż mnie wkurzasz to i tak zawsze tęsknię. Zawsze kiedy tylko mnie tutaj nie ma. Nawet jeśli tylko nie ma mnie tutaj na chwilę.

———————-

Vlog z Antalyi

*lotnisko w Stambule po azjatyckiej stronie

No Comments

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.