Wsiadłam do tramwaju na przystanku Karakoy, przejechałam trzy przystanki do końca linii, na przystanek Kabataş. Lubię usiąść przy tutejszej małej budce z jedzeniem, sączyć turecką herbatę i karmić oczy przepięknym widokiem na cieśninę Bosfor i azjatycką stronę Stambułu. Chodniki na całej długości trasy tramwajowej obstawione były policją.

Uważnie przyglądam się temu niecodziennemu dla mnie widokowi. Co 10 metrów uzbrojeni panowie w mundurach bacznie obserwują każdy ruch, każdy krok, każdego przechodnia. Widok ten co najmniej wydaje mi się podejrzany. Niepewnie spoglądam na ludzi w tramwaju i zastanawiam się czy aby zaraz nie będzie jakiejś eksplozji. Dużo się nasłuchałam przed moim przyjazdem do Stambułu, zwłaszcza, że przyjechałam kilka dni po eksplozji przy Sultanahmet, gdzie w samobójczym ataku bombowym zginęło 10 osób. Generalnie nie lubię myśleć w tych kategoriach, bo podążając tym tokiem wkrótce będę bała się wychodzić z domu. W dzisiejszym świecie nie ma bezpiecznego miejsca i zamachy i ataki terrorystyczne mogą mieć miejsce dosłownie wszędzie. Równie dobrze eksplozja może mieć miejsce w Amsterdamie na dworcu centralnym. Czy w związku z atakiem, który miał miejsce w Stambule mam się spodziewać, że dokładnie to samo się wydarzy? Czy ludzie już nie powinni jeździć na wakacje do Paryża? A co z metrem kilkanaście lat temu w Madrycie? A Londyn? Jednak dziś sama złapałam się na tym, że zaraz coś złego może się stać.

Wysiadam z tramwaju i pytam jakiegoś przechodnia skąd i dlaczego tutaj jest tyle policji(w tym samym momencie chodzi mi po głowie piosenka Happysad: “Wrócimy tu jeszcze”): ten odpowiada, że to normalne, że nic się nie dzieje i że jest to zwykła kontrola. Średnio chce mi się w to wierzyć, piszę do znajomego, który mieszka w Stambule, dostaję odpowiedź: “Welcome to Turkey”. Jednak mimo, że dla wszystkich wydaje się to normalne dla mnie rozstawiona co 10 metrów uzbrojona patrol policji jest wciąż trochę podejrzana. Próbuję zagadać policjanta obok, jednak ten opowiada coś do mnie po turecku. Pytam kolejnego i w końcu dowiaduje się, że tą drogą zaraz będą przejeżdżać ważne osobistości ze świata polityki i stąd te patrole. Teraz cała akcja ma dla mnie sens i szybko powiązałam ją z faktem, że dziś chciałam odwiedzić bizantyjski Kościół św. Zbawiciela (Muzeum Chora) jednak przed wejściem dowiedziałam się, że muzeum w tym momencie jest zamknięte, właśnie z powodu odwiedzin ważnych osobistości politycznych.

Jednak jak się okazuje takie kontrole i mnóstwo policji są zjawiskiem normalnym, bo nikt nie wydawał się być tym faktem zaniepokojony oprócz mnie. Z resztą ostatnio nawet przed wejściem do metra Marmaray, którym można przejechać z Europy do Azji, kontrolowali mnie czy aby nie mam ze sobą jakiegoś ładunku wybuchowego. Ostatnim razem kiedy byłam w Stambule nie było aż tak restrykcyjnie, nie było kontroli tuż przy wejściu do Gulhane parku, gdzie znajduje się Pałac Topkapi. Tak samo nie było kontroli przy wejściach na bazary. Dziś kontrolują przy każdym wejściu, sprawdzają czy nie masz ze sobą podejrzanego ładunku. Teoretycznie można pomyśleć, że jest bezpiecznie skoro kontrolują wszystkich i na każdym kroku, tylko, że w normlanym kraju policja nie sprawdza za każdym razem co niesiesz w plecaku czy w reklamówce.

Jednak przestaje się nad tym zastanawiać, siadam tuż przy brzegu cieśniny i cieszę się trwającą chwilą.

Jest przepiękne słoneczne piątkowe popołudnie w Stambule. Pomimo styczniowej pory gdzieś w powietrzu unosi się zapach wiosny. Delikatne promienie słońca rzucają przepiękne światło na cieśninę Bosfor. Po turkusowej wodzie przepływają promy, gdzieś przy brzegu fruwają ptaki i tworzą piękny obraz gdy tylko ktoś rozrzuci okruchy chleba. Ten widok totalnie mnie uspokaja, relaksuje I sprawia, że jestem szczęśliwa, ogromnie cieszę się, że znowu tu jestem.

Jako dziecko pierwszą wzmiankę o Stambule jaką pamiętam to właśnie fakt, że miasto to leży na dwóch kontynentach. Stambuł przeplatał się stale na lekcjach historii czy to jako stolica Cesarstwa wschodniorzymskiego czy jako siedziba sułtanów i stolica Imperium Osmańskiego, ale nigdy wcześniej nie było to miejsce na mojej liście top, aż pewnego poranka (wspomniałam już o tym tutaj) stwierdziłam, ot tak, spontanicznie, że chcę tam pojechać. Moje pierwsze spotkanie z miastem sułtanów miało miejsce w październiku. To była miłość od pierwszego spojrzenia na miasto, na bizantyjską i ottomańską architekturę, na potężne meczety tworzące wyjątkowy krajobraz miasta, na turkusową wodę Bosforu oddzielającą Europę od Azji, na bogatą kulturę i zasmakowanie tutejszych tradycyjnych potraw i rozkoszowanie się najlepszą na świecie kawą i herbatą.

W przeciągu trzech miesięcy jest to już mój drugi tutaj pobyt, a ja z każdym dniem uwielbiam Stambuł jeszcze bardziej.

Jest to na swój sposób fascynujące, że miasto to rozdarte jest pomiędzy Europą i Azją. Obie części łączą dwa mosty, Bosforski oraz most Mehmeda Zdobywcy. Stosunkowo niedawno otwarty został tunel kolejowy Marmaray(wyżej już wspomniany), dzięki któremu można szybko przedostać się na drugi kontynent. Większość zabytków i atrakcji znajduje się po europejskiej stronie, dlatego też większość turystów przyjeżdzająca do miasta sułtanów ogranicza się jedynie do przejechania się promem na drugą stronę, mniej jednak lub wcale nie skupia się zwiedzaniu mniej popularniej części miasta.

Najpiękniejszy widok na podzielone miasto można zobaczyć z wieży Galata. Jest to jedna z najstarszych i najpiękniejszych wież w Stambule, zbudowana jako latarnia morska w 528 roku. Wieża liczy 66,90 metrów. Spojrzenie na panoramę miasta z wieży Galata to jeden z tych momentów, które zapierają dech w piersiach. Widok na obie części miasta i kursujące pomiędzy nimi promy, które są jednym z łączników obu kontynentów są prawdziwą rozkoszą i ucztą dla oczu. Naprawdę było mi żal tę wieżę opuszczać.

Jeżeli już mowa o zapierających dech w piersiach widokach to każdemu, kto do Stambułu się wybiera także polecam lądowanie o zmroku. Nawet jeżeli bilet kosztowałby nieco więcej i nawet jeśli myślicie, że szkoda lądować wieczorem, bo jednak traci się wówczas cały albo przynajmniej pół dnia, ale ten widok jest tego warty. Oczywiście ja, zachwycona z otwartą koparą podziwiałam widoki i z tego wszystkiego zapomniałam ten cudowny moment uwiecznić, by móc się nim dzielić i chwalić, ale musicie mi wierzyć na słowo, warto.

Wyjątkowość tego miasta kryje się również w drobnych szczegółach, które znajdują się gdzieś w labiryncie uliczek, w których tak łatwo można się zgubić, ale z których wcale nie szukasz w pośpiechu wyjścia, gdzie możesz kupić dosłownie wszystko, od rzeczy codziennego użytku po te kompletnie do niczego nieprzydatne. Kolorowe stosy przypraw, warzyw, owoców, tysiące rodzajów herbat i słodkości, tworzą malowniczy obraz ulic. Sprzedawcy sączący całymi dniami herbatę, często zapraszający cię na skosztowanie najpopularniejszego tureckiego napoju. Wiele towarów wystawianych jest i układanych przed sklepem zajmują nieraz sporą część i tak już wąskiego przejścia. Dosłownie wszędzie możesz spotkać nawet mini stoisko, pojedyncze, gdzie ktoś na maleńkiej powierzchni na ziemi rozkłada tekturę czy też malutki stoliczek i próbuje sprzedać cokolwiek.

Uwielbiam spacerować w okolicach mostu Galata, przyglądać się ludziom ustawionym w rzędzie po obu stronach mostu łowiących ryby, lubię przechodzić przez wszystkie małe sklepiki i stoiska, zarówno krytego jak i egipskiego bazaru i wszystkich bocznych uliczek, których jest dosłownie tysiące. Lubię słuchać przekrzykujących się sprzedawców, którzy mają zawsze najlepsze oferty, którzy tak uprzejmie zachęcają cię do zapoznania się z ich sklepowym asortymentem, że ciężko im odmówić. Zabawnym jest jak nieraz za wszelką cenę próbują sprzedać ci towar i są wstanie obniżyć cenę nawet o połowę, ale targowanie się to także swego rodzaju część tradycji na bazarach. Lubię tak spacerując słuchać gdzieś w tle krzyczących przez megafon organizatorów wycieczki namawiających na przeprawę poprzez cieśninę Bosforu.

Wszystkie te szczegóły układają się w magiczną całość i tworzą wyjątkowy obraz miasta. Jak dotąd żadne inne miejsce nie zrobiło na mnie tak ogromnego wrażenia jak właśnie miasto sułtanów. Ostatnio przesiadując nad Bosforem przyszła mi do głowy myśl, że może warto byłoby zostać tu trochę dłużej.

Stambuł mimo całego swojego piękna I wyjątkowości nie jest łatwym miejscem, gdzie szybko można ułożyć sobie wygodne życie. Jest zdecydowanie mniej bezpieczny niż inne metropolie europejskie i nawet już nie tylko pod względem większego zagrożenia atakami terrorystycznymi, ale trochę pod względem tego, że generalnie tutaj, w Turcji, społeczeństwo jest mniej wyedukowane co często niesie ze sobą większe niebezpieczeństwo i zagrożenie na ulicach. Zarówno w Stambule jak i w innych częściach kraju jest dużo protestów i demonstracji, szczególnie w ostatnim czasie. Po ostatnich wyborach polityczna sytuacja Turcji nie rokuje pozytywnych zmian dla kraju. Do tego dochodzi też inna (chociaż wspaniała) kultura, której trzeba się nauczyć i którą trzeba zrozumieć.

Zatłoczony, zakorkowany Stambuł bywa koszmarem dla wielu próbujących dostać się do pracy samochodem. Sama ostatnio doświadczyłam tego jadąc lokalnym busem do stacji kolejowej Pendik znajdującej się po azjatyckiej części miasta, z której odjeżdżają pociągi do Ankary. Bus poruszał się na milimetry, utknął razem z setkami innych samochodów na sporym odcinku, od samego odjazdu z przystanku poprzez cały most Bosforski, dopiero w Azji nieco się rozluźniło, ale pociąg do Ankary przegapiłam. Jak już wspomniałam europejska część ma lepiej rozwinięty system komunikacji, jednak w porannych godzinach nieraz bywa ciężko wbić się do metra. Całe szczęście kursuje co pięć minut, jednak ostatnio dopiero za drugim razem udało mi się ledwo wcisnąć do środka. Inni musieli poczekać na kolejne. Takie sytuacje są tutaj na porządku dziennym.

Stambuł tak samo jak potrafi zachwycić swoim pięknem, tak samo potrafi nieraz irytować. To trudne miasto, skomplikowane, szczególnie w ostatnim czasie. Miasto, które jest swego rodzaju wywzwaniem, miasto, w którym trzeba nauczyć się żyć i być może podjęcie takiej próby byłoby jedną z najbardziej trudnych lekcji w życiu, szczególnie dla nas Europejczyków, bo jednak przezwyczajeni jesteśmy do trochę innego stnadardu życia. Jednak może właśnie ten kontrast, to, że to piękno, tracycja historia i kultura przpelata się z wieloma trudnościami i problemami sprawia, że Stambuł tak bardzo wciąga, że jest tak bardzo fascynujący, że jest pewnego rodzaju wyzwaniem, którego warto się podjąć.

No Comments

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.