Nigdy nie noszę przy sobie gotówki (wyjątkiem jest jedynie sytuacja, kiedy jestem na wakacjach w innym kraju). Zawsze płacę kartą, bo tak jest wygodniej i łatwiej, bo w Holadnii można płacić kartą wszędzie i wszystko, nawet 50 centów za kibel można zapłacić kartą (tak, sama tak raz płaciłam). Nigdy gotówka nie jest mi potrzebna. Prawie nigdy.

Karty kredytowej prawie nigdy nie noszę ze sobą. Bo rzadko kiedy jej używam, czasem tylko robiąc zakupy online albo bukując hotel czy lot, a już na pewno nie używam jej na co dzień. Więc po co ją nosić? Teoretycznie jest na co dzień zbędna w moim portfelu. No właśnie, teoretycznie…

Siedząc sobie dziś lekko znudzona w pracy oglądałam końcówki mojego naprawdę długiego już warkocza i były tak okropne, że szybko uznałam, że dziś muszę się ich koniecznie pozbyć. Wyszłam z pracy godzinę wcześniej, żeby zdążyć przed zamknięciem wszystkich salonów fryzjerskich, które maksymalnie otwarte są do 18. Uznałam, że pójdę do najbliższego po drodze, bo będę mieć pewność, że zdążę i pomimo kolejek zostanę obsłużona. Nieczynny. Sprawdzam nerwowo godzinę, bo jestem zdeterminowana i zdesperowana, żeby koniecznie dziś pozbyć się tych cienkich, rozdwojonych końcówek. Salon, do którego zazwyczaj chodzę znajdował się kilka przystanków metra dalej. 16:45, a salon otwarty do 17:30. Pobiegłam szybko na przystanek metra w myślach szbyko kalkujując czy moje saldo na ov-chipkaart jest wystarczające na jeden przejazd.

Krótka dygresja w celu lepszego zobrazowania dalszego ciągu wydarzeń

OV-chipkaart to bardzo smart system jeśli chodzi o publiczny transport w Holandii. Mianowicie każdy środek komunikacji miejskiej wyposażony jest w czytnik, a podrożujący- w chipowe karty i za każdym razem kiedy wsiadają w autobus, tramwaj, pociąg, metro muszą zrobić check-in a kiedy wysiadaja- check-out. W zależności od potrzeb można mieć kartę imienną lub anonimową. Jeśli nie posiada się karty można kupić bilet u kierowcy, ale jednorazowy kosztuje aż 5 euro więc totalnie się to nie opłaca. Generalnie wszyscy mają ov-chipkarty. Ale mniejsza o to. Mam miesięczny abonament, dzięki któremu podróżuje za darmo praktycznie wszystkimi autobusami po Amsterdamie i okolicach. Niestety ten abonament nie obejmuje metra, tramwajów i niektórych busów (GVB). Co ważne, nawet jeśli ma się wykupiony abonament na danym odcinku trasy to nie można podróżować, nie można zrobić check-in jeżeli saldo na koncie jest ujemne. Jeżeli checie więcej poczytać o ov-chipkaart zapraszam na wikipedię 🙂

Mój stan konta na OV-chipkaart wynosił 0.96 centów. Ok, wystarczy na jeden przejazd. A na drogę powrotną- doładuję konto.

Udało mi się zdążyć przed zamknięciem i bardzo ucieszył mnie ekekt pracy fryzjerki, która uważnie mnie posłuchała i nie skróciła mi włosów o połowę, a jedynie kilka centymetrów i nadal mam je całkiem długie (uwielbiam moje długie włosy) 😉

Mówię fryzjerce, że zapłacę kartą, jak zwykle z resztą, tylko, że tym razem transakcja okazała się niemożliwa do zrealizowania. Próbuję ponownie, to samo. Myślałam, że to wina czytnika. Proszę fryzjerkę o kilka minut i biegnę do najbliższego bankomatu wybrać gotówkę. W bankomacie pojawia się komunikat, że moja karta jest nieważna. Kurwa, ale dlaczego? Zgodnie z informacją karta powinna być ważna do 08-2017.Widocznie mój bank uznał, że już mamy 2017 rok. Wracam do fryzjerki i wyjaśniam niezręczną sytuację i prosze o podanie konta bankowego, żebym mogła zrobić jej teraz przelew. W międzyczasie pozostali pracownicy salonu zebrali się wokół i obserwowali całą tą głupią sytuację.

a może Pani przyjść jutro i zapłacić?– pyta fryzjerka

no właśnie nie bardzo mogę, bo będę w pracy i ciężko będzie mi się tutaj dostać przez zamknięciem, ale nic najwyżej wyjdę trochę wcześniej z pracy

bo wie Pani, ja nie znam numeru konta bankowego, ale.. proszę zaczekać, może zadzwonie do szefa i zapytam.

5 minut później

Ok, dostałam numer konta, zrobiłam przelew, przperosiłam za zamieszanie i zadowolona wyszłam, raz z włosów, dwa z tego,  że nie muszę jutro specjalnie jechać tutaj z 35 euro w zębach.

Moja karta nie działa, nie mam gotówki więc nie zrobię zakupów. Idę na autobus, ale w drodze na przystanek przypomniałam sobie, że przecież nie mogę jechać atobusem, bo moje saldo na ov-chipkarcie wynosi -40 centów. Kurwa. Nie mogę też doładować OV-chipkarty, bo moja karta bankomatowa dziwnym przyapdkiem straciła ważność. Nie mam przy sobie żadnej gotówki, nawet 1 złamanego euro. Gdybym miała gotówkę to mogłabym co najwyżej kupić bilet za 5 euro, bo w lokalizacji, w której się znajdowałam wszystkie automaty do doładowania ov-chipakrty nie obsługją gotówki. Myślę sobie, że w końcu nie mam aż tak daleko do domu,  żeby kombinować i uznałam, że wrócę do domu pieszo. Hahaha, nigdy nie byłam dobra w obliczaniu odległości i dystansów i to „nie aż tak daleko” okazało się ponad godzinnym spacerem.

W drodze powrotnej przypomniałam sobie, że jakoś w połowie czerwca bank przysłał mi nową kartę z informacją, że moja akutalna karta wkrótce straci ważność. Ale wtedy trochę to zignorowałam, bo karta miała być ważna do sierpnia 2017. Może to błąd systemu? Nieważne. Wróciłam do domu i szybko sprawdzam dane na koncie i oczywiście numer mojej nowej karty jest podany przy informacji jako ten aktualny.

Wiem, że trochę mojej w tym winy, bo mogłam zainteresować się listem z nową kartą i pewnie gdybym to zrobiła nie musiałabym zapierdalać dziś 7 kilometrów z buta. No ale nic. Spacer jest zdrowy. Miałam iść wprawdzie wieczorem pobiegać, ale po 7 kilometrowym spacerze uznałam, że na dziś to wystarczy i jogging sobie odpuszczę.

Poszłam jeszcze tylko na szybkie zakupy i przy okazji wyciągnęłam z bankomatu 50 euro i uznałam, że będę od dziś nosić przy sobię trochę gotówki, tak na wszelki wypadek, tak na kryzysową sytuację i czarną godzinę. Bo dobra, 7 kilometrów to jescze nie tragedia, nie byłoby też tragiedią gdybym znalazła się gdzieś na drugim końcu Amsterdamu, bo zawsze mogłabym podzwonić po znajomych, ewentualnie zawsze mogłabym jechać na gapę i może przemknęłabym niezauważona, bo jednak często kierowcy jeśli widzą, że nie zrobiłeś check-in to grzecznie zwracają ci uwagę i każą wysiadać jeśli nie kupisz biletu, a to metra w Amsterdamie nie wejdziesz jeśli nie masz biletu czy ov-chipkarty. Mogłabym też zamówić taksówkę i dogadać się z kierowcą. Cokolwiek.Wiem, że nawet gdybym znalazła się w zupełnie innym mieście w takiej samej sytuacji to nic wielkiego by się nie stało i jakoś bym w końcu dotarła do domu, tylko czy nie lepiej na przyszłosć unikać takiego zamieszania?

Ta z pozoru głupia sytuacja uświadomiła mi, że warto zawsze mieć przy sobie trochę gotówki, bo bywa, że w pewnych okolicznościach gotówka może się okazać bardziej wartościowa niż karta do bankomatu, która, na przykład,  zupełnie niespodziewanie, utraciła ważność na rok przed planowanym terminem.

zrodlo obrazka: http://wyborcza.biz/pieniadzeekstra/1,134263,16403628,Wakacyjny_trik__Z_karta_pilnuj_wydatkow.html?disableRedirects=true

No Comments

Leave a Comment