Rok temu, mniej więcej o tej samej porze (był to jeden z niewielu upalnych dni w Holandii), siedziałam z dobrymi znajomymi gdzieś pod Utrechtem nad wodą. W powietrzu unosił się zapach grillowanej kiełbasy (bo w końcu w takie dni połowa Holandii leży na plaży, a druga połowa grilluje po parkach, nad wodą czy też tradycyjnie pod domem) Zaczynaliśmy już drugą butelkę wina (słońce pomagało nam się szybciej upić), gadaliśmy coś o emigracji i o tym, że Holandia nie jest krajem, w którym chcielibyśmy spędzić całe życie.

Nagle P., którego wówczas dzieliło kilka miesięcy od wyprowadzki z Holandii, gdzieś pomiędzy kęsem kiełbasy a łykiem wina, powiedział:

Zastanawiam się co zrobię w mój ostatni dzień w Holandii jak będę stąd wyjeżdżał. Może zatrzymam się tuż przed granicą i po raz ostatni obejrzę się za siebie…

W tym momencie wszyscy spojrzeli na niego a z ich twarzy można było wyczytać, że własnie wyobrażają sobie swój ostatni dzień w tym kraju. Wypity alkohol potęgował wyobraźnię i sprawiał, że wszystko wydawało się być dużo bardziej naładowane emocjami.

kurde, nie wiem– kontynuował P.- ale będzie to dziwne uczucie po tylu latach stąd wyjeżdżać.

racja-odparłam, w myślach robiąc szybki przegląd mojego całego pobytu tutaj- w końcu dobrych kilka lat naszego życia tutaj się rozegrało– zabrzmiało to trochę głupio i groteskowo, ale to pewnie przez to wino. No i przez to słońce.

Cała reszta towarzystwa przemilczała temat.

P. w tamtym roku wrócił na Węgry. Nie wiem co robił w ostatni dzień tutaj, nie zapytałam.

W każdym bądź razie przywołałam tę historię teraz, bo przez ostatnie kilka tygodni to samo chodziło mi po głowie. Co będę robić? Czy będzie mi smutno, czy popadnę w melancholię, czy zrobię rachunek sumienia tych ostatnich 7 lat? Czy będzie mi szkoda to wszystko zostawiać? Czy za kimkolwiek będę tęsknić?

rozstanie z Holandią

W ostatni wieczór kiedy już wszystko spakowałam, posprzątałam i powyrzucałam, siedziałam w pustym pokoju, w którym odbijało się echo i wiecie co?

Nic.

Nie było mi przykro ani smutno, nie było mi żal wyjeżdżać, ani nie było mi żal nikogo za sobą zostawiać. Nawet przez chwilę nie chciało mi się płakać. Pomimo że byłam przekonana i nawet planowałam, że przez moje ostatnie dni w Amsterdamie będę biegać po centrum i po moich ulubionych miejscówkach z aparatem, że będę pić kawę w moich ulubionych spotach, leżeć w Vondelparku na trawce, robić podsumowania, bilans zysków i strat itd.

Nie zrobiłam ani jednej z tych rzeczy. Nie chciało mi się.

I nie wiem czy wynika to z tego, że wszystko było mi już w Holandii tak bardzo obojętne, że już na nic nie miałam tam ochoty, że ten kraj mnie po prostu zmęczył i desperacko potrzebowałam od niego odpocząć, czy też dlatego, że wiem, że zawsze mogę tam wrócić i jest to jedna z opcji, mój plan B i przez to nie biorę pod uwagę tego, że być może nie będzie już powrotów.

Jakikolwiek nie kryje się za tym powód, cieszę się, że wyjechałam bez żadnych sentymentów. Tak jest zdecydowanie łatwiej się rozstać.

I lepiej się nad tym nie zastanawiać czy to tylko na chwilę, na dłużej czy już na zawsze.

2 komentarze

  • dorotastrzelecka 31 maja 2018 at 10:52

    Czasami tak jest. Rzeczy, które niby powinny wywoływać sentymenty nagle…nie wywołuja ich wcale. Dobrze to ujęłas. Po prostu nic. Czasem sentymenty niecprzychodzą nawet gdy próbujemy je wywołac. Poza tym przeprowadzki to sporo roboty, formalności, spraw do zamknięcie. Mi by się nie chciało jeszcze chodzic po mieście by napałać się sentymentami. Nie byłoby na to czasu. Czasem bez sentymentów i tesknoty jest łatwiej, bo one czasem utrudniają życie. Powodzenia w nowym miejscu, które wiem że jest nim Turcja 😉

    Reply
    • malvibee 31 maja 2018 at 21:12

      Dobrze powiedziane- czasami sentymenty i tęsknoty utrudniają życie. Zdecydowanie łatwiej idzie się przez życie patrząc w przyszłość niż ciągle oglądając się za siebie.
      Dziękuję i pozdrawiam ze słonecznego Stambułu! 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.