Skąd pomysł na wyjazd?

Wszystko zaczęło się od marzeń. Od marzeń o ucieczce. Gdzieś daleko. Nieodparta chęć przygody zasmakowania innego stylu życia, poznania nowych ludzi, innej kultury, odkrywania nowych miejsc była tak silna, że spełnienie tych marzeń było kwestią czasu. Determinacja, trochę szczęścia, pomoc innych sprawiły, że wylądowałam na drugim końcu świata.

Były kangury, misie koala, wiecznie upalne lato i podróżjący cyrk, z którym, podczas mojego półrocznego tam pobytu, zwiedziłam całą północną wyspę Nowej Zelandii, od Auckland, przez Napier do Wellington oraz znaczną cześć wschodniej Australii.

Nigdy nie zapomnę wyjątkowych osób, które tam poznałam, miejsc, które zobaczyłam, wschodu słońca nad Oceanem Spokojnym, popijania wina na sofie ulokowanej gdzieś w środku pola, samochodu, który służył nam jako hotel na parkingu po nocnych imprezach w Melbounre, porannych spacerów po city w poszkiwaniu dobrego śniadania.

Myślałam wtedy, że nic lepszego nie mogło mi się przydarzyć. Całkowity zwrot akcji, pozostawienie wszystkiego czym wówczas żyłam, co było dla mnie ważne. Znajomi, związek, rodzina, odłożenie studiów magisterskich na bliżej nieokreślony termin.

Dziś, patrząc na wszystko z perspetkywy czasu wyciągam dokładnie taką samą konkluzję. Nie mogłam wtedy podjąć lepszej decyzji. Każdy inny krok, każda inna decyzja nie dałby mi tyle satysfakcji, tyle przepięknych wspomnień, tyle przeżyć, a przede wszystkim takiej wewnętrznej przmeiany, która dokonała się podczas tej półrocznej podróży.

Jednak wszystko co dobre, mimo, że nie zawsze, to jendak często się kończy. Brak możliwości kolejnego przedłużenia wizy spowodował, że wróciłam do Polski.

A Polska była szara i brudna niczym z piosenki Kultu. Ludzie na ulicach byli smutni, nieuprzejmi i wyglądali na zmęczonych życiem. Zobaczyłam w Polsce to, czego przed wyjazdem nie potrafiłam dostrzec. Nie potrafiłam, bo nie miałam nigdy wcześniej możliwości porównania. Teraz spojrzałam na wszystko z zupełnie innego puntku widzenia. Te różnice były dla mnie widoczne gołym okiem. I tak wiele rzeczy zaczęło mnie irytować. Na pierwszy plan rzuciła się mentalność społeczeństwa polskiego. My, wiecznie niezadowoleni, narzkejący, nietolerancyjni, ksenofobiczni, zawistni Polacy. („kto Ty jesteś?-Polak mały, mały, zawistny i podły…”-Wszyscy chyba znamy tą scenę z Dnia świra). Niby o tym wiedziałam, jednak teraz wszystkie negatywne cechy uderzyły mnie ze zdwojoną siłą.

Miałam wtedy mnóstwo pomysłów na siebie, mnóstwo planów, które pragnęłam zrealizować, ale mimo wszystko, nie do końca wiedziałam co tak naprawdę chcę w życiu robić. Byłam natomiast jednego w 100% pewna. Nie chciałam zostać w Polsce. Cokolwiek nie zepragnęłabym wówczas ze swoim życiem zrobić, chciałam, żeby to miało miejsce poza granicami kraju.

Wymyśliłam sobie Kanadę. Roczny wyjazd dzięki work and travel. Stało się to moim celem numer jeden. Z racji tego, że cała procedura zorganizowania wizy nie była kwestią pięciu minut postanowiłam poszukać pracy tam, gdzie w miarę szybko mogę zarobić całkiem fajne pieniądze na wymarzony wyjazd do Kanady. Wysyłałam CV po niemalże wszystkich krajach Unii Eurppejskiej. Byłam zdesperowana, żeby gdzieś wyjechać.

Polska mnie przygnębiała. Wiedziałam, że to nie jest miejsce, gdzie chciałabym zostać nawet na chwilę. Niezależnie od miejscowości, miałam przeczucie, że wszędzie będę czuła się nieszczęlśiwa, że będąc tu, omija mnie tyle przygód, że marnuję swój czas na siedzenie w tym samym miejscu, a przecież jest tyle wspaniałych miejsc, które warto odwiedzić.

Miała być Wielka Brytania, ale w ostatniej chwili odwołali wyjazd. Pamiętam, że siedząc w pokoju poirytowana tym faktem, gapiłam się przez okno na przepięknie kwitnące drzewa, bzy, kwiaty. Był wtedy maj. Mimo, że było przepięknie zielono, kolorowo i słonecznie nie cieszyła mnie ta wiosna ani trochę. Byłam przygnębiona, bo nie wiedziałam jak długo muszę jeszcze zostać w Polsce. A ja tak bardzo chciałam po raz kolejny uciec. Zobaczyć i poznawać nowe miejsca, zdobywać nowe doświadczenia, uczyć się innych zwyczajów, kultur. Chciałam już, teraz, natychmiast. I w końcu zadzwonił telefon. Wyjazd do Holandii był bardzo spontaniczny. W czwartek dostałam propozycję pracy , a w niedzielę byłam już w kraju tulipanów.

Miało być na krótki okres, na trzy miesiące. Z trzech zrobiło się pół roku. Pomijając szczegóły, powody, wątki miłosne, aspekty materialne i wszystkie inne, z sześciu miesięcy zrobiło się na dzień dzisiejszy prawie już pięć lat.

Przyznam szczerze, że trochę się w Holandii zasiedziałam. Nigdy nie planowałam aż tak długiego pobytu. Mieszkanie i życie tutaj bynjamniej mi nie przeszkadza, inaczej dawno by mnie już tutaj nie było. Jednak mam już swój mały plan na kolejną przeprowadzkę.

Do Kanady jeszcze nie zdążyłam pojechać, ale jest nadal na mojej liście krajów, może już nie tych, w których chcę zamieszkać, ale tych, które chcę odwiedzić i wiem, że na pewno kiedyś to zrobię.

Ale póki co podróżuję i planuję podróże do krajów, które są dla mnie priorytetowe. Kiedyś była to Kanada, ale jak wiadomo, priorytety się zmieniają.

4 komentarze

  • puffa 25 września 2015 at 13:26

    zazdroszczę odwagi! ja marzę o dalekich (a nawet bliskich ) wojażach ale organizacyjnie mnie to przerasta 🙁 może jakieś wskazówki?
    http://www.puffa.pl

    Reply
    • malvibee 25 września 2015 at 13:58

      samotne podróżowanie daje dużo więcej korzyści. Wystarczy się o tym przekonać a z organizacją nie będzie problemu;) ja najczęściej korzystam z przewodników Lonely Planet, mają tam wyeksponowane najważniejsze miejsca, które warto zwiedzać, także wskazówki dotyczące zwyczajów i kultury danego kraju. Ponadto sugestie i propozycje ogranizacji czasu i zwiedzania rozplanowane dzień po dniu. A dodatkowo Internet, fora, portale pozdróżnicze oraz blogi, gdzie ludzie dzielą się doświadczeniami.

      Reply
  • Nigdy nie podejrzewałam siebie o patriotyzm | malvibee 25 listopada 2015 at 19:41

    […] więcej. Po półrocznym powrocie z Australii (kto chce wiedzieć jak się tam znalazłam kliknąć tutaj) odwiedziłam ponownie Kraków, napisałam wtedy o Krakowie w pamiętniku […]

    Reply
  • Też pakowałam ciastka, czyli słów kilka o pracy za granicą | malvibee 6 lutego 2016 at 15:19

    […] kolejną podróż.(kto chciałby wiedzieć więcej szczegółów o motywach wyjazdu polecam tekst: Skąd pomysł na wyjazd?) A że nie chciałam mieszkać i pracować w Poslce, postanowiłam połączyć sobie mój zarobkowy […]

    Reply

Leave a Comment