“Szlag mnie trafia jak słyszę o usuwaniu ciąży czy innych takich historiach jak zakładanie korony na głowę orła. Przecież to są sprawy wtórne. Może by się ktoś wziął za bezrobocie , za poziom życia, za to, że ludzie chcą uciekać z kraju. Porozumienie Centrum bije się z Mazowieckim, Mazowiecki z komuną, komuna jeszcze z kimś innym, ale biją się o miejsce dla siebie. O nas, tych na dole, nikt nie dba. I to jest problem”*

Powyższa wypowiedź pochodzi z jednej z sond ulicznych, z 1991 roku, w której pytano o najważniejsze problemy polityczne kraju.

Jak widać, od tamtej pory minęło dobrych 25 lat, a na polskiej scenie politycznej, w polskim dyskursie politycznym niewiele się zmieniło.

Kwestia dopuszczalności aborcji regularnie powraca w polskiej debacie publicznej. I za każdym razem toczą się zażarte batalie pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami liberalizacji przepisów. I za każdym razem wojna aborcyjna urasta do rangi najważniejszego sporu w danym momencie, a inne kwestie schodzą na dalszy plan. W aborcyjną wojnę zawsze aktywnie zaangażowane jest całe społeczeństwo, które głośno manifestuje swoje poglądy, od marszów, protestów pod Sejmem po upublicznianie statusów w mediach społecznościowych. Temat ten budzi zbyt wiele emocji, żeby można było dyskutować o nim na przyzwoitym poziomie, co często potwierdza się przy okazji licznych debat, które kończą się na wzajemnym obrzcaniu się błotem.

Nie da się bowiem dojść do jakiegokolwiek porozumienia w kwestiach światopoglądowych, bo i tak żadne argumenty nie przekonają zagorzałego katolika, że płód nie jest człowiekiem, bo jest to kwestia wiary, a wiara nie opiera się na badanich naukowych i logice, ale właśnie na tym, że się “w coś” wierzy. Pomijając już fanatyków, z którymi w ogóle nie ma sensu wdawać się w jakiekolwiek rozmowy.

Dlaczego uważam, że aborcja powinna być legalna?

Jestem zwolennikiem liberalizacji ustawy aborcyjnej z kilku oczywistych powodów. Po pierwsze, nie zaglądam nikomu między nogi i nie interesuje mnie to czy kobieta decyduje się przerwać ciążę czy nie, to jest jej indywidualna sprawa, nie interesuje mnie rozmnażanie się innych, nie interesują mnie cudze problemy ani cudze potomstwo lub jego brak, bo nie mam z tym kompletnie nic wspólnego. Po drugie, jeżeli kobieta zostanie zmuszona do urodzenia dziecka, bo prawo nie da jej możliwości skorzystania z przerwania ciąży np. z powodu ciężkiej sytuacji materialnej, albo jeżeli ciąża jest wynikiem gwałtu to ani ja, ani ty, ani żaden biskup ani nawet sam Tomasz Terlikowski ani też inny fanatyczny zwolnennik ruchu ProLife tej kobiecie ani temu dziecku nie pomoże. Inną sprawą jest, że jeżeli kobieta nie chce urodzić dziecka to żadne prawo jej w tym nie przeszkodzi, o czym świadczy kwitnące w Polsce podziemie aborcyjne.

Szacuje się, że co roku wykonuje się ponad 100 tys. zabiegów przerywania ciąży, z czego tylko kilkaset legalnie. Obecna ustawa po prostu nie spełnia swojej funkcji, bo zawsze znajdzie się prywatny gabinet ginekologiczny, który za odpowiednią opłatą wykona zabieg, zawsze można zamówić tabletki wczesnoporonne przez internet, tylko, że tutaj problem polega na tym, że często nielegalne aborcje wykonane często przez osoby do tego nieuprawnione niosą ze sobą ryzyko zagrożenia dla zdrowia a czasem nawet życia kobiety. Czy zatem naprawdę jest sens utrzymywania reskrykcyjnych przepisów nie mówiąc już o ich zaostrzeniu? Jeżeli kogoś stać to zawsze może skorzystać z opcji popularnej turystyki aborcyjnej i pojechać do Holandii, do Niemiec, czy innych sąsiednich krajów, gdzie aborcja jest legalna i nikt nikogo nie będzie się pytał ani nikomu wykładał czy to jest moralne czy nie. Każdy indywidualnie odpowiada za swoje decyzje i każdy sam rozlicza się ze swoim sumieniem.

Kwestii aborcji nie da się rozstrzygnąć restrykcyjnymi przepisami. Całkowity zakaz przerywania ciąży nikogo nie uratuje, nie zmieni poglądów i decyzji kobiet, nie sprawi, że nagle wszyscy uznają, że aborcja to wielkie zło i jak to określają zagorzali obrońcy życia, “zabijanie nienarodzonych dzieci”. Całkowity zakaz przerywania ciąży nie zmniejszy liczby zabiegów, a jedynie zepchnie je jescze bardziej do podziemia dlatego uważam, że prawo nie powinno zabraniać aborcji, powinno dawać możliwość wyboru, a indywidualną spawą kobiet jest czy z niego skorzystają czy nie.

Gdzie leży problem?

Polska ma aktualnie jedno z najbardzej restrykcyjnych praw aborcyjnych w Europie tuż obok Irlandii i Malty. Jeśli porównamy statystyki wykonywania zabeigów przerywania ciąży szacuje się, że w Europie Zachodniej wskaźnik liczby aborcji w przeliczeniu na 1000 kobiet wynosi 12, natomiast w Europie Wschodniej 43.(link) Róznice te wynikają głównie z braku wiedzy na temat seksualności, która w wielu krajach Europy Wschodniej wciąż jest tematem tabu, a na lekcjach o wychowaniu do życia w rodzinie i edukacji seksualnej mówi się o watykańskiej ruletce jako o sprawdzonej metodzie anykoncepcyjnej(tak było u nas w szkole, a zajęcia z edukacji seksualnej prowadzone były przez katechetkę, kóra uczyła nas także religii…) Problemem jest również dostęp do środków antykoncepcyjnych (znajoma w Poslce usłyszała od ginekologa, że “tabletki antykoncepcyjne są dla wygodnickich”. Wtf?!).

Nie trzeba być geniuszem, żeby zauważyć, że legalna aborcja nie jest bynajmniej problemem, ale jest nim brak podstawowej wiedzy, która przyczynia się do znacznie wyższego wskaźnika zabiegów przerywnia ciąży. Jeżeli państwo tak bardzo chce zmniejszyć liczbę aborcji to niech zacznie od solidnej edukacji seksualnej młodzieży i refundacji środków anykoncepcyjnych, a nie od wprowadzania zakazów, które są wręcz absurdalne.

Spór ideologiczny

Przyznam, że mnie również szlag trafia kiedy po raz kolejny słyszę gorącą debatę nad zaostrzeniem przepisów prawa aborcyjnego, bo aborcja to nie jest temat, nad którym należy debatować w parlamencie przy każdej okazji zmian układu sił politycznych. Nie twerdzę, że problem aborcji nie jest ważny, bo chociażby ze względu na możliwe konsekwencje prawne z nim związane jest dla obywateli problemem istotnym. Ale dla polityków i Episkopatu, który z prawem aborcyjnym w rzeczywistości nie ma nic wspólnego to jedynie dobra karta przetargowa, żeby pokazać układ sił w państwie i w parlamencie. Gdyby politycy rzeczywiście dbali o dobro obywateli nie byłoby dyskusji o tak absurdalnych przepisach jak całkowity zakaz przerywania ciąży, bo wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że nie jest to prawo, które w dobry sposób służy obywatelom.

Tylko, że polityków mało to wszystko obchodzi, bo aborcja to spór czysto ideologiczny, który świetnie sprawdza się jeśli chodzi o granie na emocjach obywateli, spór, który za każdym razem polaryzuje społeczeństwo polskie, który jest świetym polem do prowadzenia politycznych wojen pomiędzy zwolennikami prawicy, a liberalnym obozem.

Jeżeli ustawa o całkowitym zakazie aborcji zostanie uchwalona pokaże to, że Polska zdominowana jest przez radykalną prawicę i Kościół katolicki, że daleko jej do cywilizowanego kraju, a coraz bliżej za to do fundamentalistów.

Szkoda tylko, że kiedy politycy walczą o pokazanie swojej siły na scenie politycznej i kiedy wykorzystują kwestię aborcji do osiągnięcia swoich celów politycznych, najbardziej cierpią na chorych ambicjach władzy zwykli obywatele.

*cytat ten znalazłam w książce “Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne. Analiza dyskursu publicznego w Polsce”, red.naukowa: M.Czyżewski, K.Dunin, A.Piotrowski

2 komentarze

  • Agata 8 października 2016 at 14:51

    Rewelacyjny tekst!

    Reply

Dodaj komentarz