Nie mogłam ostatnio zasnąć. Może nie powinnam czytać wiadomości tuż przed pójściem spać. Może dzięki temu miałabym zdrowszy sen. Ogólnie nie emocjonuję się najnowszymi wiadomościami z jakiejkolwiek części świata, ale kiedy znów czytam o kolejnym ataku terrorystycznym w Stambule jest mi cholernie smutno.

Kolejny zamach. Kolejna eksplozja. Kolejne ofiary. Który to już raz w tak krótkim czasie? W tym roku w samym w Stambule i w Ankarze w atakach terrorystycznych zgineły 132 osoby. Już nie wspominam o południowo- wschodniej Turcji gdzie praktycznie codziennie giną ludzie w zamachach i bombowych atakach. Media na świecie też o tym nie mówią. Jedynie lokalne podają do wiadomości aktualną liczbę kolejnych ofiar.

Szara codzienność, powtarzalność, proza życia nie są emocjonujące i słabo się sprzedają. O Stambule mówi się głosno, przynajmniej przez chwilę, bo Stambuł jest ogromny, potężny, ale wciąż bezradny wobec ataków z jakimi przyszło mu się zmierzyć. Wszyscy jesteśmy tak samo beznadziejnie bezradni wobec terroru.

Może nas jedynie uratować to, że będziemy mieć trochę więcej szczęścia. To, że mieszkamy w nieco bezpieczniejszej części świata, narażonej mniej na ekslopzje i samobójcze bombowe ataki. Tylko czy w dzisiejszych czasach można w ogóle mówić o bardziej bezpiecznym miesjcu na ziemi? Teoretycznie tak, bo statystycznie większe ryzyko ataku terrorstycznego jest w Stambule niż w Amsterdamie, ale biorąc pod uwagę fakt, że terroryści już dawno przestali ograniczać się do konkretnego regionu i konkretnej części świata, kolejnego ataku można spodziewać się gdziekolwiek. I gdziekolwiek on się wydarzy, nikt nie będzie tym zaskoczony. I tak samo ja albo ktokolwiek z nas mógłby znaleźć się we wtorek wieczorem na lotnisku im. Ataturka w Stambule. Lecieć na wymarzony urlop, na wakacje, przygodę życia, nawet jeśli nie do Stambułu to mieć w Stambule międzylądowanie. A jeśli nie na tym lotnisku to na innym. Lotnisko w Brukseli kilka miesięcy temu. I metro. Wsiadasz rano w metro, może trochę zaspany, trochę rozleniwiony, próbujesz nieco obudzić się albo jeszcze trochę zdrzemnąć na te kilka minut zanim zaczniesz pracę, ale jeszcze nie wiesz, że do pracy już nie dotrzesz.

To normalne, że na co dzień się nad tym nie zastanawiamy. Kiedy wsiadamy w metro, autobus, pociąg, kiedy bukujemy bilet na samolot, kiedy wsiadamy w samochód raczej nie myślimy o tym, że coś złego może nam się przytrafić. Nie myślimy o tym, że ktoś może wysadzić się na lotnisku, że właściwie wciąż jest większe prawdopodobieństwo zginięcia w wypadku samochodowym niż w ataku terroystycznym. Nie schizujemy, bo jeśli zaczniemy analizować wszystkie niebezpieczeństwa i zagrożenia to będziemy się bali wychodzić z domu, Z resztą w domu też będziemy schizować, bo w każdej chwili przecież może nam sufit runąć na głowę.

Nie popadajmy w paranoję.

Ataki terrorystyczne w Stambule odrstaszają turystów. Turcja jeszcze całkiem niedawno była szóstym najczęsciej odwiedzanym miejscem na świecie, a Stambuł był tureckim numerem jeden dla turystów. Z powodu chaosu jaki w ostatnim czasie panuje w Turcji liczba rezerwacji na lato spadła o ponad 40 procent w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Tęsknię za Stambułem. Dziś znacznie bardziej niż zwykle. Zaraz ktoś powie, że co mne obchodzą zamachy w Stambule skoro dzieli mnie ponad 2000km od tego miasta? Albo, że przecież nie chodzi o miasto i konkretne miejsce tylko o to, że giną niewinni ludzie, nieważne czy w Stambule w Turcji czy w Karachi w Pakistanie? Tak, z pewnością, ale wydarzenia w Stambule przeżywam znacznie bardziej, bo z żadnym innym miastem nie jest tak bardzo sentymentalnie związna jak właśnie ze Stambułem. Ta fascynacja nie mija, ta więź nie osłabia się wraz z upływem czasu jak to zazwyczaj ma miejsce, ale staje się coraz silniejsza. Pochłaniam ksiązki o historii Stambułu, o historii Imperium Osmańskiego, o kulturze tureckiej i jestem coraz bardziej zafasascynowana Turcją i Stambułem i coraz bardziej jestem emocjonalnie związana z tym miejscem. I coraz bardziej za nim tęksnie. Za turkusowymi wodami Bosforu, za ottomańską architekturą, za meczetami tworzącymi cudowny krajobraz miasta, szczególnie nocą, przepięknie oświetlone, wznoszące się ponad miasto, za turecką gościnnością i najelpszą herbatą na świecie, za spacerowaniem po labiryncie Wielkiego Bazaru i kuszącymi zapachami przypraw unoszącym się w uliczkach Bazaru Egipskiego, za lokalnym kebabem, za Turkish delight.

Wiem, że prognozy nie są zbyt optymistyczne i nikt nie rokuje pozytywnych zmian dla Turcji w najbliższym czasie, ale ja jednak, mimo wszystko, mam głęboką nadzieję, że już niedługo sytuacja w Turcji się uspokoi i ustabilzuje, że wolność w Turcji nie będzie sukcesywnie ograniczana, że prezedent Erdogan opamięta się ze swoimi surrealistycznymi, absurdalnymi aspiracjami odgrywania roli sułtana, że Turcja będzie mogła budować demokrację, kontynuować dzieło Ataturka zamiast je niszczyć. Mam nadzieję, że wszystkie zapowiedzi o początku terroru i pogarszającej się sytuacji są tylko fałszywym alarmem.

Orhan Pamuk turecki pisarz, (pisałam o jego przepięknej książce i muzeum tutaj)laureat Nagrody Nobla powiedział ostatnio: „W ciągu ostatnich 15 lat sytuacja Turcji dramatycznie się zmieniła. Ta zmiana jest silniejsza niż to, co wydarzało się w pierwszych 50 latach mojego życia. Teraz Turcja jest ważna. Ale płacimy ogromną cenę za zmaganie się ze wszystkimi problemami świata; imigranci, uchodźcy, ograniczona demokracja, wolność wypowiedzi, dziwna relacja z Europą. Tęsknię za starymi dobrymi czasami, kiedy problemy Turcji były ignorowane i nie dyskutowano o nich.”

No Comments

Leave a Comment