Totalny chaos, zatłoczone ulice, stare zniszczone samochody, nieustanny dźwięk klaksonów, 40 stopniowy upał, krowy spacerujące po ulicy, bezdomne psy wylegujące się na słońcu w każdym kącie, pod każdym sklepikiem i mięso sprzedawane na ulicy- tak zapamiętałam pierwsze spotkanie ze stolicą Nepalu, Kathmandu jadąc z lotniska do hotelu.

Kiedy spotykasz się z takim niecodziennym widokiem, tak szokującym, totalnie innym, od świata, który znałeś dotychczas nagle zapominasz, że jeszcze przed chwilą kręciło ci się w głowie po męczącym dziewięciogodzinnym locie i bezsennej nocy i że twój bagaż został w Stambule zamiast przylecieć razem z tobą.

Miejsce, w którym czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu.

Jeśli tylko zbliżysz się do głównej ulicy słyszysz tyle klaksonów ile samochodów jesteś w stanie zobaczyć. Powoduje to okropny hałas, który początkowo może przyprawić łatwo o ból głowy, jeśli nie jest się przyzwyczajonym do takich dźwięków. Z kazdym kolejnym dniem coraz mniej zwracasz na to uwagę. A dlaczego wszyscy tak niemiłosiernie na siebie trąbią? Chyba dlatego, że w Kathmandu nie obowiązują żadne zasady ruchu drogowego. Nie przypominam sobie, żeby moim oczom ukazały się jakieś znaki drogowe, światła. Być może gdzieś są, ale mogłabym przysiąc, że nikt nie zwraca na nie uwagi. Nie ma żadnych linii drogowych. Czasami kilka pachołków, tylko gdzieniegdzie. Oficjalnie w Nepalu obowiązuje ruch lewostronny, ale w rzeczywistości nie jesteś w stanie tego zobaczyć, bo każdy jeździ tam jak mu się podoba. Gdziekolwiek kierowcy widzą chociażby maleńką przestrzeń, która pozwoli im przejechać chociażby centymetr dalej natychmiast się w nią wciskają. Kiedy patrzysz na to z boku masz wrażenie, że zaraz nastąpi wielka kolizja setek samochodów, ale oni zawsze, w ostatniej chwili potrafią wyminąć się niedraśnięci.

Chodniki w Kathmandu to raczej rzecz niespotykana. Nie znaczy, że nie ma ich wcale, ale w centrum miasta, w okolicach Thamelu trzeba spacerować po ulicach, które są wyboiste i bardzo wąskie. Stragany i sklepiki są rozstawione dosłownie wszędzie. Każda, nawet najmniejsza przezstrzeń jest okupowana przez sklepikarzy, bezdomnie psy i ludzi, którzy potrafią przesiadywać całymi dniami nie robiąc kompletnie nic.

Najbardziej irytuje chyba to, że nie dość, ze trzeba spacerować po wąskich uliczkach to na dodatek przewijają nieustannie przez nie wszystkie rodzaje pojazdów. Setki taksówek, które podążają za tobą i nieustannie pytają czy aby na pewno nie chcesz skorzystać z ich usług, tysiące rowerów, motorów, riksz i wszyscy krzyczą i trobią. Już po kilkunastominutowym spacerze zrozumiałam dlaczego tak wielu ludzi nosi maski. 20 minut w zupełności wystarczyło, żeby dosłownie posmakować kurzu unoszącego się w powietrzu. Kiedy później w hotelu umyłam twarz chusteczką nawilżającą była ona kompletnie czarna.

Pośród pyłu i kurzu, który unosi się w powietrzu żywo toczy się uliczny handel. Sklepiki, stragany, stoiska są dosłownie wszedzie, w każdym zakamrku,w każdej budzie, w każdej wenęce na każdym kroku i wszyscy chcą, żebyś coś od nich kupił, zawsze maja ci coś do zaoferowania, od ręcznie wyszywanych ubrań po świeże ryby i kurczaki wystawiane w samym słońcu, 40 stopniowym upale, oblepione muchami i unoszacym się pyłem. Turyści nie mogą przejść niezauważeni. Z resztą to oni są głównymi klietami na Thamelu, którzy pozwalają cokolwiek zarobić. Idziesz ulicą i słyszysz na każdym roku: „just looking”, „looking free”, „good price” , „how much you want to pay”, „I give you discount”. Targowanie się nmają we krwi, zawsze zaczepiają i próbują sprzedać cokolwiek za jakąkolwiek cenę. Najgorzej jak twoje spojrzenie skrzyżuje się ze spojrzeniem jakiegoś sprzedawcy albo jak zerkniesz kątem oka na jakiś produkt, a już nie daj boże jak dotkniesz czegoś albo się zatrzymasz i wdasz w dyskusję wtedy musisz coś kupić bo bedą za tobą szli i błagali i oferowali coraz atrakcyjniejszą cenę. I te ich smutne oczy i to rozczarowanie kiedy odmawiasz… są w tym naprawdę dobrzy.

 

Zatłoczone, dzikie, brudne i przytłaczające- takie pierwsze określenia pojawiły się w mojej głowie kiedy przespacerowałam się ulicami Kathmandu. Niezbyt optymistyczne i mało zachęcające możnaby pomyśleć. Tylko, że to nie jest miasto na jeden czy dwa dni. To nie jest miasto, do którego wpadasz na chwilę, w którym pobujasz się po centrum i okolicach, a później odchodzisz jak gdyby nigdy nic. Chociaż budzi sprzeczne emocje i bywa, że masz dość tego brudu, hałasu i kurzu i wracasz do hotelu odpocząć, ale za chwilę już znowu chcesz tam wracać.To wciąga.

 

Gdzieś pomiędzy całym chaosem, kurzem, przerażającą momentami biedą, zaniedbanymi budynkami z wrzechobecnymi logo Coca-Coli i Pepsi, niesamowitą gościnnością i życzliwością Neplaczyków, ich radosnym usposobieniem pomimo niełatwego życia, gdzieś pomiędzy egzotycznymi smakami nepalskiej kuchni, gdzieś pomiędzy zabytkowymi świątyniami, pomiędzy hinduizmem i buddyzmem, figurkami Sziwy i oczami Buddy kryje się magia, tajemnica, którą chcesz poznać, a im więcej widzisz, im więcej poznajesz tym bardziej miasto cię wciąga i pochłania. Z każdym krokiem, za każdym rogiem ulicy spotykasz coś, co po raz kolejny totalnie cię szokuje pomimo, że byłeś pewien, że to, co zaledwie kilka chwil temu ukazało się twoim oczom spowodowało, że już nic więcej w tym mieście nie zdoła cię zaskoczyć. A jednak.

c.d.n.

*Czerwiec, 2014

2 komentarze

  • peregrino 28 lutego 2017 at 02:05

    bardzo ciekawe obserwacje .. hihi ja do Kathmandu dotarłem z Indii i Nepal wydawał mi się nawet jakoś lepiej zorganizowany :^)) ..i nawet Thamel nie był dla mnie taki chaotyczny . .. może różnica była taka, ze bylem tam w pażdzierniku (ten sam rok 2014 czyi parę miesięcy po Tobie) … zamiast Thamel zatrzymałem się w niewielkim guesthouse parę uliczej dalej od stupy w Boudhanath .. było tam cicho i cudownie .. guesthouse miał taras, z którego widać było stupę i piękne miejsce do medytacji .. wokoł prawie same miejsca wege lub wegan czyli raj dla mnie .. bardzo polecam zatzymać się w Boudanath :^) .. raniutko przed świtem chodziłem z setkami pielgrzymów wokół stupy .. magiczne przeżycie http://peregrino-pl.blogspot.com/2014/12/te-oczy-spogladaja-od-okoo-1500-lat.html

    Reply
    • malvibee 28 lutego 2017 at 06:54

      Dziękuję za sugestię. Jeżeli jeszcze kiedyś będę w Nepalu, a bardzo bym chciała tam wrócić, to na pewno z korzystam z porady. W Indiach nie byłam nigdy, ale z opowiadań i relacji innych mogę wywnioskować, że ruch na ulicach jest znacznie bardziej chaotyczny niż w Nepalu stąd pewnie pierwsze spotkanie z Kathmandu nie było dla Ciebie tak szokujące jak dla mnie 🙂

      Reply

Leave a Comment